Iga Świątek lepsza od Magdy Linette w polskim starciu na Roland Garros
Już pierwszy gem zwiastował walkę – Magda Linette zaczęła od przełamania, ale to Iga Świątek wzięła sprawy w swoje ręce i ostatecznie zameldowała się w kolejnej rundzie Roland Garros. Mimo chwilowych trudności, Świątek imponowała opanowaniem i skutecznością na korcie Philippe-Chatrier, kontrolując przebieg spotkania z rodaczką. Wynik 6:4, 6:4 nie oddaje w pełni emocji, jakie towarzyszyły temu niezwykłemu polskiemu pojedynkowi.
Pojedynek dwóch najlepszych obecnie polskich tenisistek na paryskim korcie Philippe-Chatrier przyciągnął uwagę kibiców i ekspertów. Iga Świątek i Magda Linette po raz pierwszy w karierze spotkały się ze sobą na poziomie wielkoszlemowym, a stawka tego starcia tylko podgrzewała atmosferę.
Przygotowanie obu zawodniczek do tego meczu zapowiadało się interesująco – Świątek miała za sobą pewniejsze wejście w turniej, a nawierzchnia mączkowa wyraźnie sprzyjała jej stylowi gry. Mimo to Linette od początku pokazała, że łatwo skóry nie sprzeda. Po asie serwisowym otwierającym mecz i szybkim przełamaniu objęła prowadzenie 2:0. Widać było, że presja jej nie ograniczała; odpowiadała na agresję Świątek zmianą tempa uderzeń i odważnym bekhendem.
Kibice mogli odnieść wrażenie, że właśnie rozpoczyna się dłuższy remisowy bój gem po gemie. Iga Świątek szybko zareagowała, stopniowo odzyskując rytm. Jej forhend zaczął się „kleić”, a precyzyjne returny sprawiły, że od stanu 0:2 przejęła kontrolę nad grą. W tej fazie meczu cztery gemy z rzędu padły łupem tenisistek returnujących – serwis obu zawodniczek nie dawał oczekiwanego komfortu, przez co wymiany bywały pełne zwrotów. Ostatecznie pierwszego seta Świątek rozstrzygła na swoją korzyść, wykorzystując własne atuty: cierpliwość, szybkie skracanie akcji i precyzyjny wolej, gdy sytuacja tego wymagała.
Start drugiej partii przyniósł odrobinę uśmiechu, bo Iga pomyliła się przy wyborze strony serwowania. Jednak błyskawicznie wróciła do koncentracji, od razu przełamując Linette i zdobywając prowadzenie. W tym secie młodsza z Polek wyraźnie szybciej dostosowywała się do zmieniającej się gry Linette, potrafiła samodzielnie zakończyć wymianę skutecznym smeczem lub forehandem w narożnik. Linette nie składała broni; jeszcze w końcówce, po lekkim rozprężeniu Świątek, wywalczyła gema kontaktowego. Ale cała druga odsłona przebiegała już pod dyktando liderki, która kontrolowała punkty i wyczekiwała błędów starszej rywalki w kluczowych wymianach.
Na uwagę zasługuje fakt, że zaraz po ostatnim gemie pierwszego seta Świątek „podkręciła śrubę” i odskoczyła na prowadzenie 4:1, skracając czas wymian i wymuszając błędy Linette. Ostatecznie zamknęła mecz wynikiem 6:4, 6:4. To był tenis na wysokim poziomie z obu stron – dużo solidnych uderzeń z głębi kortu, parę efektownych akcji przy siatce i pokaz cierpliwości w zarządzaniu nerwami. Polskie stracie nie zawiodło oczekiwań kibiców – i choć Magda Linette grała momentami odważnie, to przewaga argumentów była po stronie Świątek.
III runda gry pojedynczej: Iga Świątek – Magda Linette 6:4, 6:4