"Przypomina skrzydłowego z Hiszpanii czy Anglii". Rzeźniczak zachwycony talentem Legii
Jakub Rzeźniczak w rozmowie ze Stolicą Sportu ocenia szanse Legii Warszawa na mistrzostwo Polski, szczerze komentuje ruchy transferowe oraz postawę trenera Marka Papszuna. Były obrońca Wojskowych mówi o Widzewie czy reprezentacji Polski, nie szczędzi też komplementów młodemu Jakubowi Żewłakowowi.
Zacznijmy od Ekstraklasy. Stara się pan w miarę regularnie śledzić rozgrywki?
– Wyniki śledzę na bieżąco. Nie oglądam wszystkich meczów, bo mam dużo zajęć, ale zerkam. Oczywiście kibicuję Legii – to jedyna drużyna, która nie przegrała jeszcze w Ekstraklasie. Ręka trenera Papszuna jest bardzo widoczna na początku sezonu. Styl, który prezentują Wojskowi, jest bardzo charakterystyczny dla drużyn, które prowadził wspomniany szkoleniowiec.
Reszta ekip? W czubie nie ma większych zaskoczeń. Bardzo dobrze radzą sobie Górnik, Jagiellonia, Lech.
Wspomniał pan o trenerze Papszunie. To odpowiedni szkoleniowiec dla Legii?
– Dla mnie odpowiedni trener na Legię to taki, który zdobędzie mistrzostwo Polski. Myślę, że Marek Papszun ma ku temu predyspozycje. Co do stylu, który prezentują jego drużyny, moglibyśmy się spierać – czasami to piłka dość siermiężna, ale bardzo skuteczna. Patrząc na to, jaką kadrą dysponuje, wyciska bardzo dużo z zespołu.
Legia ma szansę na mistrzostwo w tym sezonie?
– Oczywiście, że tak. Myślę, że zarówno Jagiellonia, jak i Lech, czyli pucharowicze, zaliczą jeszcze kilka potknięć w rundzie jesiennej. Legia może na tym skorzystać. Dużo będzie zależało od tego, jak Wojskowi będą się prezentowali – ostatnio zremisowali z Widzewem, wcześniej przepchali mecz z Motorem. Takie straty punktów, jak z łodzianami, mogą dużo kosztować i może zabraknąć trochę oczek. Ale szanse Legii na mistrzostwo oczywiście są.
Przed Legią trudny terminarz. Najpierw Jagiellonia, a później, po przerwie reprezentacyjnej, Wisła Kraków, Cracovia, Lech, Górnik…
– Zapowiada się ciekawy sprawdzian dla Legii. Przerwa reprezentacyjna, jak to bywa u trenera Papszuna, będzie pewnie solidna. Kolejne mecze będą testem, czy stołeczna drużyna powalczy o mistrzostwo, czy będzie musiała się skupić na pozycjach, które zagwarantują jej udział w europejskich pucharach w następnym sezonie.
To minimum Legii?
– Myślę, że to jej minimum w każdym sezonie, szczególnie po ostatnich latach, kiedy szło to dość opornie. Trener Papszun to wiodąca postać Legii. Jeśli mielibyśmy szukać takich liderów na boisku, to trudno ich znaleźć. Główną siłą jest kolektyw.
W tym sezonie Legia pokazała już kilka razy, że gra do końca. Ma charakter.
A czego panu w tej Legii brakuje?
– Wydaje mi się, że ławka nie jest zbyt długa, kadra nie jest wystarczająco szeroka. Trener nie ma więc aż tak wielu możliwości manewru.
Ostatnio trener Papszun mówił, że za Legią okno transferowe Kopciuszka.
– Trudno się z trenerem nie zgodzić. Myślę, że fajne jest też to, że nikt nie próbuje mydlić oczu ani kibicom, ani wszystkim dookoła, że były super transfery i wszystko będzie hulało jak należy. Kibice też zaczynają zdawać sobie sprawę, w jakim miejscu jest Legia – czyli że nie jest głównym faworytem do mistrzostwa, tylko Kopciuszkiem, który może namieszać. Faworyci są inni.
