Wiktor Staszak: „byłaby możliwość gry” w Serie A. Polak o wypożyczeniu do Lecce

Polak miał trafić do Serie A. "Byłaby możliwość gry"

Wiktor Staszak
fot. Chrobry Głogów
Avatar użytkownika Maciej Ziółkowski
17 minut czytania

Wiktor Staszak spędził pół roku we Włoszech, gdzie występował w Primaverze i trenował z pierwszym zespołem Lecce. Początek był na tyle dobry, że klub rozważał jego wykup z Wisły Kraków. Ostatecznie do transferu nie doszło, ale młody zawodnik uważa ten wyjazd za jeden z najważniejszych etapów w dotychczasowej karierze. — Jeśli pojawiłaby się możliwość powrotu, bardzo chętnie bym z niej skorzystał — mówi Stolicy Sportu.

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Jesteś wychowankiem Lecha Poznań. Opuściłeś klub jako 15-latek. Z perspektywy czasu — dlaczego tak się stało?

— Byłem w Lechu bardzo długo, bodajże dziewięć lat. W pewnym momencie potrzebowałem zmiany. To było już dla mnie za długo. Pojawiła się też możliwość powrotu do domu i przejścia do KKS-u, więc się na to zdecydowałem.

Z perspektywy czasu myślę, że to była bardzo dobra decyzja, bo jednak jest duża różnica między piłką juniorską a seniorską. Głównym powodem było właśnie to, że potrzebowałem zmiany. Dziewięć lat to naprawdę długo.

Nie widziałeś perspektywy rozwoju w Lechu?

— Nie byłem tego pewny. Byłem chyba przed kategorią U-17 i nie wiedziałem, jak ten mój rozwój będzie wyglądał. Pamiętam, że sezon się zaczął i nie dostawałem minut. To też utwierdziło mnie w przekonaniu, że chciałem odejść z Lecha.

Czy klub, zarząd albo trenerzy próbowali cię namawiać, żebyś został? Czy w ogóle nie było takich rozmów?

— Nie pamiętam już wszystkiego, bo minęło trochę lat, ale jakieś rozmowy były. Ja jednak byłem wtedy zdecydowany i nic nie było w stanie zmienić mojej decyzji. Nastawiłem się na to, że chcę odejść. Nie było takiej rozmowy, która przekonałaby mnie, żeby zostać, dać sobie jeszcze trochę czasu i zobaczyć, co się wydarzy.

Po prostu potrzebowałem też powrotu do domu. Mieszkałem we Wronkach, zaczynał się chyba mój trzeci rok i czułem, że potrzebuję wrócić.

Kiedy opuszczałeś Lecha, co czułeś? Rozczarowanie czy może ulgę, że rozstajesz się z klubem i wracasz do domu?

— Ulgi raczej nie czułem, bo Lech naprawdę nauczył mnie grać w piłkę. Przyjechałem tam pierwszy raz, kiedy miałem pięć czy sześć lat. Trafiłem tam przez Lech Talent’s Day i później kolejne lata spędzałem na Bułgarskiej. To są piękne wspomnienia, więc na pewno nie czułem ulgi.

Było mi smutno, bo miałem tam świetnych przyjaciół, z którymi do dziś mam kontakt. Naprawdę było mi żal, ale piłka czasami jest taka, że trzeba podjąć decyzję i po prostu iść dalej.

Gdybyś wtedy miał przedstawioną konkretną ścieżkę rozwoju — na przykład za rok trafiasz do rezerw, później dostajesz szansę treningów z pierwszą drużyną — myślisz, że mógłbyś zmienić decyzję?

— Z takimi obietnicami różnie bywa i nie zawsze się sprawdzają. Wiadomo jednak, że gdyby ktoś przedstawił mi wtedy konkretny plan, mogłoby to wyglądać inaczej.

Ja nie miałem wtedy nawet kontraktu, bo byłem jeszcze przed 15. urodzinami. Odchodziłem chyba pod koniec sierpnia albo we wrześniu, więc nie mieliśmy też żadnych rozmów dotyczących umowy. Nie było sytuacji, w której ktoś powiedziałby: „Zostań, chcielibyśmy, żebyś został, mamy na ciebie plan”. Moje odejście zostało po prostu zaakceptowane i tyle.

