Poznań pomoże Warcie? Prezes zdradza, co usłyszał od władz miasta
Warta chce w końcu rozwiązać problem, który od lat hamuje jej rozwój. Po zmianie właścicielskiej doszło do dwóch spotkań z władzami miasta. Prezes Artur Meissner nie ukrywa, że liczy na pomoc Poznania w rozbudowie infrastruktury i przekonuje, że po drugiej stronie widzi dobrą wolę. Czy to początek nowego rozdziału w relacjach klubu z miastem?
Jak z pana perspektywy zmieniła się Warta Poznań od 1 lipca, czyli od momentu przejęcia pakietu kontrolnego przez Krzysztofa Wawrzyniaka i doktora Roszyka?
– Na ten moment trudno mówić o jakichś rewolucyjnych zmianach. To kontynuacja tego, co działo się do tej pory. Doktor Roszyk był w radzie nadzorczej już od ponad trzech lat.
Na pewno pojawią się nowe działania i inicjatywy, ale będziemy je wdrażać stopniowo, krok po kroku. Chcemy rozwijać nowe projekty, ale na ten moment jesteśmy jeszcze na wczesnym etapie.
Może pan zdradzić coś na temat tych nowych inicjatyw i projektów? Czy jest coś, co może wydarzyć się już w najbliższej przyszłości?
– Nie. W najbliższej przyszłości trudno powiedzieć, żebyśmy mieli już coś gotowego. Musimy przeanalizować sytuację i zrobić, można powiedzieć, audyt wejścia czy audyt otwarcia. Jesteśmy właśnie na tym etapie. Analizujemy, gdzie są nasze mocne i słabe strony, jakie mamy możliwości i od których aspektów powinniśmy zacząć. Jesteśmy więc jeszcze na wczesnym etapie wprowadzania nowych zmian.
Chcemy też zadbać o to, żeby nie zaprzepaścić wszystkiego dobrego, z czym Warta się kojarzyła. Zależy nam, żeby nasi kibice nadal czuli się na tym obiekcie jak u siebie i żeby dobrze czuli się, kibicując naszej drużynie.
Ciekawym wątkiem jest współpraca z BitterSweet. Chcecie, żeby ten festiwal mocniej wiązał się z Wartą? Niedawno Robbie Williams założył koszulkę Warty podczas swojego koncertu w Poznaniu. Czy planowane są podobne akcje przy kolejnych festiwalach?
– Tak, to już się dzieje. To, że Robbie Williams założył koszulkę Warty, było bardzo miłym obrazkiem dla nas wszystkich. Ale to nie jest jednorazowa sytuacja.
Na kilku festiwalach organizowanych przez agencję Good Taste artyści otrzymują w prezencie koszulki Warty. Robbie Williams nie był jedynym muzykiem, który taką koszulkę założył. Oczywiście był najbardziej znany, a sam moment, kiedy założył koszulkę, był bardzo wymowny i widoczny.
To nie był jednak odosobniony przypadek i wierzymy, że takie sytuacje będą się powtarzać. Rozmawiamy też z Good Taste Production o kolejnych inicjatywach i o tym, jak połączyć nasze działania, żeby obie strony mogły czerpać z tego korzyści.
Ma pan jakiegoś wymarzonego muzyka, którego chciałby zobaczyć w koszulce Warty? A może są już jakieś przecieki dotyczące artystów, którzy mogą pojawić się na BitterSweet w przyszłym roku?
– Chciałbym, żeby było to spójne z tym wszystkim, co robimy w Warcie. Ostatni mecz z Arką Gdynia kończyliśmy, gdyby wyłączyć Azackiego, ze średnią wieku zespołu na poziomie 21–22 lat. To młody zespół, złożony z zawodników głodnych sukcesów i rozwoju swoich karier piłkarskich.
Chciałbym, żeby podobnie było poza stadionem. Bardzo podobałoby mi się, gdyby powstała scena dla młodych artystów, którzy tworzą ciekawą muzykę i są atrakcyjni dla swoich odbiorców.
