Legia pokonała Wisłę, ale hit Ekstraklasy zdominowały sędziowskie kontrowersje
Pierwszy ligowy pojedynek Legii z Wisłą od ponad czterech lat zakończył się wygraną gospodarzy w cieniu błędnych decyzji arbitra. Dwie sytuacje z pierwszej połowy mogły całkowicie zmienić losy spotkania.
Łukasz Zjawiński otworzył wynik spotkania w 18. minucie, a Rafał Adamski przypieczętował zwycięstwo w 70. I choć Legia Warszawa zasłużenie zgarnęła trzy punkty w hicie 10. kolejki Ekstraklasy, to po meczu z Wisłą Kraków (2:0) więcej mówi się o tym, co działo się po stronie sędziowskiej niż na boisku.
Oba zespoły spotkały się w lidze po raz pierwszy od lutego 2022 roku. Stadion przy Łazienkowskiej wypełniony, atmosfera na miarę historii rywalizacji tych klubów. Tyle że już przed upływem pierwszego kwadransa kibice Wisły mieli powody do frustracji. Bramka Zjawińskiego padła po akcji zapoczątkowanej rzutem z autu, który w ogóle nie powinien zostać podyktowany. Piłkę za linię boczną wybił zawodnik Legii, a sędzia liniowy, stojący kilka metrów dalej, i tak wskazał na stronę gospodarzy.
Siedem minut później sytuacja stała się jeszcze bardziej kontrowersyjna. Bartosz Kapustka ewidentnie nadepnął Juliusa Ertlthalera w polu karnym Legii. Gwizdka nie było. Sędzia nie zdecydował się nawet podejść do monitora VAR, żeby zweryfikować tę sytuację. Wisła, zamiast mieć szansę na wyrównanie z jedenastu metrów, musiała grać dalej bez rekompensaty za dwa błędy arbitrów.
Druga połowa przyniosła mniej kontrowersji, za to kolejnego gola. W 70. minucie Adamski wykończył akcję Wojskowych, ustalając wynik na 2:0. Dla napastnika Legii było to czwarte trafienie w tym sezonie.
Zwycięstwo pod wodzą Marka Papszuna umocniło Legię na 3. miejscu w tabeli. Stołeczny klub ma 22 punkty, tyle samo co drugi Lech Poznań, i traci trzy oczka do liderującego Górnika Zabrze. Wisła Kraków z 17 punktami na koncie spadła na 5. pozycję, za Pogoń Szczecin.