Dlatego nie żałuję, że tak się stało. Myślę, że wyszło mi to na dobre. Wszedłem do bardziej seniorskiej szatni i to było dla mnie naprawdę świetne doświadczenie.

Gdyby w przyszłości pojawiła się możliwość powrotu do Lecha, tym razem już do seniorskiej drużyny, byłbyś na to otwarty?

— Obecnie jestem w Chrobrym na zasadzie wypożyczenia z Wisły, więc na razie o tym nie myślę. Gdyby kiedyś pojawiła się taka możliwość, wtedy zastanawiałbym się, czy chciałbym ją przyjąć. Dlatego wolę teraz nie odpowiadać jednoznacznie, czy tak, czy nie.

Czyli wnioskuję, że nie byłbyś zbytnio chętny na transfer?

— Jeśli pojawiłaby się taka możliwość, na pewno bym ją przemyślał. Jestem wychowankiem Lecha, więc zawsze będę miał do niego sentyment. Ten klub dał mi bardzo dużo.

Czy po odejściu z Lecha pojawiały się jeszcze jakieś inne opcje?

— Już pod koniec mojego pobytu w Lechu rozmawiałem z Kaliszem. Kiedy oficjalnie odszedłem, praktycznie od razu tam poszedłem. Nie było więc sytuacji, że po odejściu rozmawiałem jeszcze z kimś innym. Po prostu następnego dnia byłem już w KKS-ie.

Sezon 2024/25 był przełomowy, rozegrałeś sporo minut w Kaliszu. Jak go wspominasz? Później przełożyło się to na transfer do Wisły.

— Ten sezon wspominam bardzo dobrze. To był moment, w którym zacząłem być ważnym zawodnikiem. Mieliśmy też dobre wyniki, bo doszliśmy do półfinału baraży o awans. Pierwsza runda w moim wykonaniu również była naprawdę dobra.

Jeśli chodzi o zainteresowanie Wisły, pojawiło się ono praktycznie od razu po zakończeniu ligi. Pamiętam, że graliśmy w Częstochowie ze Skrą i na spotkaniu był również Vullnet Basha. Obserwacja z jego strony trwała już wcześniej, ale to był taki ostatni konkretny mecz, na którym miał sprawdzić, czy rzeczywiście jestem zawodnikiem, którego Wisła chce pozyskać. Dwa dni później dostałem od niego telefon z informacją o zainteresowaniu i chęci rozpoczęcia rozmów.

Zapytania pojawiały się też z innych klubów, ale kiedy pierwszy raz usłyszałem o Wiśle, nie było dla mnie tak, że chcę jeszcze rozmawiać z kimś innym. Po prostu chciałem dogadać się z Białą Gwiazdą. Nie było to jednak łatwe i trochę trwało. Były momenty zwątpienia, kiedy zastanawiałem się, czy ostatecznie się uda. W końcu jednak dopięliśmy wszystko i podpisałem kontrakt. Naprawdę jestem szczęśliwy, że jestem zawodnikiem Wisły.

Jakie były inne opcje oprócz Wisły?

— Były propozycje i zapytania z pierwszej ligi, a także z Ekstraklasy. Nie chciałbym zdradzać konkretnych klubów. Słyszałem o zainteresowaniu, ale od razu wszystko uciąłem. Kiedy usłyszałem o Wiśle, po prostu chciałem tam trafić. Ten klub od razu miał dla mnie coś takiego, że wiedziałem, że chciałbym w nim grać.

Dlaczego rozmowy tak się przeciągały?

— Dużo zależało od dogadania się klubów w sprawie wykupu i transferu. To naprawdę długo trwało. Rozmowy zaczęliśmy w grudniu, a dopiero w połowie stycznia, albo może w pierwszych dniach stycznia, udało się wszystko dopiąć. Przez ponad miesiąc trwały rozmowy między klubami, żeby się ze sobą porozumiały. Były momenty zwątpienia, kiedy wydawało się, że mogą się nie dogadać i transfer nie dojdzie do skutku.