Nie marzy mi się więc koniecznie, żeby wielkie gwiazdy zakładały nasze koszulki czy występowały tutaj. Oczywiście jest to miłe, bo dodatkowo popularyzuje nasz klub. Chciałbym jednak, żeby wszystkie te działania były spójne z tym, co robimy również na boisku.
Czy dla pana pozostanie na stanowisku prezesa po zmianie właścicielskiej było oczywiste?
– Nie, to nigdy nie jest oczywiste. Nowy właściciel może przecież podjąć decyzję, że chce mieć nową osobę na stanowisku zarządczym.
Tak jak powiedziałem, ta zmiana nie miała być rewolucją, tylko ewolucją i kontynuacją wszystkiego dobrego, co działo się do tej pory. Cieszę się więc, że dalej mogę realizować ten projekt.
Jakie są pana marzenia i cele na najbliższe dwa-trzy lata – zarówno od strony sportowej, jak i finansowej?
– Przez ostatnie trzy lata, odkąd jestem w Warcie, była to wędrówka po ligach. Spadaliśmy, a ostatnio awansowaliśmy. Byliśmy więc na trzech szczeblach rozgrywkowych. Dlatego kluczem jest przede wszystkim stabilizacja klubu jako takiego – zarówno finansowa, jak i organizacyjna. To właśnie stabilizacja będzie podstawą dalszego rozwoju.
Na boisku chciałbym, żeby nasza drużyna wyglądała tak jak w meczu z Arką i właściwie we wszystkich spotkaniach w tym sezonie. Chcemy mieć zespół, który chce grać w piłkę, grać ofensywnie i nie boi się kreować sytuacji. Ma być głodny gry, głodny zwycięstw i bezkompromisowy.
Nie ma jednak co ukrywać, że naszym największym wyzwaniem i największym ograniczeniem w funkcjonowaniu klubu jest infrastruktura. To nadrzędny cel – chciałbym, żeby powstał obiekt, który pozwoli nam bez zastanowienia i bez żadnych ograniczeń funkcjonować na każdym szczeblu rozgrywkowym, na którym się znajdziemy.
Czy jest to do zrealizowania w ciągu najbliższych dwóch-trzech lat?
– Tak, wydaje mi się, że jak najbardziej jest to możliwe. Nie wiem, czy uda się zrealizować cały obiekt, ale chcielibyśmy, żeby powstała przynajmniej pierwsza trybuna, która pozwoli nam spokojnie funkcjonować. Wierzę, że w ciągu tych trzech lat jesteśmy w stanie to zrealizować
Na dziś mamy już dwa boiska treningowe, nową płytę główną i wokół niej właściwie całe zaplecze socjalne. Prawie całe, bo za chwilę dojadą jeszcze ostatnie kontenery. Chcielibyśmy jednak, żeby były to już stacjonarne obiekty, w których będziemy mogli normalnie funkcjonować.
W jednym z wywiadów mówił pan o odbudowie wiarygodności. Kiedy będzie można powiedzieć, że Warta jest finansowo zdrowym klubem?
– Ten proces uzdrawiania trwa. Warta od roku jest klubem, który na pewno płaci na czas. Płacimy wszystko terminowo i nie mamy bieżących zaległości finansowych. Oczywiście za nami jest cała historia związana z restrukturyzacją i te zobowiązania musimy regulować. Chciałbym, a właściwie marzy mi się, żeby zostały spłacone szybciej, niż wynika to z planu restrukturyzacji. Nie chcę jednak, żeby wpłynęło to w jakikolwiek sposób na bieżącą działalność klubu.
Przed tym sezonem mieliśmy niemałe wyzwania infrastrukturalne. Sporą część budżetu musieliśmy przeznaczyć na dostosowanie obiektu do gry na poziomie pierwszej ligi.
Podsumowując: na dziś można powiedzieć, że klub jest stabilny finansowo. Mamy jednak historię, z którą musimy się mierzyć i o której musimy pamiętać, żeby podobna sytuacja już się nie powtórzyła.
Ile zobowiązań zostało jeszcze do spłacenia i kiedy chcielibyście je uregulować, skoro zależy wam na wcześniejszej spłacie?
– Nie chciałbym teraz składać żadnych pustych deklaracji. Tak jak mówię, w tym sezonie, w związku z awansem, musieliśmy przeznaczyć niemałe środki na dostosowanie infrastruktury, tak aby klub mógł dalej funkcjonować i się rozwijać.
Na razie nie stawiamy sobie w tym zakresie konkretnych planów czy ambicji. Skupiamy się przede wszystkim na rozwijaniu infrastruktury i zwiększaniu źródeł przychodu. Kiedy te źródła przychodu się zwiększą, będziemy mogli planować szybszą spłatę zobowiązań.
Na czym z kolei nie zamierzacie oszczędzać, jeśli chodzi o pierwszy zespół?
– Przede wszystkim wydaje mi się, że jak na poziom pierwszej ligi zbudowaliśmy zespół za bardzo rozsądne pieniądze, w ramach bardzo rozsądnego budżetu. To nie zmienia faktu, że jak na warunki pierwszoligowe, a w ogóle jak na polskie warunki, mamy całkiem rozbudowany sztab. Chcemy, żeby sztab, który pracuje nad rozwojem naszych zawodników i całego zespołu, był jakościowy i pozwalał podnosić poziom piłkarzy.
Chcemy więc cały czas podnosić standard tego, mówiąc kolokwialnie, serwisu wokół pierwszego zespołu.
Niedawno przedłużyliście kontrakt z trenerem Maciejem Tokarczykiem. Czy rzeczywiście chcecie z nim pracować co najmniej do 2028 roku, a być może nawet dłużej?
– Oczywiście. Z trenerem Tokarczykiem bardzo dobrze mi się współpracuje i wierzę, że on powiedziałby to samo o współpracy z nami. Jak najbardziej chciałbym współpracować z nim jak najdłużej.
Co byłoby dla pana rozczarowaniem i sukcesem na koniec sezonu?
– Rozczarowaniem na pewno byłoby miejsce, które nie gwarantowałoby nam pozostania w tej lidze. Sukcesem byłoby pewnie miejsce, które pozwoliłoby nam walczyć o coś więcej, ale my nie patrzymy na to w ten sposób. Staramy się, żeby ta drużyna naprawdę się rozwijała, grała atrakcyjną piłkę, tworzyła sytuacje i była zespołem, którego gra cieszy kibiców. Na razie nam się to udaje, choć – jak pokazują wyniki – z różnym skutkiem. Mamy cztery zwycięstwa i cztery porażki. Zostajemy przy założeniu, że mamy młody zespół, który się rozwija, i właśnie na rozwój tej drużyny chcemy stawiać.
Wspominał pan wcześniej o stabilizacji, ale czy celem Warty jest powrót do Ekstraklasy już w tym sezonie? Czy podchodzicie do tego spokojniej, mając na uwadze przede wszystkim stabilizację?
– Na pewno nie stawiamy sobie celu w postaci awansu do Ekstraklasy czy konkretnego miejsca w tabeli. Chcemy, żeby ta drużyna się rozwijała i dawała radość kibicom. A co to przyniesie, zobaczymy.
Czego najbardziej obawia się pan jako prezes Warty?
– Większej liczby kontuzji. Mieliśmy dość pechowy start sezonu, jeśli chodzi o środkowych obrońców. Mieliśmy siedmiu czy ośmiu zawodników, którzy mogą grać na tych pozycjach, a w pewnym momencie tylko trzech było gotowych do gry, podczas gdy pięciu zmagało się z mniejszymi lub większymi urazami. Niektórzy zawodnicy, którzy mieli drobniejsze kontuzje, już powoli wracają, więc widzimy poprawę. Mamy większą rywalizację na treningach i więcej możliwości przy budowaniu składu.
