Aleks Ławniczak o transferze do Lecha. „Na pewno byłbym zainteresowany”

Nie wie, czy zostanie w Zagłębiu. Byłby chętny na transfer do Lecha

Aleks Ławniczak Marc Gual
fot. MARCIN SZYMCZYK/400mm.pl
Avatar użytkownika Maciej Ziółkowski
7 września 2026 11:17
15 minut czytania

Aleks Ławniczak pochodzi z okolic Poznania, a mecze z Lechem były dla niego zawsze wyjątkowe. Czy gdyby Kolejorz zgłosił się po obrońcę Zagłębia, ten byłby zainteresowany transferem? – Na pewno – odpowiada 27-latek. W rozmowie ze Stolicą Sportu opowiedział również o reprezentacji Polski, ofertach z zagranicy i swojej przyszłości.

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Zacznijmy od reprezentacji, bo ten wątek z czasów kadencji Michała Probierza mnie ciekawi. Byłeś wtedy przymierzany do kadry, a trener pojawił się na jednym z meczów Zagłębia. Rozmawiał z Tobą po spotkaniu albo później? Był jakiś kontakt z selekcjonerem?

– Nie, w ogóle nie miałem z nim kontaktu. Dowiedziałem się po meczu, że był na stadionie, i tyle. Następnym razem usłyszałem coś o mnie i reprezentacji dopiero wtedy, gdy selekcjoner się wypowiedział.

Ale same plotki i pogłoski, że możesz trafić do kadry, były chyba dodatkowym bodźcem motywacyjnym?

– Na pewno lepiej mi się potem trenowało i grało, miałem to z tyłu głowy. Nie trwało to jednak długo. Po prostu czułem, że ktoś mnie docenił i wiedziałem, że reprezentacja jest czymś osiągalnym, nawet jeśli ostatecznie się nie udało.

Marzysz o reprezentacji? Myślisz, że może jeszcze kiedyś uda Ci się do niej trafić, a nie tylko pojawiać się w medialnych pogłoskach dotyczących powołania?

– Szczerze mówiąc, moim największym marzeniem zawsze było zdrowie mojej rodziny. A co będzie, to będzie. Tak do tego podchodzę. W ogóle o tym nie myślę.

A za kadencji Jana Urbana był jakiś kontakt? Chociaż wstępne zapytanie albo rozmowy z kimś ze sztabu?

– Nie, nic nie było. Nigdy nie miałem nawet pół kontaktu. Tylko raz dowiedziałem się po meczu, że Michał Probierz był oglądać spotkanie, i to był koniec.

Zakładam jednak, że mimo wszystko chciałbyś kiedyś zagrać w reprezentacji, dostać powołanie?

– Chciałbym, ale w ogóle o tym nie myślę. Nie gram w piłkę dlatego, żeby kiedyś być w kadrze. Gram, bo to kocham i jest to moja praca. Jeśli się uda, będzie super. Nie jest to jednak coś, co spędza mi sen z powiek. Podchodzę do tego w ten sposób: jeśli będę dobrze grał w piłkę, to może kiedyś się uda.

Kiedy pojawiały się te pogłoski o Twoim możliwym powołaniu, czułeś, że w tamtym momencie na nie zasługujesz? Że prezentowałeś odpowiednią formę?

– Ciekawe to było. Na pewno się nad tym nie zastanawiałem, czy zasługuję, czy nie. Raczej myślałem o tym w kontekście: super, cieszę się, że ktoś mnie docenił. Skoro mnie obserwował, to coś musi w tym być. Nie zastanawiałem się, czy ma to sens, czy nie.

Jesteś podstawowym zawodnikiem Zagłębia, wcześniej grałeś też w Warcie. Widziałbyś się w reprezentacji?

– To ciężkie pytanie, bo pytasz kogoś, kto nigdy nie był w kadrze, czy widzi się w reprezentacji, gdzie konkurencja na środku obrony jest ogromna. Wiadomo, że ja się widzę. Ale trener też musi mnie tam widzieć.