Finalnie się udało. Pierwsze pół roku spędziłeś w Krakowie, grałeś głównie w rezerwach, ale dostałeś też cztery mecze w pierwszej drużynie. Twoim zdaniem, to było dużo szans jak na pierwsze pół roku czy liczyłeś na więcej?

— Oczywiście, że liczyłem na więcej. Idąc do Wisły, zakładałem, że pierwsze pół roku będzie wyglądało trochę inaczej. Na obozie prezentowałem się bardzo dobrze, ale doznałem urazu, który wykluczył mnie na miesiąc czy półtora. Myślę, że początek był naprawdę dobry. Potem wróciłem, dostałem trzy mecze w lidze i tak naprawdę wypadłem z zespołu po spotkaniu ze Śląskiem.

Liczyłem na więcej szans i uważam, że był moment, w którym zasługiwałem na to, żeby tę szansę dostać. Tak się jednak nie stało i na ten moment niczego już nie zmienię. Na pewno liczyłem na więcej.

Rozmawiałeś z trenerem Jopem o swojej sytuacji w tym pierwszym półroczu? Pytałeś, dlaczego dostajesz tak mało szans?

— Rozmawialiśmy z trenerem Jopem na ten temat parokrotnie. Wówczas szkoleniowiec uważał, że ktoś inny zasługiwał na grę i tyle. Nie jestem też osobą, która będzie się obrażała na takie rzeczy. Po prostu robię swoje i staram się być gotowy na moment, w którym trener będzie mnie potrzebował. Wtedy będę chciał tę szansę wykorzystać.

Pomysł z wypożyczeniem do Włoch wyszedł ze strony Wisły czy ty chciałeś zmienić otoczenie? Jak to wyglądało?

— To ja chciałem odejść na wypożyczenie. Rozmawiałem też z trenerem na ten temat i po pierwszym półroczu chciałem zmienić otoczenie. Wtedy pojawił się temat Włoch. Kiedy o nim usłyszałem, pomyślałem, że może warto spróbować. To kraj, w którym zawsze chciałem grać. Nie była to jednak łatwa decyzja, bo wyjazd do innego państwa, szczególnie samemu, wygląda zupełnie inaczej niż życie w Polsce. Zawsze możesz pojechać do domu, ale tutaj jesteś bardzo daleko od niego. Mimo wszystko dość szybko podjąłem decyzję. Kiedy temat zaczął się konkretyzować i wszystko zostało dopięte, powiedziałem po prostu: „Tak, robimy to”. I to było świetne pół roku.

Finalnie grałeś jednak w Primaverze, czyli lidze młodzieżowej. Poniekąd można więc powiedzieć, że był to krok w tył. Z tego, co mówisz, wynika jednak, że to doświadczenie dużo ci dało.

— Tak. Jeśli chodzi o rozwój i to, żeby jeszcze bardziej wejść w dorosłość, nauczyć się samodzielności i radzenia sobie w innym kraju, to na pewno bardzo dużo mi to dało.

Oczywiście była to liga młodzieżowa, ale we Włoszech to drugie drużyny, czyli bezpośrednie zaplecze pierwszych zespołów z Serie A. Mam nawet przykłady chłopaków, z którymi grałem, a którzy w tym sezonie występują już w Serie A i zdobywają tam bramki.

Myślę, że poziom wcale nie był słaby. Była duża intensywność, wysoka jakość zawodników, a do tego wielu pochodziło z różnych krajów. Uważam więc, że to był krok do przodu i możliwość dalszego rozwoju, a nie krok w tył tylko dlatego, że była to liga młodzieżowa.

Liczyłeś, że będziesz jednym z tych chłopaków, którzy załapią się do Serie A?

— Tak. Miałem dobry początek. Przez pierwsze trzy miesiące zarówno jako drużyna, jak i ja indywidualnie, wyglądaliśmy bardzo dobrze. Rozmawiałem też często z dyrektorem i mówił mi, że chcą mnie wykupić, że chcą to zrobić. Później, przez ostatnie półtora miesiąca, jako drużyna zaczęliśmy grać słabiej. Przegrywaliśmy mecze i ten temat zaczął się stopniowo wykruszać. Niestety, ostatecznie nie udało się doprowadzić do wykupu.

