Santi Canizares krytykuje transfer Yan Diomande do Realu Madryt
Transfer Yan Diomande do Realu Madryt za 140 milionów euro rozpala emocje wśród kibiców i ekspertów. Santi Canizares, były bramkarz Królewskich, nie kryje zaskoczenia zarówno wysokością kwoty, jak i możliwym powiązaniem transferu z agencją obsługującą Viniciusa Juniora. – To nie może być dla niego ciężarem – zaznacza hiszpański ekspert, podkreślając, że 19-latek dopiero wchodzi w dorosłą piłkę.
Real Madryt znów na ustach piłkarskiego świata. Transfer Yan Diomande z RB Lipsk za 140 mln euro wzbudził skrajne reakcje – zarówno wśród kibiców, jak i ekspertów. Były golkiper Królewskich, Santi Canizares, uważa, że decyzja ta budzi sporo pytań, nie tylko ze względu na astronomiczną kwotę.
Jak donosi hiszpańska prasa, Canizares jest przekonany, że wieku Diomande absolutnie nie można sprowadzać wyłącznie do ceny. Jego zdaniem, oczekiwanie od 19-latka charyzmy czy gotowości do bycia gwiazdą to po prostu nieporozumienie. – Takich piłkarzy trzeba rozliczać w średniej i długiej perspektywie, nie po kilku pierwszych meczach – zauważa były bramkarz Realu.
Sprawa nabiera rumieńców, bo Canizares podejrzewa, że transfer Iworyjczyka miał drugie dno. Według niego, nieprzypadkowy jest fakt, że zarówno Diomande jak i Vinicius Junior są reprezentowani przez tę samą agencję. Jego zdaniem, operacja mogła mieć związek z negocjacjami dotyczący przedłużenia kontraktu Viniciusa. Choć nie ma na to dowodów, dla hiszpańskich mediów ta koincydencja jest co najmniej zastanawiająca.
Mimo 140 milionów euro na koncie, Diomande nie powinien nosić na barkach ciężaru tej sumy. W Madrycie rzadko zdarza się, by 19-latek z miejsca stał się filarem pierwszego zespołu. Nawet Vinicius potrzebował czasu, by dojrzeć i wywalczyć swoje miejsce – podkreśla Canizares.
Choć Diomande zagrał od pierwszej minuty tylko raz w sześciu możliwych spotkaniach, już są głosy domagające się natychmiastowych efektów. Były bramkarz Realu podkreśla, że takie podejście to prosta droga donikąd – klub powinien zadbać o rozwój swojej inwestycji, nie zamieniając młodego skrzydłowego w zakładnika ceny. Tak czy inaczej, losy Iworyjczyka na Santiago Bernabeu będą szeroko komentowane, niezależnie od decyzji trenera.