Polski piłkarz z odważną deklaracją. „Mistrzostwo z Cracovią przebiłoby występ w Milanie”
Dominik Piła nie ukrywa, że marzy o grze w Serie A i od dziecka kibicuje Milanowi. Mimo to jest coś, co postawiłby jeszcze wyżej niż występ we włoskim klubie. W rozmowie ze Stolicą Sportu piłkarz Cracovii zdradził swoje największe marzenie, opowiedział o sytuacji zespołu, rywalizacji o miejsce w składzie oraz planach na przyszłość.
Za Wami trzecia porażka z rzędu, tym razem z Wisłą Płock. Ostatnio wynikowo trochę się nie układa. Jakie są nastroje w drużynie? Jest załamanie i smutek czy raczej wiara, że sytuacja za chwilę się odwróci?
– Na pewno nie ma huraoptymizmu i przekonania, że wszystko jest super. Każdy zdaje sobie sprawę z tego, że ostatnio nie wygrywamy. Myślę, że każdy stara się zastanowić, co jest nie tak i jak można tę sytuację naprawić. Przede wszystkim trzeba zacząć od siebie, a nie szukać winnych w innych. Najlepiej zawsze poprawić to, co samemu można zrobić lepiej, a dopiero później patrzeć dalej.
Nie ma huraoptymizmu, ale też się nie załamujemy. Wiemy, jaka jest faza sezonu – to dopiero jego początek i wszystko jeszcze się rozkręca. Patrzymy więc optymistycznie do przodu, ale zdajemy sobie sprawę, że na razie wynikowo nie wygląda to dobrze.
Przede wszystkim chodzi o punkty, bo – wyłączając niedzielny mecz, który rzeczywiście nie wyglądał dobrze – w pierwszych spotkaniach nasza gra momentami naprawdę nie była zła, tylko nie punktowaliśmy. Brakowało nam szczęścia, ale oczywiście sami też jesteśmy sobie winni. Mimo wszystko staramy się patrzeć na to optymistycznie.
Dopytam: co jest nie tak i co możesz robić lepiej?
– Przede wszystkim chciałbym, żeby w każdym meczu kibice, którzy oglądają nas w Krakowie, czy patrzą na mnie, widzieli 100 procent zaangażowania. Żeby było widać, że idziemy na każdą piłkę. Najważniejsze, żeby nigdy nie można było nam odmówić ambicji, zaangażowania i tego, że się nie staramy czy nie chcemy.
Czasami gramy z zespołami lepszymi, ale każdy zawodnik i każda drużyna w tej lidze ma określone umiejętności. Ktoś może mieć lepszy albo gorszy dzień, ale nigdy nie możemy dopuścić do tego, żeby zabrakło ambicji i zaangażowania. To jest podstawa, z którą zawsze chcę wychodzić na mecze.
Czyli ostatnio brakowało Wam zaangażowania?
– Nie można nam odmówić zaangażowania. Może w pewnych sytuacjach brakuje koncentracji, bo nie jest tak, że przesypiamy cały mecz. Niestety wyłączamy się czasami w kluczowych fragmentach i później trudno jest nam odrabiać straty. Myślę, że koncentracja jest jednym z elementów, nad którymi musimy pracować.
Szczególnie w pierwszych meczach brakowało nam też wykończenia. Gdybyśmy wykorzystywali sytuacje, które mieliśmy, i zamieniali je na bramki, mielibyśmy kilka punktów więcej.
Jak do sytuacji podchodzi trener Bartosz Grzelak? Co Wam mówi podczas odpraw czy w szatni tuż po meczu? Jak to analizuje i Wam przekazuje?
– Trener podchodzi do tego wszystkiego spokojnie i bardzo analitycznie. Wyciąga odpowiednie wnioski, które później realizujemy na treningach, pracując nad tym, co w meczach nie funkcjonowało tak, jak powinno.
Jeśli widzi, że brakowało nam wykończenia, zwraca na ten element większą uwagę podczas treningów i staramy się to poprawiać. Myślę, że szkoleniowiec ma trafne diagnozy i odpowiednio do tego podchodzi.
Co jeszcze charakteryzuje trenera Grzelaka, również jako człowieka?