Oglądasz mecze reprezentacji i zdarza Ci się pomyśleć: „W tym jestem lepszy od tego, w tym od tamtego”?

– Nie, absolutnie się tak nie porównuję, bo takie coś jest zawsze tylko negatywne. Wiadomo, kibic z pozycji kanapy wie wszystko najlepiej, każdy by zagrał lepiej, każdy jest mądrzejszy, ale to tzw. janusze. Ja do tego tak nie podchodzę. Kiedy oglądam reprezentację Polski, sprawia mi to dużą przyjemność. To zawsze jest jakieś wydarzenie i tyle. Uważam, że jakiekolwiek porównywanie się nigdy nikomu nie służy.

Kogo Jan Urban powinien obserwować z Zagłębia Lubin?

– Oprócz mnie, to Marcela Regułę. Uważam, że ma ogromny potencjał, a co z tego będzie, to zobaczymy. Czy ma szanse na poważnie granie w mocnych ligach? Jest bardzo młody, więc ciężko powiedzieć. Ja też nie jestem dobry w przepowiadaniu przyszłości. Zostawiam to tarociarzom, ale uważam, że ma bardzo duży talent.

Parę tygodni temu mógł trafić do Anglii, ostatnio do BVB, ale finalnie został w Lubinie. Jak na to reagował?

– Na pewno miał duży ból głowy, bo pojawiło się trochę ofert, ale nie chciałbym się zagłębiać w jego temat, bo jest bardzo młody. Rozmawialiśmy z nim o tym, nie tylko ja. Wszyscy chcemy dla niego jak najlepiej. Okienko transferowe w Polsce jest jeszcze otwarte do 9 września. Zobaczymy, co się wydarzy.

Jest w Zagłębiu niedoceniany piłkarz? Taki, który ma duże umiejętności, ale jeszcze nie mówi się o nim wystarczająco dużo?

– Moim zdaniem ogólnie mamy dobry zespół, tylko do końca tego nie pokazujemy. Naprawdę mamy dużo fajnych chłopaków. Praktycznie większość, gdybyś wstawił ją do lepszego zespołu, moim zdaniem by się odnalazła.

Na pewno mamy bardzo młodych, fajnych zawodników, czy to Mateusz Dziewiatowski, czy już można powiedzieć okrzepnięty Filip Kocaba, czy Jakub Kolan. Nie chciałbym jednak, mimo że wymieniłem tych trzech, ujmować pozostałym. Tak jak powiedziałem wcześniej — uważam, że większość, gdybyś wstawił do lepszego klubu, spokojnie by sobie poradziła.

Mówisz, że macie dobrą drużynę, ale tego nie pokazujecie. Na razie mieliście trudny start, a do tego odpadliście z Pucharu Polski. Rozmawiacie w szatni z trenerami i sztabem o tym, dlaczego start rozgrywek jest w Waszym wykonaniu taki średni? Jakie są tego przyczyny?

– Rozmawiamy po meczu, w którym tak naprawdę przez praktycznie 90 minut graliśmy jedenastu na dziesięciu, a mimo to zremisowaliśmy. To wiadomo, że w połączeniu z odpadnięciem z Pucharu Polski sprawia, że po tych spotkaniach spojrzenie na nas jest raczej średnie. Pięć meczów, osiem punktów — to nie jest wymarzony start.

Ciężko mi jednak coś więcej powiedzieć. Uważam, że jeszcze dużo się zmieni i że rozkwitniemy. Nie ma też co wariować. Zagraliśmy dopiero parę meczów. Musimy się po prostu lepiej pokazać i tyle. Nic szczególnego.

Jeśli chodzi o Ciebie, to generalnie rzadko zmieniasz kluby. W Warcie spędziłeś sporo czasu, teraz też jesteś już dłużej w Zagłębiu. Chyba lubisz taką stabilność i nie potrzebujesz ciągłych zmian?