Jak ocenia pan letnie okno Legii?
– Najciekawsze wejście miał Zjawiński. To fajny napastnik, w typie trenera Papszuna. Jego współpraca z Adamskim wygląda całkiem nieźle.
Chciałbym wyróżnić Kubę Żewłakowa, który najfajniej pokazał się na początku sezonu. Mam nadzieję, że będzie to bodziec, by dawać więcej młodych zawodników z akademii do pierwszego zespołu. Jakub pokazał, że można grać odważnie. Myślę, że w Legii brakuje piłkarzy, którzy potrafią zrobić przewagę poprzez drybling. To zawsze największe zagrożenie dla przeciwnika w trzeciej tercji. Może właśnie tędy droga.
Niektórzy mówią, że młody Żewłakow przypomina niepolskiego zawodnika. Piłka mu nie przeszkadza.
– Zgadza się. Mam wrażenie, że wcześniej w Polsce było więcej piłkarzy, którzy brali na siebie pojedynki 1 na 1. Teraz jest więcej piłki siłowej, przewidywalnej. Fajnie, że jest Żewłakow, który nie boi się dryblingów. Bardzo lubię takich zawodników – nie lubiłem grać przeciwko takim piłkarzom. Przypomina troszkę skrzydłowego angielskiego czy hiszpańskiego. Nawet jak straci piłkę, to dalej wchodzi w drybling. To fajne.
Wspomniał pan wcześniej, że Legii brakuje lidera. Kto jest obecnie najbliżej takiej roli?
– Po odejściu Artura Jędrzejczyka, wskazałbym na Rafała Augustyniaka. Bartek Kapustka też musi brać to na siebie jako kapitan – musi ciągnąć Legię z uwagi na rolę w zespole.
Nie wiem, jak z charakterem, bo go nie poznałem, ale duże umiejętności i pewność siebie posiada Otto Hindrich. Daje sporo spokoju w obronie. Wielokrotnie pomagał Legii – czy w tym, czy w minionym sezonie.
Kibice Legii również go doceniają, skandują jego imię i nazwisko. To obecnie najlepszy zawodnik Legii?
– Jak się mówi, że najlepszym zawodnikiem danego klubu jest bramkarz, to nie jest zbyt dobrze. Trzeba mu oddać, że świetnie się prezentuje. Miał fenomenalne pierwsze pół roku, w tym sezonie też wygląda bardzo dobrze. To m.in. jego zasługa, że Legia jest tak wysoko w tabeli i jeszcze nie przegrała w lidze. Należy go mocno wyróżnić.
A czy jest ktoś w obecnej Legii, kto pana zdaniem nie powinien grać w tym klubie?
– Trener Papszun najlepiej wie, jakich zawodników potrzebuje. Nie chciałbym tutaj nikogo wymieniać z nazwiska i oceniać, czy powinien, czy nie powinien grać w tym klubie.
A gdyby Rajović został w Legii, zamiast odejść na wypożyczenie, wskazałby go pan jako zawodnika, który nie powinien już tutaj grać?
– Myślę po prostu, że jego czas w Legii się skończył. Za dużo negatywnych rzeczy wydarzyło się wokół niego, jego pudła…
Czasami przychodzi taki moment, że zawodnik jest już, mówiąc kolokwialnie, po drugiej stronie. Mam wrażenie, że on właśnie znalazł się w takim miejscu. Dlatego bardzo dobrze, że został wypożyczony do innej drużyny. Myślę, że to rozwiązanie jest korzystne zarówno dla Legii, jak i dla niego samego.
Odkąd opuścił pan Legię, pojawił się kiedyś temat powrotu? Mam na myśli zarówno rolę piłkarza, jak i ewentualnie inną funkcję – działacza czy pracownika klubu. Może nawet grę w rezerwach?