– Myślę, że z trenerem można porozmawiać na wiele tematów. Jest bardzo otwarty na każdego z zawodników i śmiało można do niego przyjść, jeśli ktoś ma jakiś problem.
Na pewno cechuje go spokój. Różne były sytuacje podczas meczów – czy przegrywaliśmy, czy wygrywaliśmy, czy pojawiały się momenty, w których emocje buzowały – a trenera zawsze charakteryzował spokój. Myślę, że to jest jego główna cecha.
To odpowiedni trener dla Cracovii na ten moment?
– Myślę, że tak.
Zacząłeś sezon jako zmiennik, później wskoczyłeś do pierwszego składu, a ostatnie dwa mecze znowu zaczynałeś na ławce. Z czego to wynika? Pojawiły się jakieś problemy zdrowotne czy to po prostu decyzja trenera?
– Mam bardzo dobrego zawodnika na swojej pozycji – Otara Kakabadze. To bardzo ważna postać w zespole. Wiedziałem przed sezonem, że nie będę rozgrywał wszystkich meczów po 90 minut, bo po prostu rywalizuję z solidnym piłkarzem.
Starając się pokazywać na treningach, walczę i chcę pchać do przodu zarówno siebie, jak i jego. Myślę, że trener widzi tę rywalizację i stara się ją odpowiednio wykorzystywać.
Kakabadze w ostatnich meczach grał w podstawowym składzie, więc gdy wchodzę z ławki, staram się pomagać w ten sposób. Zagrałem dwa mecze na prawej obronie – oba wygraliśmy. Później trener widział mnie wyżej. Starałem się również tam dawać od siebie to, co mogę. Nie narzekam. Kiedy mam okazję i gram, staram się walczyć i pokazywać z dobrej strony.
Jakim konkurentem jest Kakabadze? Rozmawiacie ze sobą o swojej sytuacji i roli w zespole?
– Na pewno nie ma złej krwi w tej rywalizacji, bo z Otarem bardzo dobrze się dogaduję. Myślę, że obaj się szanujemy i wiemy, że jest to po prostu rywalizacja, która występuje w każdym zespole. Ostatecznie to decyzja trenera, kto wychodzi w podstawowym składzie.
A jakim zawodnikiem jest Otar, chyba nie muszę tutaj przedstawiać. Kibice Cracovii darzą go dużą sympatią i bardzo go cenią.
Mając na uwadze jego status, myślisz, że więcej minut możesz uzbierać wyżej – na skrzydle? Rozmawialiście o tym z trenerem?
– Nie rozmawialiśmy na ten temat. Myślę, że końcówkę meczu z Wieczystą zagrałem dobrze na tej pozycji. Strzeliliśmy dwa gole i potem trener podjął taką decyzję. Jeśli będzie mnie tam widział, będę tam grał, ale nominalnie czuję się prawym obrońcą.
Luźne pytanie. Jak oceniasz obecny poziom Ekstraklasy?
– Myślę, że jest coraz wyższy. Liga się rozwija i patrząc nawet na to, przeciwko komu przychodzi mi grać z sezonu na sezon, widzę, że pojedynki na bokach są trudniejsze niż dwa czy trzy sezony temu. Coraz lepsi zawodnicy przychodzą do ligi i naprawdę nie jest to teraz łatwa liga.
Z którym skrzydłowym z Ekstraklasy gra ci się najtrudniej na bokach?
– W tym sezonie ciężko powiedzieć, bo tak naprawdę wystąpiłem tylko dwa razy na boku obrony. Obserwując jednak ligę i patrząc na skrzydłowych, Camilo Mena na pewno jest czołowym zawodnikiem Ekstraklasy. W Górniku jest też Maksym Chłań. To zawodnicy, z którymi grałem razem w Lechii. Naprawdę dobrze się ich ogląda.
Który zespół zrobił na Tobie największe wrażenie do tej pory, jeśli chodzi o Ekstraklasę?
– Górnik, patrząc na to, jak rozpoczął sezon w lidze i jak dobrze łączy to z europejskimi pucharami. Dawno chyba nie było takiej drużyny, która tak dobrze potrafiłaby połączyć grę na dwóch frontach. Mają dużo punktów i nawet jeśli nie zawsze grają wielkie mecze, potrafią je wygrywać. To na pewno imponuje.