Na pewno trochę tego żałuję, bo gdybym tam został, miałbym możliwość gry w Serie A. Natomiast jeśli chodzi o sam wyjazd, to był świetny ruch. Dał mi możliwość dalszego rozwoju — zarówno jako piłkarzowi, jak i człowiekowi.

Zdarzały ci się treningi z pierwszym zespołem?

— Tak. To też było fajne doświadczenie — znaleźć się w drużynie z zawodnikami grającymi na najwyższym poziomie. Sam kontakt z takim zespołem był dla mnie bardzo wartościowy.

Może więc za jakiś czas, jeśli będziesz dobrze prezentował się tutaj w Polsce, temat powrotu do Włoch jeszcze się pojawi? Były jakieś rozmowy w tym kierunku?

— Nie było takich rozmów. Kiedy wylatywałem z Włoch do Polski, cały czas było jeszcze mówione: „może tak, może nie”. Dopóki nie było oficjalnej decyzji, nie wiedziałem, jak to się skończy. Ostatecznie, kiedy wróciłem do Polski, dostałem informację, że nie uda się tego zrobić.

Myślę jednak, że przez te pierwsze trzy miesiące prezentowałem się bardzo dobrze i na pewno będę pod obserwacją. To klub, który szuka nieoczywistych transferów, więc sądzę, że będą monitorowali, jak sobie radzę. Miałem też dobry kontakt z dyrektorem, który teraz został skautem pierwszej drużyny. Uważam, że dzięki temu będę przez niego obserwowany.

Zakładam, że gdyby kiedyś pojawiła się możliwość powrotu do Włoch, to byłbyś chętny?

— Tak, byłbym bardzo chętny. Jeśli pojawiłaby się taka okazja, na pewno bym z niej skorzystał. Spędziłem tam naprawdę świetne pół roku — zarówno pod względem piłkarskim, jak i życiowym. Włochy to kapitalny kraj do życia, a tak jak mówiłem, zawsze marzyłem o tym, żeby tam grać.

Coś negatywnie Cię zaskoczyło we Włoszech?

— Nie narzekam, ale jeśli miałbym wskazać coś na minus, to chyba treningi. W Primaverze większość zajęć opierała się na grze 11 na 11. Nie było różnorodności środków treningowych, jaką mamy w Polsce.

W Wiśle czy w Chrobrym pracuje się nad różnymi elementami gry i praktycznie cały czas coś się zmienia. We Włoszech bardzo często graliśmy po prostu 11 na 11 i tak wyglądał cały tydzień. To był taki jedyny minus, który mógłbym wskazać. Dużo było gry typowo meczowej, bo oni bardzo mocno nastawiają się na wynik. Taka jest tam mentalność — najważniejszy jest wynik.

Latem wróciłeś do Polski. Jadąc na obóz z Wisłą, zakładałeś, że zostajesz w klubie i walczysz o minuty?

— Tak. Jadąc na obóz, chciałem przede wszystkim zostać w Wiśle i walczyć o minuty. Takie też były rozmowy. Sytuacja zmieniła się chyba tydzień przed pierwszym meczem ligowym, po ostatnim sparingu. Dostałem informację, że tych szans może jednak nie być. Nie chciałem stracić pół roku na grę w rezerwach, dlatego postanowiłem odejść na wypożyczenie.

Chciałem znaleźć klub w pierwszej lidze, żeby jeszcze bardziej się ograć, a jeśli będzie taka możliwość, wrócić później do Wisły. Chciałbym przez ten rok rozwinąć się na tyle, żeby po powrocie realnie walczyć o minuty.

Wisła liczy, że po tym sezonie wrócisz do niej i powalczysz o minuty?

— Mam nadzieję, że tak. Rozmawiałem na koniec z dyrektorem Bashą, i powiedział mi, że wierzą, że ten rok będzie dla mnie bardzo dobry i że potem wrócę do Wisły naprawdę gotowy. Wtedy sytuacja może się zmienić i tych minut może być dużo więcej. Też mam taką nadzieję i robię wszystko, żeby za rok, jeśli wrócę, być gotowym i realnie stanowić o sile tego zespołu.

Nie masz żalu do Wisły, że nie dostałeś teraz więcej szans?