– Długo siedzę w jednym miejscu, aczkolwiek co przyniesie przyszłość, to nie wiem. Równie dobrze mogłoby się potoczyć tak, że przyszedłbym do Zagłębia, nie grałbym przez rok i musiałbym odejść. Okazało się, że bardzo szybko stałem się podstawowym zawodnikiem. Miałem też oferty odejścia przed przedłużeniem kontraktu, ale nie były to nie wiadomo jakie opcje. No i dalej jestem podstawowym piłkarzem.

Uważam, że wszystko zgrywa się w taki sposób. Myślę, że gdybym był słaby, to bym nie grał. Niektórzy ludzie lubią zmieniać kluby co pół roku. Ja nigdy tego nie doświadczyłem, więc nie wiem, jak to jest, ale czuję się dobrze tak, jak jest.

Wspominałeś o ofertach. Jakie to były opcje?

– Pojawiły się dwie opcje zagraniczne, ale nie chciałbym o tym mówić, bo to już było. Za rok kończy mi się kontrakt, więc skupiam się na tym sezonie. Co będzie, to zobaczymy. Tak jak mówiłem, nie jestem najlepszy w przepowiadaniu przyszłości, więc skupiam się na tu i teraz.

Wspomniałeś, że za rok kończy Ci się kontrakt z Zagłębiem. Rozpoczęły się rozmowy w sprawie przedłużenia?

– Nie.

Chciałbyś zostać w Lubinie?

– Musiałbym w trakcie rozmów czuć, że oni naprawdę mnie chcą. Co będzie, to zobaczymy. Dobrze się tutaj czuję i mógłbym zostać, ale gdyby pojawiło się coś ciekawego, na pewno bym to rozważył.

Ostatnio Zagłębie opuścił dyrektor sportowy Rafał Ulatowski. Według doniesień medialnych, może to nie być koniec zmian. Czy całe zamieszanie jakoś na was wpływa?

– Wszystkie pożegnania są zawsze nieprzyjemne. Powiedziałeś, że to nie koniec, ale ja nic na ten temat nie słyszałem, więc w ogóle nie myślę w ten sposób. Odkąd tu jestem, trochę tych dyrektorów już było, trenerów również. To naturalna kolej rzeczy. Nie da się zrobić nic innego, jak tylko skupić się na pracy.

Leszek Ojrzyński to najlepszy trener, z jakim pracowałeś w Zagłębiu albo w całej karierze?

– Nie chciałbym klasyfikować trenerów. Dostałem już w życiu parę razy takie pytanie i uważam, że to nie fair w stosunku do innych, z którymi pracowałem. Każdy szkoleniowiec był na innym etapie mojego życia i kariery.

Wiem, że takie klasyfikacje i oceny są fajne, ale ja tak za bardzo w życiu do tego nie podchodzę. Staram się ani nie porównywać siebie do innych, ani nie porównywać trenerów. Nie chcę mówić, kto był lepszy, a kto gorszy. Po prostu staram się czerpać z życia to, co mi daje, i wycisnąć z siebie maksa.

Spytam inaczej. Czy Leszek Ojrzyński to na tę chwilę najbardziej odpowiedni trener dla Zagłębia?

Ciężko mi powiedzieć. Na pewno był trenerem, którego w tamtym momencie, kiedy przyszedł, potrzebowaliśmy. Nie czuję się jednak kompetentny, żeby oceniać, czy teraz jest dla nas najbardziej odpowiednim szkoleniowcem.

Nie kusi Cię, żeby zostać legendą Zagłębia albo Warty — rozegrać w Lubinie albo Poznaniu jeszcze więcej meczów i zapisać się w historii?

– Nie. Nie myślę o tym. Jeszcze dużo grania przede mną. Jeśli mam jakieś dalekosiężne marzenia, to po prostu chciałbym wrócić na ostatni rok do Mosiny i pograć w piłkę. To jest takie moje najdalsze marzenie.

Nie marzę o tym, żeby zostać legendą Zagłębia czy Warty. W ogóle nie myślę w ten sposób. Jestem raczej w takim wieku, że chciałbym spróbować wielkiej piłki. Mam nadzieję, że będzie mi to dane.