– Nigdy nie było takiego tematu. Myślę, że to też z uwagi na to, że mam bardzo dobry kontakt z prezesem Leśnodorskim. Uważam, że to główny powód. Czy to coś, co by blokowało potencjalny powrót? Sądzę, że tak. Nikt oficjalnie mi tego nie powiedział, ale takie jest moje zdanie.
W niedzielę Legia zremisowała z Widzewem, w którym również pan występował. Co może pan powiedzieć o łódzkim klubie?
– W Widzewie są bardzo duże nadzieje, szczególnie patrząc na transfery, których dokonano. Jeśli spojrzymy na jego skład, to momentami można odnieść wrażenie, że bardziej pasowałby on do Legii. Fornalczyk, Świderski, Wiśniewski, Drągowski czy Kapuadi, z którym występowałem jeszcze w Płocku – to są naprawdę dobrzy zawodnicy.
Jestem ciekawy, jak to wszystko zacznie funkcjonować po przyjściu trenera Mateusza Stolarskiego. Bardzo dobrze go znam, trzymam za niego kciuki. Myślę, że pasuje do Widzewa, bo stawia na futbol ofensywny. Vuko lubi bardziej piłkę defensywną, co nie do końca się sprawdziło, ale w minionym sezonie utrzymał łódzki klub.
Widzew, jak się popatrzy, ma pakę, bogatego właściciela. Myślę, że jest tylko kwestią czasu, kiedy wszystko zacznie tam lepiej funkcjonować.
A co pan sądzi o samej zmianie trenera? Nie była ona zbyt szybka? Vuković wcześniej realizował stawiane przed nim cele – zarówno utrzymanie z Widzewem, jak i wcześniej mistrzostwo oraz utrzymanie z Legią.
– Widzew zdobył 7 punktów w pierwszych 7 meczach, miał bardzo słaby początek. Cierpliwość właściciela mogła się skończyć.
Czy do zmiany doszło zbyt szybko? Trudno powiedzieć. Zawsze lubiłem, jak trenerzy dostawali troszkę więcej czasu. Może Vuko też by go potrzebował, ale taka jest piłka, szczególnie w Polsce, gdzie cierpliwość właścicieli jest bardzo mała.
Widziałem, że kibice Widzewa bardzo ładnie pożegnali Vuko. Uważam, że wykonał swoją robotę w Łodzi.
Jeśli chodzi o piłkarzy Widzewa, to któryś z nich powinien pociągnąć ten zespół w najbliższych miesiącach?
– Myślę, że o sile zespołu powinni stanowić ci, o których wspomniałem. Świderski wrócił z zagranicy – wiemy, jak świetny to piłkarz. Wiśniewski to znacząca postać w obronie – od transferu prezentował się bardzo solidnie, poza lekkimi zachwianiami. Kornvig powinien dużo mocniej pociągnąć zespół – w nim były pokładane duże nadzieje po przyjściu.
Którego zawodnika Widzewa zabrałby Pan do obecnej Legii?
– Z Widzewa na pewno wziąłbym Świderskiego i Wiśniewskiego. Na tę chwilę ofensywa Legii jest dość kulawa – ofensywni piłkarze Widzewa prezentują się lepiej.
Kogo by Pan wziął z Legii do Widzewa?
– Patrząc na obecną formę, na pewno wziąłbym Hindricha, plus Wszołka na prawą obronę, Vinagre na lewą, Kapustkę za Papanikolaou. I jeszcze Żewłakowa w miejsce Biuka czy Alvareza.
Widziałby Pan kogoś z Legii w reprezentacji Polski przy najbliższych powołaniach?
– Z Legii? Powiem szczerze, że na ten moment nie widzę nikogo.
A ogólnie z Ekstraklasy?
– Z Widzewa widziałbym Wiśniewskiego. Jestem jego wielkim fanem, cenię go m.in. za szybkość. Trener Urban bardzo dobrze go zna i stawiał już na niego w kadrze, a on nie zawiódł. Powołałbym też Świderskiego, bo to dla mnie taki żołnierz, który wykonuje ogromną pracę dla reprezentacji.