Niedawno zamknęło się okno transferowe. Na ile jesteście zadowoleni z ruchów kadrowych – zarówno tych do klubu, jak i z klubu?
– Wydaje mi się, że jeszcze za wcześnie, żeby to oceniać. W meczu z Arką Gdynia od pierwszej minuty zadebiutowali Lelito, Kalata i Młynarczyk. To zawodnicy, których kibice wcześniej widzieli na boisku bardzo mało albo prawie wcale. Pokazali jednak, że również prezentują odpowiednią wartość i mogą coś dać temu klubowi.
Generalnie jesteśmy zadowoleni z zespołu, który zbudowaliśmy. Odpowiada on naszym przedsezonowym założeniom. Nie mam więc poczucia, że na ten moment z czymś nie trafiliśmy albo że coś szczególnie nam się udało. Idziemy zgodnie z planem i założeniami i cieszymy się z tego, jak zawodnicy się rozwijają.
Czy były transfery, z których ostatecznie zrezygnowaliście?
– Tak, mieliśmy jedno czy dwa nazwiska, które chcieliśmy pozyskać. Doszliśmy jednak do wniosku, że zainteresowanie tymi zawodnikami i koszty związane z ich sprowadzeniem były zbyt wysokie. Nie chcemy szastać pieniędzmi, dlatego podjęliśmy inne decyzje.
Może pan zdradzić, z jakiego rynku byli ci zawodnicy?
– Nie, zostawię to dla siebie.
Czy byli to zawodnicy z pierwszej ligi, Ekstraklasy czy drugiej ligi?
– Wyróżniający się zawodnicy z pierwszej i drugiej ligi.
Pozyskaliście Filipa Rejczyka, który jeszcze parę lat temu był uznawany za wielki talent Legii Warszawa, ale kolejne sezony nie potoczyły się po jego myśli. Chcecie go odbudować?
– Tak, zdecydowanie. Dlatego zdecydowaliśmy się na ten ruch. Kluczowe było dla nas to, żeby zobaczyć, na ile ten chłopak jest zdeterminowany po tym, jak funkcjonował w klubach z pierwszych stron gazet, takich jak Legia, Śląsk czy GKS Katowice. Chcieliśmy wiedzieć, czy naprawdę chce się odbudować.
Tę determinację z jego strony widzieliśmy. On chciał tutaj przyjść, bo wie, że to jest miejsce, w którym może dostać szansę, żeby pokazać, co jest wart i udowodnić, że niektórzy skreślili go zbyt wcześnie.
To zawodnik po kontuzjach, więc fizycznie prawdopodobnie nie jest jeszcze gotowy do rywalizacji na sto procent. Ale tak jak powiedzieliśmy — my w niego wierzymy. Wierzymy, że możemy go odbudować i że w tym zespole może dobrze funkcjonować. Docelowo chcemy, żeby dał dużo również nam. Dlatego dajemy sobie czas i myślę że to będzie dobry ruch.
Jak wyglądały kulisy rozstania z Kamilem Kumochem? Dla niektórych był to chyba trochę niezrozumiały ruch. Pozbyliście się kapitana, nie dając mu nawet szansy zagrania jednego meczu w pierwszej lidze. Jak to wyglądało od kulis?
– To była decyzja czysto sportowa. Przed tym sezonem, tak jak pewnie trener już kilkukrotnie mówił, przeprowadziliśmy analizę tego, jak różnią się obie ligi — czym druga liga różni się od pierwszej i co będziemy musieli zmienić, żeby nasz zespół mógł sobie na tym poziomie poradzić.
Doszliśmy do wniosku, że z kilkoma zawodnikami będziemy musieli się rozstać. Wśród nich był Kamil. I tak wyglądała ta decyzja. Byliśmy co do niej zdecydowani, ponieważ chcieliśmy budować zespół w określonym kierunku.