Jakaś konkretna liga interesowałaby Cię najbardziej?

Nie, nie mam czegoś takiego. Nigdy nie marzyłem o konkretnej lidze czy zespole.

Wspominałeś wcześniej o ofertach zagranicznych. A oferty z innych klubów w Polsce, tych większych, też się pojawiały?

 – Coś tam było. Skoro jednak podjąłem decyzję, żeby zostać w Lubinie, to po prostu taką decyzję podjąłem. Coś tam było, ale nie chcę o tym mówić, bo to już jest przeszłość. Za rok kończy mi się kontrakt. Walczę o to, żeby zbudować sobie fajną przyszłość na boisku.

Uważasz się za jednego z trzech najlepszych stoperów w Ekstraklasie?

– Tak jak mówiłem, w ogóle się nie porównuję. Nie wsadzam się w żadne topy. Na pewno jestem pewny siebie i uważam się za bardzo dobrego piłkarza.

Załóżmy, że za niespełna rok odezwie się Legia albo Lech. Tym razem spróbowałbyś transferu do większego klubu w Polsce?

– Jest wiele składowych. Już kiedyś o tym mówiłem. Jestem w takim wieku, że parę rzeczy musi się zgadzać. Wiadomo, że chciałbym, ale to musi być spełnionych kilka warunków.

Co konkretnie musi się zgadzać?

– Wiele rzeczy, przede wszystkim takich podstawowych. Muszą się zgadzać pieniądze, musi to być miasto, w którym razem z rodziną będę się dobrze czuł. To są najbardziej podstawowe rzeczy.

Tak jak każdy człowiek, gdyby miał zmienić pracę i przeprowadzić się na drugi koniec Polski, chciałby, żeby to było dobre miejsce. Cała otoczka musi się zgadzać. U mnie byłoby tak samo. To nic nadzwyczajnego.

Czyli jeśli wcześniej pojawiały się oferty z lepszych klubów w Polsce, to znaczy, że nie wszystko się wtedy zgadzało?

– Nie, absolutnie nie o to chodzi. Taką decyzję po prostu wtedy podjąłem. Nie chcę też deklarować, że jeśli zgłosi się po mnie jakiś konkretny klub, to na pewno pójdę. Tak nigdy nie jest. Trzeba usiąść i się zastanowić. Nie jestem też taki, że dostanę pierwszą lepszą ofertę, byle skąd, i pójdę tylko po to, żeby zmienić klub.

A jeśli chodzi o mocno negatywne momenty w Twojej karierze — pamiętasz coś takiego, co szczególnie się na Tobie odcisnęło?

– Kurczę, chyba nic nie przychodzi mi do głowy, żeby coś tak mocno odcisnęło na mnie piętno, żebym wzdrygał się na samo wspomnienie.

Tak na pierwszą myśl przychodzi mi to, że ostatnio nie grałem pół roku w piłkę. Pierwszy raz miałem coś takiego, ale dosyć szybko mi to zleciało. Wróciłem, zacząłem grać. Na początku było ciężko, ale staram się do wszystkiego podchodzić optymistycznie. Uważam, że nawet z trudnych momentów można coś w życiu wyciągnąć i coś mogą mi one dać. Raczej w taki sposób podchodzę do życia i do gorszych chwil.

Gdybyś mógł cofnąć czas, jest jakaś decyzja, którą podjąłbyś inaczej?

– Nie, raczej nie. Nie, bo to wszystko jest gdybanie. Nie za bardzo lubię gdybać, bo to już bardzo cienka granica między marzeniami a wymysłami.

Liczy się dla mnie przede wszystkim tu i teraz — to, jak podchodzisz do życia, takie twarde stąpanie po ziemi. Marzę sobie przed zaśnięciem, wizualizuję, ale jeśli chodzi o żałowanie decyzji, to myślę, że w miarę świadomie podejmowałem większość z nich w swoim życiu, więc nie ma czego żałować.

