Świątek nie kreczowała w Wuhan. Chciała, żeby Chwalińska wygrała w normalny sposób
Prowadzenie 5:3 i dwie piłki setowe w pierwszym secie zamieniły się w przegraną 5:7, 1:6. Iga Świątek grała z bólem uda, który narastał od początku turnieju, ale świadomie zdecydowała się dokończyć mecz ze względu na rodaczkę po drugiej stronie siatki.
Iga Świątek prowadziła w pierwszym secie 5:3, miała dwie piłki setowe, a mimo to przegrała z Mają Chwalińską 5:7, 1:6 w półfinale turnieju WTA 1000 w Wuhanie. Kluczem do zrozumienia tego wyniku jest uraz uda, z którym sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa zmagała się od początku imprezy.
Problemy zdrowotne Świątek narastały z każdym kolejnym meczem. Oklejenie nogi specjalnymi taśmami, widoczne już we wcześniejszych rundach, miało być środkiem zapobiegawczym, ale ból przy każdym skoku nie ustępował. Raszynianka przyznała, że rozważała wycofanie się z turnieju już po meczu drugiej rundy z Magdaleną Fręch. Skoro jednak wciąż była w stanie grać na przyzwoitym poziomie, postanowiła sprawdzić, jak daleko zdoła zajść.
W sobotnim półfinale ta strategia małych kroków przestała działać. Początek meczu wyglądał obiecująco. Świątek kontrolowała wymianę, budowała przewagę i doprowadziła do sytuacji, w której brakowało jej jednej piłki do wygrania seta. Ale obie szanse setowe przepadły, a po przerwie medycznej, którą poprosiła w trakcie pierwszej partii, jej mobilność na korcie drastycznie spadła. Chwalińska przejęła inicjatywę, wyrównała na 5:5 i wygrała seta 7:5.
W drugiej partii dysproporcja sił była już wyraźna. Świątek nie mogła poruszać się swobodnie, co odbierało jej możliwość konstruowania akcji z głębi kortu i skutecznego reagowania na uderzenia rywalki. Chwalińska pewnie zamknęła seta 6:1.
Najbardziej wymowny okazał się komentarz Świątek po meczu dotyczący decyzji o dokończeniu spotkania. Mogła oddać walkower lub skreczować, ale tego nie zrobiła. Powód był prosty i ludzki zarazem: zależało jej, żeby Chwalińska wygrała w normalny sposób. Nie chciała, aby rodaczka musiała tłumaczyć się z awansu do finału uzyskanego wskutek kreczu. Wolała przegrać na korcie, dając rywalce pełnowartościowe zwycięstwo.
Porażka w Wuhanie ma też wymiar sportowy. Brak punktów za finał komplikuje sytuację Polki w wyścigu o kwalifikację do WTA Finals. Świątek sama podkreśliła, że nie chce nakładać na siebie zbyt wielkich oczekiwań związanych z końcówką sezonu. Zapowiedziała przede wszystkim odpoczynek i regenerację urazu, po czym możliwy start w turnieju w Ningbo.