Czy to najlepszy zespół w Ekstraklasie? Na ten moment są pierwsi w tabeli, więc mogę tak powiedzieć. Oczywiście sytuacja cały czas się zmienia, ale Górnik i Lech to czołowe drużyny.
Który zawodnik zrobił na Tobie największe wrażenie?
– Z tego, co obserwuję, bo nie każdy mecz oglądam, na pewno podoba mi się Patrik Wålemark z Lecha. Z tej drużyny mógłbym wymienić kilku piłkarzy, ale jeśli miałbym wskazać jednego, byłby to właśnie Wålemark.
A z Cracovii?
– Nie chcę wymieniać. Myślę, że każdy ma swoich ulubieńców. Na pewno Ajdin Hasić daje nam dużo, w obronie mamy też Brahima, który w tym sezonie naprawdę dobrze wygląda. W środku jest Mateusz Klich. Każdy ma swoje typy, więc nie chciałbym nikogo wyróżniać kosztem innych.
Na Twojej pozycji, czyli prawej obronie, kto jest Twoim zdaniem najlepszy w Ekstraklasie?
– Nie wiem, czy powiedziałbym, że najlepszy, ale na pewno wyróżnia się Joel Pereira z Lecha. Gra bardzo ofensywnie i w tym aspekcie na pewno jest jednym z najlepszych zawodników na tej pozycji. Widać też, ile sytuacji kreuje dla swojej drużyny. To coś, co go wyróżnia w tej lidze. Podoba mi się jego sposób gry.
W Cracovii masz okazję trenować z Kamilem Glikiem i Mateuszem Klichem. To dla polskiej piłki bardzo ważne postacie. Jak się z nimi współpracuje? Dają Ci jakieś rady i wskazówki?
– Na pewno przyjemnością jest być z nimi w jednym zespole. Czasami opowiadają ciekawe anegdoty i z zainteresowaniem się ich słucha, bo mają już duże doświadczenie i sporo przeżyli. Grali na najwyższym poziomie i dużo osiągnęli.
Cieszę się, że mogę z nimi trenować i się od nich uczyć. Już samo to, że mogę spędzać z nimi czas w szatni, jest dla mnie dużym plusem. Na pewno dużo z tego czerpię.
Transfer do Cracovii również oceniasz jako plus?
– Patrząc na to, że Lechii nie ma już w Ekstraklasie, myślę, że była to dobra decyzja. Mój poprzedni sezon w Cracovii może nie był spektakularny, ale na pewno był solidny. Zdobyłem nowe doświadczenia i patrzę teraz przede wszystkim w przyszłość.
Wspomniałeś o tym, że skoro Lechii nie ma już w Ekstraklasie, to transfer do Cracovii był dobrą decyzją. Masz mieszane uczucia względem byłego klubu?
– Nie. Jeśli chodzi o Lechię, mam przede wszystkim dobre wspomnienia. Oczywiście nie wszystko było idealne, bo były różne momenty, ale staram się zachowywać przede wszystkim te pozytywne. Mam duży sentyment do ludzi, którzy tam pracują.
Spędziłem w Lechii trzy lata, mam stamtąd naprawdę fajne wspomnienia. Dużo się tam nauczyłem i rozwinąłem. Raczej bardzo pozytywnie wspominam ten klub i chętnie wracam do Gdańska.
Nie zmienia to jednak faktu, że Lechii nie ma już w Ekstraklasie. Przed sezonem musiałem zdecydować, czy zostać i podpisać nowy kontrakt, czy spróbować czegoś innego. Wybrałem Cracovię.
Właśnie, jeśli chodzi o nowy kontrakt z Lechią — coś się tam nie spinało? Chodziło o kwestie finansowe, sytuację klubu czy po prostu chciałeś zmienić otoczenie?
– Myślę, że bardziej chodziło o zmianę otoczenia i spróbowanie czegoś nowego.
Jak współpracowało Ci się z trenerem Johnem Carverem?