Co sobie wyobrażasz przed zaśnięciem?

– Ogólnie wyobrażam sobie, że gram w piłkę. Nie ma tu żadnej filozofii. W ogóle nigdy nie traktowałem tego jako wizualizacji. Dopiero w tzw. międzyczasie dowiedziałem się, że to w sumie jest wizualizacja.

Po prostu od dzieciaka wyobrażałem sobie różne dziwne sytuacje i marzyłem. I tak mi zostało.

A w tych wyobrażeniach pojawiają się czasem konkretni rywale?

– Nie, absolutnie. Wyobrażam sobie, że gram w piłkę, więc jacyś przeciwnicy tam oczywiście są, ale poza tym jestem tam tylko ja. Nie zwracam za bardzo uwagi na to, kto jest po drugiej stronie.

Jest jakiś piłkarz albo grono piłkarzy z Ekstraklasy, przeciwko którym szczególnie nie lubisz grać, bo są po prostu bardzo dobrymi zawodnikami?

– Nie, raczej nie ma takich zawodników. Kiedyś, gdy dostałem pytanie o najtrudniejszego napastnika, przeciwko któremu przyszło mi grać, mówiłem, że Exposito. Ale tak ogólnie czuję się mocny, więc nie za bardzo interesuje mnie, przeciwko komu gram. Czy to Ishak, czy ktoś inny — szczerze mówiąc, nie ma to dla mnie większego znaczenia. Wiem, że jest rywal, którego muszę pokonać, i tak do tego podchodzę.

A jest jakiś klub, przeciwko któremu najbardziej nie lubisz grać?

– Nie.

A na jakieś mecze podświadomie bardziej się nakręcasz? Na któreś spotkania szczególnie czekasz?

– Zawsze miałem tak, że kiedy graliśmy z Lechem, to byłem bardziej podekscytowany i nie mogłem się doczekać. Wiadomo, jestem z okolic Poznania, więc może dlatego. To chyba jedyny mecz, na który aż tak bardzo czekałem.

Gdyby kiedyś zadzwonił Lech i wszystko by się zgadzało, byłbyś chętny na transfer?

– Wiadomo, że tak.

Czyli kiedy wcześniej mówiłeś o propozycjach z większych polskich klubów, Lech się wtedy nie odezwał?

– Nie. Mam taką umowę z menedżerami, że rozmawiam z nimi tylko wtedy, kiedy jest konkretna oferta. Nie wtedy, gdy pojawia się samo zapytanie, czy byłbym zainteresowany. Jeśli nie ma konkretu, to nie rozmawiamy.

Jesteś z okolic Poznania, więc taki krok w kierunku Lecha byłby pewnie dla Ciebie szczególnie ciekawy?

Na pewno.

Jest ktoś w polskiej piłce, jakiś piłkarz z Ekstraklasy, który Cię irytuje? Ktoś, kto jest Twoim zdaniem trochę przehajpowany albo denerwuje Cię na boisku swoim zachowaniem?

– Jak tak się zastanawiam, to chyba nikt nie przychodzi mi do głowy. Ogólnie mało się denerwuję, a takimi rzeczami to już w ogóle. Mecz trwa 90 minut i potem jest koniec. Nie mam więc kogoś takiego.

A jakiś równy gość z drużyny przeciwnej? Kogoś, przeciwko komu szczególnie fajnie Ci się gra?

– Dla mnie zawsze śmieszne i ciekawe jest to, kiedy gram przeciwko komuś, z kim wcześniej grałem w klubie. To fajne uczucie. Z ludźmi, z którymi wcześniej grałem, zawsze jest taka dodatkowa ekscytacja.

Nie mam natomiast jeszcze jakiejś szczególnej relacji z kimś, z kim nigdy wcześniej nie grałem, a teraz spotykam się z nim na boisku. Zawsze właśnie w przypadku byłych klubowych kolegów jest ta dodatkowa ekscytacja.

Źródło: Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie