Fermín López przed El Clásico: „Marzę o bramce na Camp Nou”
Wychowanek La Masii, który jako 13-latek płakał w pierwszy dzień w akademii, szykuje się na kolejne El Clásico z apetytem. Fermín López nie ukrywa emocji i ma rachunki do wyrównania po golu na Bernabéu, który nie przyniósł zwycięstwa.
Fermín López nie kryje, że El Clásico to dla niego mecz wyjątkowy. W rozmowie z oficjalnym kanałem FC Barcelony pomocnik zdradził, że od dzieciństwa marzył o grze w tym spotkaniu, a teraz nie może się doczekać drugiego występu przeciwko Realowi Madryt na Camp Nou.
„Zdobyłem już bramkę na Bernabéu, ale nie wygraliśmy i to wciąż zostawia gorzki smak” — przyznał. „Mam nadzieję, że w niedzielę trafię na Camp Nou i że wygramy. To jest dla mnie najważniejsze”.
Dla kibica Barcelony od najmłodszych lat, którego zainteresowanie klubem zaszczepił wujek Juan Antonio, wielki fan katalońskiej drużyny, takie słowa mają szczególną wagę. Fermín dorastał, podziwiając Lionela Messiego i Andrésa Iniestę. Dziś sam staje w roli, o której marzył jako chłopak z El Campillo w prowincji Huelva.
Droga do pierwszego składu Barcelony nie była prosta. Gdy w 2016 roku trzynastoletni Fermín przyjechał do La Masii, pierwszy dzień w akademii okazał się dla niego najgorszym dniem życia. Płakał i chciał wracać do domu, do rodziców i brata. Barcelona próbowała go ściągnąć już dwa lata wcześniej, ale ojciec uznał wtedy, że syn jest za młody na przeprowadzkę. Za drugim razem klub przedstawił sytuację jako ostatnią szansę na dołączenie do akademii.
Po latach pracy w juniorach i udanym wypożyczeniu do Linares Deportivo, gdzie został najlepszym strzelcem zespołu z dorobkiem 12 bramek i czterech asyst na trzecim poziomie rozgrywkowym, Fermín wrócił do Barcelony spodziewając się kolejnego odejścia. Miał propozycje z klubów Segunda División. Zamiast tego Xavi Hernández zabrał go na przedsezonowe tournée po Stanach Zjednoczonych. W towarzyskim meczu z Realem Madryt w Dallas strzelił efektownego gola z dystansu, a Barcelona wygrała 3:0. Od tamtego momentu jego kariera nabrała rozpędu.
Teraz, przy kontuzji Daniego Olmo, rola Fermína w zespole Hansiego Flicka rośnie jeszcze bardziej. Pomocnik ma za sobą fantastyczny 2024 rok — mistrzostwo Europy z reprezentacją Hiszpanii, złoty medal igrzysk olimpijskich w Paryżu, gdzie z sześcioma trafieniami w sześciu meczach został królem strzelców turnieju piłkarskiego. W styczniu 2026 roku przedłużył kontrakt z Barceloną do 2031 roku.
Porażka z PSG w Lidze Mistrzów nie podłamała Hiszpana. „Nie sądzę, żebyśmy zagrali źle przeciwko Paryżowi. Oni też są świetną drużyną. Nie byliśmy daleko od wygranej” — ocenił i szybko przeniósł uwagę na niedzielę. „Musimy grać w nasz sposób i utrzymać dobry rytm, zwracając uwagę na szczegóły, bo Real Madryt ma zawodników o ogromnej indywidualnej jakości”.
Fermín przyznał też, że panowanie nad emocjami w El Clásico nie przychodzi mu łatwo. „Jestem dość emocjonalną osobą, więc muszę kontrolować swoje reakcje i nie pozwolić, żeby uczucia wpłynęły na moją grę”. Na boisku sam opisuje się jako zawodnika intensywnego, konkurencyjnego, a czasem wręcz agresywnego. Ta energia, w połączeniu z umiejętnością wbiegania w pole karne i szukania okazji do strzału, sprawiła, że stał się jednym z najciekawszych piłkarzy obecnej Barcelony.
Braki kadrowe? Fermín nie szuka wymówek. „Absencje nie mogą być dla nas usprawiedliwieniem. Musimy wygrywać z zawodnikami, którzy są dostępni”.