Karol Czubak? Robi liczby, ale nie mam do niego pełnego przekonania jako do zawodnika. Gdybym miał wybierać napastnika, postawiłbym jednak na Świderskiego.
Jan Urban powinien dalej prowadzić reprezentację? Wyniki były różne, do tego doszedł brak awansu na mundial...
– Powinien zostać. To trener, który ma świetny kontakt z zawodnikami i myślę, że oni w końcu zaczną mu się odwdzięczać na boisku. Piłkarzy mamy niezłych, a Jan Urban lubi techniczną, ofensywną piłkę. W kadrze jest kilku graczy stworzonych do takiego stylu. Na pewno nie zmieniałbym selekcjonera.
Który młody polski stoper najbardziej się panu podoba?
– Wojtek Mońka prezentuje się nieźle w Lechu. Przy zmianie pokoleniowej – kiedy odeszli gracze tacy jak Glik czy Pazdan – młody zawodnik na pewno powinien zaglądać do kadry. Trener Urban gra trójką stoperów, więc przynajmniej na jednego z tych młodych obrońców powinniśmy zacząć stawiać jak najszybciej.
Śledził Pan informacje na temat trenera Adriana Siemieńca i tej sprawy SMS-owej z sędziami?
– Śledziłem. Na pewno jest to sytuacja, która nie powinna mieć miejsca. Jest mi trochę przykro, bo bardzo lubię i cenię Adriana Siemieńca – zarówno za jego umiejętności trenerskie, jak i za to, jakim jest człowiekiem i jak współpracuje z mediami. To niepotrzebna dla niego sprawa.
Kara nie została jeszcze ogłoszona, ale pewnie jakąś otrzyma. Może czuć, że na nią nie zasłużył, ale przypomina mi się nasza sytuacja z Legii z meczu z Celtikiem. Wtedy też popełniono błąd, który tak naprawdę nie miał wielkiego wpływu na końcowy wynik, ale kara musiała zostać nałożona. Myślę, że tutaj będzie podobnie i trener Siemieniec również poniesie konsekwencje.
Kto zdaniem Pana ma obecnie największe szanse na tytuł? Czy Legia to typ sercem, a faworyt jest inny?
– Główny faworyt to Lech – patrząc na to, jaką dysponuje kadrą, jest bardzo mocny. Szanse ma Górnik, Pogoń może powalczyć o czołowe lokaty.
Nasza polska liga w ostatnich sezonach jest niezwykle wyrównana. Wystarczy spojrzeć na tabelę – różnica między drugim a dziewiątym miejscem to zaledwie cztery punkty. Dużo się jeszcze wydarzy i na tę chwilę ciężko wytypować jednego murowanego faworyta.
A ktoś Pana rozczarował? Ktoś zawodzi w tym sezonie?
– Chyba wszyscy wiedzą, kogo mogę wskazać – Raków Częstochowa. Wygrali co prawda ostatni mecz, ale są w trudnej sytuacji. Jestem ciekawy, czy będą w stanie wrócić w trakcie sezonu do walki o europejskie puchary, bo to jest ich główny cel od kilku lat. Na razie to dla mnie największe rozczarowanie.
Nowy trener w Rakowie jest w stanie coś realnie zmienić na dłuższą metę i podnieść zespół?
– Po sześciu słabych meczach i odpadnięciu z pucharów, gorzej w Rakowie być nie mogło. Zmiana na ławce na pewno wniesie sporo świeżości. Myślę, że zaczną punktować. Jeśli liga będzie tak samo wyrównana jak w zeszłym roku, to powalczą o puchary – podobnie jak w ubiegłym sezonie Legia, która jeszcze na kilka kolejek przed końcem broniła się przed spadkiem, a finalnie o mały włos nie wylądowała w Europie.
