Szczęsny będzie trenerem bramkarzy?
Golkiper Barcelony zdradził kiedyś, jak wygląda jego codzienność z dala od futbolu. Pianino, żona na scenie i dom, w którym cisza prawie nie istnieje – to obraz daleki od życia piłkarza, który niebawem może zostać trenerem bramkarzy.
Wojciech Szczęsny nie pasuje do szablonu profesjonalnego piłkarza, a jego opowieści o życiu prywatnym tylko to potwierdzają. Jeszcze jako zawodnik Juventusu zdradził, że muzyka jest stałym tłem. „W moim domu zawsze gra muzyka, 24 godziny na dobę. Moja żona jest muzykiem, a ja lubię grać na pianinie – to ważny aspekt mojego życia” – mówił.
Pianino to instrument, który Szczęsny opanował z własnej inicjatywy, choć muzyczne geny w rodzinie pochodzą z drugiej strony. Jego żona Marina Łuczenko-Szczęsna urodziła się w Ukrainie, ale już jako dwulatka przeprowadziła się do Polski, gdzie trafiła do telewizji i na scenę muzyczną. Popularność przyniosły jej własne utwory – w tym „Glam Pop” – oraz współpraca z Jamesem Arthurem. Para jest razem od 2013 roku, kiedy Szczęsny grał jeszcze w Arsenalu. Z tego związku przyszli na świat Liam w 2018 roku i Noelia w 2024.
Szczęsny, zanim na dobre stanął między słupkami, miał zaskakujące zainteresowania. W wieku siedmiu–dziewięciu lat uczęszczał na zajęcia taneczne i rzucał oszczepem. Jak żartował w jednym z materiałów Barcelony, był wysoki i dość sztywny, ale miał wszystkie potrzebne ruchy. Wybór bramki był jednak w pewnym sensie zapisany – jego ojciec Maciej bronił w Legii, Widzewie, Wiśle Kraków i reprezentacji Polski, a na tej samej pozycji grał także starszy brat Jan.
Droga Wojciecha prowadziła przez trudną część Warszawy, gdzie – jak sam opowiadał w klubowych mediach – część znajomych z dzieciństwa miała potem problemy z prawem. Piłka trzymała go od tego z daleka. W wieku szesnastu lat wyjechał do Londynu, do akademii Arsenalu, skąd został wypożyczony do Brentford na pierwsze seniorskie szlify. Z londyńskim klubem wiążą się też mniej chlubne anegdoty: po porażce z Southampton 0:2 w 2015 roku przyłapano go na paleniu papierosa pod prysznicem, za co dostał karę dwudziestu tysięcy funtów. W późniejszym wywiadzie nie zaprzeczał nałogowi, ale podkreślał, że to jego prywatna sprawa.
W 2008 roku, ćwicząc na siłowni Arsenalu, złamał oba przedramiona. Od tamtej pory ma w nich metalowe płytki – w rozmowie z Grzegorzem Krychowiakiem przyznał, że ból odczuwa do dziś, nawet podczas bronienia strzałów.
Kolejnym rozdziałem był Juventus, gdzie miał zastąpić Gianluigiego Buffona. Spędził w Turynie siedem sezonów, zdobył trzy scudetta i trzy krajowe puchary. Latem 2024 roku ogłosił zakończenie kariery, ale odpoczywał krótko – kontuzja Marca-André ter Stegena sprawiła, że zadzwoniła Barcelona. W pierwszym sezonie w Katalonii wystąpił w 30 oficjalnych meczach, zachował 14 czystych kont, nie przegrał żadnego spotkania ligowego i pomógł drużynie sięgnąć po krajową potrójną koronę.
– To najlepsza decyzja, jaką mógł podjąć. Nie chodzi wyłącznie o zdobyte przez niego trofea, ale również o to, jak doskonale zaaklimatyzował się w mieście, w którym zamierza spędzić resztę życia. Na Spotify Camp Nou otrzyma pracę, gdy 30 czerwca zdecyduje się zakończyć karierę. Ma już zagwarantowane miejsce w sztabie szkoleniowym Hansiego Flicka w roli trenera bramkarzy. W klubie są również bardzo zadowoleni z jego roli lidera w szatni – czytamy w serwisie elnacional.cat.
Dziś Szczęsny jest trzecim bramkarzem za Joanem Garcíą i wracającym ter Stegenem. Nie robi z tego problemu. Porównał kiedyś swoją sytuację do aktora, który nie musi grać głównej roli w każdym filmie – czas pierwszoplanowego bramkarza prawdopodobnie minął, ale nadal czuje, że może pomagać drużynie. Z przymrużeniem oka dodał, że mimo 36 lat jest chyba najbardziej dziecinny w szatni. Gdy pytano go o przyszłość Roberta Lewandowskiego, którego kontrakt z Barceloną dobiegał końca, żartował, że na podstawie własnego doświadczenia powinien mu doradzić emeryturę – bo wtedy pojawiają się najlepsze oferty.