Oficjalnie. Śląsk Wrocław rozstał się z Ante Simundzą
Trener, który sprowadził klub z powrotem do Ekstraklasy, nie przetrwał fatalnego początku sezonu. Dwa zwycięstwa w trzynastu kolejkach przesądziły o jego losie.
Ante Simundza nie jest już trenerem Śląska Wrocław. Klub poinformował o odsunięciu 55-letniego Słoweńca od prowadzenia pierwszego zespołu po serii rozczarowujących wyników w Ekstraklasie.
Bilans bieżącego sezonu nie pozostawiał wielu argumentów za dalszą współpracą. Po trzynastu kolejkach Śląsk zgromadził zaledwie dwa zwycięstwa i znalazł się w dolnych rejonach tabeli — dokładnie tam, gdzie Simundza zastał go, gdy przychodził do Wrocławia w grudniu 2024 roku. Wówczas drużyna zamykała stawkę Ekstraklasy. Słoweniec podjął się misji ratunkowej i na wiosnę prowadzony przez niego zespół potrafił ogrywać najlepszych, w tym przyszłego mistrza Polski, Lecha Poznań. Wspinaczkę przerwała jednak poważna kontuzja ówczesnego kapitana Petra Schwarza. Śląsk spadł i po 17 latach opuścił najwyższą klasę rozgrywkową.
Środowisko doceniło pracę trenera mimo niepowodzenia, a Simundza mówił o poczuciu niespełnionej misji. Pozostał na stanowisku i po zaledwie jednym sezonie wywalczył awans. W maju 2026 roku przedłużył kontrakt aż do końca sezonu 2027/28. Łącznie poprowadził WKS w 68 spotkaniach z bilansem 27 zwycięstw, 19 remisów i 22 porażek.
Simundza to jedna z ciekawszych postaci, jakie przewinęły się przez ławkę trenerską przy Oporowskiej. Jako piłkarz strzelił gola Dynamo Kijów w Lidze Mistrzów, grając dla rodzimego Mariboru. Występował też w Japonii, Szwajcarii, Szwecji i Belgii. Na ławce trenerskiej zdobywał mistrzostwa Słowenii z Mariborem i NS Murą oraz tytuł w Bułgarii z Łudogorcem. Z Murą pokonał Tottenham José Mourinho w Lidze Konferencji, a z Łudogorcem — Romę tego samego szkoleniowca w Lidze Europy. Sam wskazywał rywalizację w europejskich pucharach jako największe wyzwanie swojej kariery.
Prywatnie Simundza żył we Wrocławiu na odległość od rodziny — żona przylatywała do niego co kilka tygodni ze Słowenii, a dwaj synowie wybrali edukację zamiast profesjonalnej piłki. Znany był z obsesyjnej dbałości o detale, łącznie ze stanem murawy. W ośrodku w Trzebnicy potrafił sam uruchamiać zraszacze, tłumacząc, że boisko jest dla drużyny jak dom. W sierpniu 2026 roku nie potwierdził spekulacji o rozmowach z Legią Warszawa, podkreślając koncentrację na pracy w Śląsku. Kilka miesięcy później to Śląsk zdecydował, że ich wspólna droga dobiegła końca.