Valverde nie trenował z drużyną przed meczem z Racingiem
Kapitan Realu Madryt opuścił boisko w przerwie El Clásico z powodu urazu, a dwa dni przed wyjazdem do Santander wciąż ćwiczył indywidualnie. Sobotni test zdrowotny zadecyduje.
Federico Valverde nie pojawił się na piątkowym treningu z resztą zespołu w Valdebebas. Kapitan Realu Madryt pracował według indywidualnego planu, a klub monitorował postępy jego rekonwalescencji. To zaledwie dwa dni przed niedzielnym wyjazdem na El Sardinero, gdzie Królewscy zmierzą się z Racingiem Santander.
28-letni Urugwajczyk doznał urazu jeszcze w pierwszej połowie El Clásico na Spotify Camp Nou. Grał przez ból, ale po przerwie nie wrócił już na murawę. Real wygrał 2:1, przedłużając serię zwycięstw do pięciu meczów, lecz radość szybko przyćmiły obawy o zdrowie lidera pomocy.
Początkowo wydawało się, że to nic poważnego. Badania wykluczyły groźny uraz, a Valverde miał być gotowy na mecz w Santander. Piątkowy trening indywidualny zmienił jednak optykę. Opuszczając ośrodek treningowy, pomocnik napotkał ekipę El Chiringuito i przyznał wprost: „Nie jestem jeszcze na 100 procent”.
O tym, czy Valverde poleci, zdecyduje sobotnia końcowa ocena sprawności fizycznej. Dla Realu stawka wykracza poza jedno ligowe spotkanie. Przed przerwą reprezentacyjną drużynę Carlo Ancelottiego czekają trzy kolejne mecze wyjazdowe, a brak kapitana w każdym z nich byłby odczuwalny.
Valverde, związany kontraktem z Królewskimi do 2029 roku, od lat jest kluczową postacią środka pola. Dwukrotny triumfator Ligi Mistrzów z 2022 i 2024 roku wyróżnia się ogromnym zasięgiem, intensywnością gry i zdolnością do łączenia destrukcji z kreacją. Trudno o równoważnego zmiennika na jego pozycję. Nieprzypadkowo w szatni nazywają go El Halcón, czyli Sokół.
Charakter Valverde nigdy nie budził wątpliwości. W poruszającym tekście dla The Players' Tribune zatytułowanym „An Unbroken Bond” opisywał trudne dzieciństwo w Montevideo, gdy rodzina musiała wybierać między jedzeniem a nowymi korkami dla syna, a w mieszkaniu brakowało czasem bieżącej wody. Opowiadał też o dramatycznych miesiącach na przełomie 2022 i 2023 roku, kiedy wraz z żoną Miną Bonino walczyli o zdrowie nienarodzonego syna Bautisty. Wychodzenie na murawę było wówczas najtrudniejszą próbą psychiczną w jego życiu, a jednocześnie jedyną odskocznią od cierpienia.