— Nie, nie mam żadnego żalu. Uważam, że to był super ruch i wciąż tak uważam — dobrze, że wybrałem Wisłę.

Nawet jeśli nie wszystko potoczyło się tak, jak początkowo zakładałem, byłem we Włoszech, rozwinąłem się jako piłkarz, a teraz jestem w Chrobrym. Czuję się tutaj bardzo dobrze i mam nadzieję, że ten rok będzie dla mnie dobry — zarówno indywidualnie, jak i dla całego Chrobrego. A za rok po prostu wrócę do Wisły i będę jej ważnym zawodnikiem.

Oprócz Chrobrego miałeś jakieś inne opcje w tym oknie? Z tego, co można było przeczytać w mediach, przewijała się jeszcze Stal Mielec.

— Tak, właśnie tak było. Ostatecznie miałem wybór między tymi dwoma zespołami. Zdecydowałem się jednak na Chrobrego, bo uznałem, że będzie to dla mnie lepszy wybór.

Dlaczego?

— Było kilka czynników. Na pewno jednym z głównych był trener Becella, szczególnie patrząc na wynik, jaki osiągnął w poprzednim sezonie. Ważni byli też zawodnicy. Nie ma tutaj wielu piłkarzy z ogromnym doświadczeniem, choć oczywiście jest kilku takich, którzy je mają. Widać jednak, że trener bardzo mocno rozwija tych zawodników.

Rozmawiałem też z trenerami z Wisły i oni również bardziej wskazywali Chrobrego jako lepsze miejsce pod względem mojego rozwoju. Dlatego wybór padł właśnie na ten klub. Czułem, że ten ruch będzie dla mnie lepszy również ze względu na sposób, w jaki chcą tutaj grać i jak my teraz chcemy grać. I dziś też czuję, że był to dla mnie bardzo dobry ruch.

Stopniowo grasz coraz więcej. Masz jakieś indywidualne cele na ten sezon? Myślisz o bramkach, asystach?

— Tak, oczywiście mam swoje cele, jeśli chodzi o bramki i asysty. Chciałbym po prostu, żeby tych liczb było jak najwięcej. Najważniejsze jest jednak dla mnie to, żeby grać i pomagać zespołowi.

Jeśli będę dobrze grał i będę pomagał drużynie, to nawet jeśli nie wykręcę jakichś wielkich liczb, najważniejsze będzie to, że będę regularnie występował i będziemy osiągali dobre wyniki.

Chcemy być jak najwyżej w tej lidze, a mamy naprawdę świetny zespół. Wiadomo, mam swoje cele indywidualne, ale na pierwszym miejscu zawsze jest dla mnie drużyna. Mimo że jestem wypożyczony, w tym momencie jestem zawodnikiem Chrobrego i liczy się dla mnie tylko to, żebyśmy zaszli jak najdalej w tym sezonie i zrobili świetny wynik.

Masz jakieś piłkarskie marzenia? Co chciałbyś osiągnąć? Może w końcu trafić do reprezentacji, skoro do tej pory nie grałeś w juniorskich kadrach?

— Moim marzeniem jest przede wszystkim wrócić do Wisły i w niej grać. To klub, do którego mam teraz bardzo duży sentyment. To jest mój obecny cel, a nawet powiedziałbym, że trochę marzenie — wrócić i stać się ważną częścią tego zespołu.

Oczywiście chciałbym też wrócić do Włoch. Mam taki cel, żeby jeszcze kiedyś tam wyjechać i grać już przez dłuższy czas. Powiedziałbym więc, że to są moje dwa główne cele.

A reprezentacja?

— Jeśli będę dobrze grał, to myślę, że z czasem może przyjść. Na razie o tym nie myślę. Oczywiście byłoby to dla mnie bardzo fajne i chciałbym, żeby kiedyś się wydarzyło, ale skupiam się przede wszystkim na tym, żeby dobrze grać i dużo występować.

Myślę, że jeśli będę regularnie grał i prezentował odpowiedni poziom, to szansa na reprezentację może się pojawić. Nie myślę jednak o tym na co dzień. Jeśli przyjdzie, na pewno będę bardzo szczęśliwy.

Źródło: Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie