Toni Golem nie odmienił Śląska. Słaby mecz, niestrzelony karny
Rzut karny zmarnowany przez Banaszaka, strzał w poprzeczkę Sanki i pudło z trzech metrów Katsantonisa. To wszystko, co mogło zmienić losy meczu, w którym obie drużyny nie potrafiły znaleźć drogi do bramki.
Śląsk Wrocław pod wodzą tymczasowego trenera Toniego Golema zremisował bezbramkowo z Piastem Gliwice. Kibice, którzy przyszli na stadion w mroźną pogodę, obejrzeli spotkanie, które śmiało pretenduje do miana jednego z najsłabszych w tym sezonie Ekstraklasy.
Szansa na przełamanie pojawiła się bardzo szybko. Śląsk otrzymał rzut karny, ale Przemysław Banaszak wykonał go fatalnie. Strzał był lekki, czytelny, a bramkarz Piasta Domen Gril bez większego problemu złapał piłkę. To był w zasadzie jedyny ofensywny moment wrocławian przez niemal cały mecz.
Goście wyglądali nieco lepiej, choć trudno mówić o spektakularnej grze. Andreas Katsantonis na początku spotkania zmarnował stuprocentową okazję, nie trafiając w bramkę z około trzech metrów. Później Leandro Sanca huknął zza pola karnego i trafił w poprzeczkę. Po przerwie minimalnie obok słupka główkował Quentin Boisgard. I na tym w zasadzie skończyły się emocje.
Znamienna była scena z 64. minuty. Karol Niemczycki bardzo długo czekał z piłką, aż podbiegnie do niego Samuel Ntamack. Żadnej próby szybkiego rozegrania, żadnego pędu do przodu. Bezbramkowy remis najwyraźniej urządzał gospodarzy. Dopiero w końcówce Śląsk wykazał większą inicjatywę, ale było już za mało czasu i za mało pomysłów, żeby cokolwiek z tego wynikło.
Zmiana na ławce trenerskiej nie przyniosła więc oczekiwanego impulsu. Beniaminek nadal gra bez wyrazu w ataku, a punkt zdobyty w takich okolicznościach trudno uznać za krok naprzód.