Wielki talent na bocznym torze. Amorim zmienił zdanie o młodym napastniku Milanu
Latem Ruben Amorim nie szczędził superlatyw pod adresem Francesco Camardy. Dziś 16-latek z numerem 73 na plecach ledwo łapie minuty, a w jego miejsce na pozycji dziewiątki pojawia się ktoś inny.
Sześćdziesiąt osiem minut. Tyle łącznie zagrał Francesco Camarda dla pierwszego zespołu AC Milan w bieżącym sezonie. Dla 16-letniego napastnika, który latem słyszał od swojego trenera same pochwały, to wynik trudny do zaakceptowania.
Ruben Amorim po objęciu sterów w Milanie jednoznacznie dawał do zrozumienia, że Camarda jest częścią projektu Rossoneri. Portugalczyk nie tylko mówił o tym, że młodzieniec musi zostać w klubie, ale poszedł dalej — stwierdził, że powinien być drugim wyborem na pozycji środkowego napastnika i co więcej, sam musi to odczuwać. Słowa brzmiały jak gwarancja.
Rzeczywistość szybko zweryfikowała te obietnice. Camarda dostał szansę gry od pierwszej minuty w meczu z RB Salzburg, ale nie zdołał z niej skorzystać. Występ nie zachwycił, a Amorim po spotkaniu zmienił ton. Stwierdził, że przed nastolatkiem wciąż jest dużo pracy.
W czwartek wieczorem trener Milanu poszedł jeszcze dalej. Na pozycji numer 9 od pierwszej minuty wyszedł Alphadjo Cisse, a nie Camarda. Trudno w takiej sytuacji mówić o tym, że młody Włoch faktycznie czuje się drugim wyborem w ataku zespołu. Bo nim po prostu nie jest.
Dla zawodnika z numerem 73 na koszulce to frustrujący obrót spraw. Z perspektywy kilku miesięcy letnie zapewnienia Amorima wyglądają dziś jak puste deklaracje, a droga Camardy do regularnej gry w pierwszym składzie Milanu wydaje się znacznie dłuższa, niż początkowo zakładano.