Na pewno było to trudne dla obu stron, ale taka jest piłka. Niestety, coś się kończy, coś się zaczyna. Tak ta branża funkcjonuje.
Jak wyglądają obecnie Wasze kontakty i współpraca z władzami Poznania?
– Można powiedzieć, że doszło do nowego otwarcia. Po zmianie właścicielskiej odbyły się dwa spotkania, podczas których rozmawialiśmy o naszych potrzebach i możliwościach. Te pierwsze rozmowy napawają optymizmem i że współpraca będzie zmierzała w dobrym kierunku.
Jakie macie potrzeby?
– Najważniejsza potrzeba to ta, o której już mówiłem, czyli rozbudowa infrastruktury. W ciągu najbliższych trzech lat chcielibyśmy postawić pierwszą trybunę z zapleczem socjalnym. Widzę wolę ze strony magistratu, żeby podążać w tym kierunku.
Chciałby Pan, żeby za jakiś czas Poznań traktował Wartę na równi z Lechem?
– Lech jest w trochę innym miejscu niż my, jeśli chodzi o funkcjonowanie klubu, zaplecze infrastrukturalne czy kibicowskie.
Zdajemy sobie sprawę z tego, gdzie jesteśmy. Jesteśmy jednak klubem z ponad stuletnią historią tego miasta i dwukrotnym mistrzem Polski. Zarówno my, jako klub, jak i nasi kibice zasługujemy na szacunek i swoje miejsce w Poznaniu. Wierzymy, że w końcu będziemy mieli to miejsce i szacunek godny czasów, w których żyjemy.
Czy może Pan zadeklarować, że Warta już nigdy nie będzie musiała opuszczać Poznania?
– Zagwarantować tego nigdy nie mogę, ale jest to na pewno mój nadrzędny cel – żeby Warta już nigdy nie musiała wyprowadzać się z Poznania. Mówiłem o tym już kilkakrotnie. Kibice byli zaniepokojeni tym, że szło nam dobrze, a wraz z awansem do pierwszej ligi możliwa będzie wyprowadzka. Zarówno dwa lata temu, jak i rok temu pokazaliśmy jednak, że potrafimy stanąć na wysokości zadania.
W tej chwili, jeśli faktycznie coś miałoby sprawić, że musielibyśmy się wyprowadzać, to byłby to awans do Ekstraklasy i związane z nim wymogi infrastrukturalne. Wierzę jednak, że i w tym przypadku damy radę dostosować się do tego, czego będzie od nas oczekiwała centrala piłkarska, żeby móc grać na Drodze Dębińskiej.
Czy za dwa, trzy lata są realne możliwości, żeby Warta wróciła do Ekstraklasy? Chyba że stanie się to szybciej.
– Z naszej perspektywy Warta zawsze była klubem odważnym. To klub, który udowadniał, że nawet w sytuacji, gdy wielu w niego wątpiło, potrafił dokonywać rzeczy pozornie niemożliwych i wykorzystywać swoje szanse.
Jeśli więc nadarzy się sytuacja, w której nasza drużyna będzie prezentować się na tyle dobrze, że zasłuży na awans albo będzie miała realną szansę na awans, na pewno nie będziemy zdejmować nogi z gazu i rezygnować.
Chcemy jako klub sportowy zawsze rywalizować o najwyższe cele. Jeśli szansa na awans pojawi się w tym sezonie albo w którymkolwiek kolejnym, zrobimy wszystko, żeby ją wykorzystać.
Jeśli jednak to się nie zdarzy, nikt nie będzie załamywał rąk. Budujemy ten klub cierpliwie. Wiemy, że przyspieszanie pewnych rzeczy może w dłuższej perspektywie odbić się czkawką. Najważniejsza jest teraz stabilizacja klubu i zapewnienie infrastruktury, która pozwoli nam funkcjonować na każdym poziomie rozgrywkowym.