– Patrząc na sytuację, w jakiej trener do nas przychodził, było naprawdę ciężko. Mieliśmy złą serię jesienią, przegrywaliśmy mecze, każdy był podłamany i znajdowaliśmy się w bardzo trudnym położeniu.
Trener przyszedł – można powiedzieć – znikąd, bo nikt go wcześniej nie znał. Od początku potrafił jednak stworzyć dobrą atmosferę w szatni i bardzo dobrze to wszystko poukładał. Później naprawdę dobrze wyglądaliśmy.
Z trenerem mam tylko pozytywne wspomnienia. Nie przypominam sobie żadnej negatywnej sytuacji. Bardzo mocno mi ufał, mogę powiedzieć, że grałem u niego praktycznie od deski do deski. Pod jego wodzą też trochę się rozwinąłem, więc na pewno pomógł mi w karierze. Miło wspominam ten okres i przede wszystkim to, że udało nam się wtedy utrzymać.
Dzielił się z Wami ciekawymi anegdotami z czasów pracy w Premier League?
– Musiałbym się dłużej zastanowić, żeby przytoczyć jakąś konkretną. Na pewno miał ciekawe teksty i potrafił w odpowiedni sposób dotrzeć do zawodników. Fajne było też to, że można było sobie pomyśleć, że ten człowiek pracował wcześniej z wielkimi zawodnikami. To na pewno robiło wrażenie.
Kiedy odchodziłeś z Lechii, miałeś jakieś propozycje poza Cracovią?
– Było dużo zapytań z Ekstraklasy, ale nie miałem żadnych konkretnych ofert. W momencie, kiedy nie podpisywałem nowego kontraktu z Lechią i sezon jeszcze trwał, kluby się odzywały i pytały o moją sytuację. Odrzucałem jednak propozycje, bo chciałem dograć sezon i przede wszystkim skupić się na tym, żeby utrzymać Lechię. Później konkrety były tak naprawdę tylko z Cracovii, więc zdecydowałem się na ten kierunek.
Myślisz o tym, żeby w przyszłości spróbować swoich sił za granicą?
– Ciężko coś w piłce zaplanować. Na pewno chciałbym dobrze pokazać się tutaj i spróbować jeszcze swoich sił gdzieś za granicą. Wiem jednak, że to nie jest takie łatwe, dlatego na razie skupiam się na tym, co tu i teraz.
Przede wszystkim chcę pomóc Cracovii, a dopiero w drugiej kolejności myśleć o promocji. Z drugiej strony, nie chcę stąd uciekać, bo dobrze się tutaj czuję. Wszystko zależy od tego, jak będzie układała się moja sytuacja sportowa.
Masz wymarzony kierunek, jeśli chodzi o zagranicę?
– Zawsze chciałem spróbować sił w lidze włoskiej. Jak pytają mnie o to w wywiadach, zawsze mówię, że chciałbym tam zagrać.
A jest jakiś konkretny klub, któremu kibicujesz we Włoszech?
– Od dziecka kibicuję Milanowi. Nie wiem, czy uda mi się tam jeszcze zagrać, ale chętnie zmierzyłbym się z nimi. Niedawno mieliśmy sparing z Sevillą, który był u nas z okazji 120-lecie klubu. To też było fajne przeżycie, więc może kiedyś jeszcze uda się zagrać przeciwko Milanowi.
Skoro mówisz, że z Milanem może się nie udać, to jakie masz marzenie, które jest bardziej realne do spełnienia?
– Mistrzostwo z Cracovią. Myślę, że to nawet przebiłoby występ w Milanie. Tego życzę sobie najbardziej w tym momencie.
W tym sezonie czy w przyszłym?
– Chciałbym, żeby udało się to zrobić albo w tym, albo w przyszłym sezonie. Najlepiej oczywiście w tym, ale wiemy, jak silna jest liga i jak jest teraz ciężko. Myślę jednak, że mistrzostwo z Cracovią to na ten moment moje największe marzenie.
O czym jeszcze marzysz? Na przykład o Lidze Mistrzów albo reprezentacji?
– Wiadomo, jak każdy piłkarz chciałbym zagrać w reprezentacji, ale raczej staram się zachować chłodną głowę i marzyć w ciszy.