A kogo typuje pan do spadku?
– Cracovię, Wisłę Płock i Motor Lublin.
A co pan sądzi o Wieczystej Kraków? Duże pieniądze, głośne transfery, ale wynikowo na razie słabo.
– Wynika to z braku zgrania. Zrobili sporo transferów na ostatnią chwilę. Skład Wieczystej na papierze robi ogromne wrażenie, więc poprawa gry to tylko kwestia czasu. Jednak tak częste zmiany i duży ruch kadrowy nigdy nie sprzyjają szybkiemu budowaniu stabilnej formy.
Na koniec temat prywatny: co u Pana słychać? Jak zdrowie i jak gra się w Football Campus Tomaszów Mazowiecki z A-klasy? Jakie są tam plany i oczekiwania?
– Z rozmów z właścicielem wynika, że chcemy iść drogą podobną do Wieczystej. Klub powstał w tamtym roku, awansował z B-klasy do A-klasy. Po czterech kolejkach mamy 12 punktów, 25 zdobytych bramek i tylko jedną straconą, więc mocno atakujemy każdy kolejny poziom.
Klub ma bardzo ambitne plany – ma powstać ośrodek treningowy. W drużynie jest też sporo piłkarzy z przeszłością w Ekstraklasie: gra u nas Rybicki, Artur Bogusz, Aghvan Papikyan czy Wroński. Jak na A-klasę mamy potężną kapelę!
A w życiu? Wszystko dobrze, jak widać.
Skoro plany są ekstraklasowe, to chce pan jeszcze pograć tam parę lat?
– Jeśli zdrowie dopisze, to myślę, że fizycznie dałbym radę. Ale nie wybiegam aż tak daleko w przyszłość – w piłce wszystko zmienia się bardzo szybko. Na tę chwilę skupiam się na tym, co jest teraz i staram się jak najbardziej pomóc. Cieszę się, że są ludzie, którzy chcą rozwijać polską piłkę na niższych szczeblach, budować infrastrukturę i akademie dla dzieciaków. To świetny kierunek.
A nie kusi Pana, żeby w tzw. międzyczasie spróbować sił jako ekspert piłkarski, komentator, skaut albo dyrektor?
– Powiem szczerze, że moje podejście zmieniało się z biegiem czasu. Czasami, gdy widzę, ile w profesjonalnej piłce jest złej, negatywnej energii – co pokazała chociażby sytuacja z trenerem Siemieńcem, gdzie niektórzy najchętniej wyrzuciliby go z piłki za jeden błąd, a przecież pomyłki zdarzają się każdemu – to nie spieszy mi się do powrotu na ten najwyższy zawodowy poziom.
A do komentowania meczów, bycia ekspertem?
– Od czasu do czasu pojawię się w mediach, jak ktoś mnie zaprosi. Poza tym, siedzę w domu i czekam.
Gdyby były propozycje stałej pracy w roli komentatora czy eksperta, to by to Pan rozważył?
– Całe życie grałem w piłkę i kocham ten sport, więc byłby to fajny dodatek. Zobaczymy, co przyniesie los. Teraz robię też inne rzeczy, spełniam się w innych obszarach.
W jakich?
– Przede wszystkim w byciu tatą. Bardzo mocno wszedłem też w rozwijanie swoich mediów społecznościowych. Uważam, że internet to przyszłość – praca w sieci daje dużą elastyczność, pozwala poświęcić sporo czasu rodzinie, a przy tym dobrze zarobić.
Co planuję nagrywać? Chcę spróbować wszystkiego po trochu. Szykuję kontent dot. Hyroxa, który jest bardzo popularny – będę przygotowywał się do zawodów.
Powiem tak: mam mnóstwo pomysłów, ale na wszystko brakuje czasu. Staram się rozwijać w tym temacie – uczę się tworzenia treści, robienia zdjęć, kamerowania, a to wymaga sporego nakładu pracy. Nie da się tego zrobić z dnia na dzień.