Ousmane Sow o czasie w Brøndby: „Czułem, że mnie tam nie chcą”
Pół roku w Danii, 14 meczów bez gola i szybki powrót do Polski. Ousmane Sow w rozmowie z duńskim Tipsbladet opowiedział, jak wyglądała jego przygoda z Brøndby od kulis – i dlaczego latem nie miał wątpliwości, że musi odejść.
Ousmane Sow przerwał milczenie w sprawie nieudanego epizodu w Brøndby. W rozmowie z Tipsbladet 26-letni skrzydłowy szczegółowo opisał, co poszło nie tak po styczniowym transferze z Górnika Zabrze za około 2,5 miliona euro.
„Oczekiwania były ogromne. Kiedy przyjechałem, może nie byłem największą gwiazdą, ale miałem odgrywać ważną rolę. Już po pierwszym meczu jednak doznałem kontuzji. Potem wydarzyło się wiele rzeczy, których nie jestem w stanie do końca wytłumaczyć” — przyznał Sow. „To był naprawdę trudny czas. Byłem kontuzjowany, drużyna nie funkcjonowała optymalnie, a ja zmuszałem się do gry, choć wiedziałem, że nie jestem w stu procentach gotowy. Myślałem, że mogę zrobić różnicę, ale z urazem to zawsze jest ciężkie.”
W Brøndby rozegrał 14 spotkań i nie zdobył ani jednej bramki. Latem, pół roku po przeprowadzce do Danii, nie miał wątpliwości, że musi szukać nowego otoczenia. „Nie chcę być w miejscu, w którym czuję, że mnie nie chcą. Nikt mi tego nie powiedział wprost, ale trzeba też samemu rozumieć sygnały. Mam prawie 27 lat, znam świat piłki — jeśli nie ma dla ciebie miejsca, to po prostu to czujesz” — mówił.
Sow nie ma żalu do osób odpowiedzialnych za decyzje kadrowe. Zapytany o rozmowy z dyrektorem sportowym Thomasem Nørgaardem i szefem skautingu Juliusem Ohnesorge, odpowiedział: „Byli bardzo konkretni i otwarci. Nigdy nie stwarzali problemów. Zaproponowali mi kilka klubów, a ostateczny wybór należał do mnie. Wybrałem Jagiellonię, bo uznałem, że to dla mnie najlepsza opcja.” Wspomniał też krótką rozmowę z Nørgaardem tuż po jego objęciu funkcji: „Thomas powiedział mi, że dla dobra mojej kariery najlepiej byłoby, gdybym odszedł. Nie znam go osobiście, ale szanuję jego decyzję.”
Przeprowadzka do Białegostoku 17 sierpnia okazała się strzałem w dziesiątkę. W barwach Jagiellonii Sow w 12 meczach strzelił siedem goli. „Jestem tu niesamowicie szczęśliwy. Uważam, że to był absolutnie właściwy wybór” — podkreślił. O opcji wykupu wpisanej do umowy wypożyczenia nie chciał jednak spekulować: „Nie wiem, co się wydarzy. Chcę się teraz skupić na piłce i nie wybiegać za daleko w przyszłość.”
Droga Sowa do Danii wiodła przez niezwykłą ścieżkę. Profesjonalną karierę zaczął dopiero jako 16-latek, wyjeżdżając samotnie z Senegalu do Francji, gdzie grał na szóstym poziomie rozgrywkowym za około 300 euro miesięcznie. Przeszedł przez Korsykę, Arles-Avignon i belgijskie kluby, zanim trafił do Zabrza, gdzie koledzy ochrzcili go przydomkiem „Ousmane Ballon d'Or”. Dziewięć bramek w 19 meczach Ekstraklasy zwróciło uwagę Brøndby — ale kopenhaska przygoda nie ułożyła się po jego myśli.
Formalnie Sow pozostaje zawodnikiem duńskiego klubu z kontraktem do lata 2030. Na razie jednak jego głowa jest w Białymstoku, a liczby mówią same za siebie.