Hubert Hurkacz żegna się z Roland Garros po pięciosetowym thrillerze z Tiafoe
To była prawdziwa tenisowa bitwa, jakiej Roland Garros dawno nie widział. Hubert Hurkacz w czwartek zmierzył się z Francesem Tiafoe w pojedynku, który potrwał niemal pięć godzin i porwał wszystkich kibiców zgromadzonych na paryskiej mączce. Ostatecznie Polak musiał uznać wyższość Amerykanina, przegrywając po pięciu setach: 6:7(5), 7:6(5), 6:4, 6:7(1), 6:4.
Początek rywalizacji zwiastował emocje, bo już w trzecim gemie Hurkacz został przełamany. Szybko jednak odpowiedział, dzięki dokładnemu bekhendowi i koncentracji w kluczowych momentach. Obaj tenisiści pilnowali potem własnego podania, a o losach pierwszego seta przesądził tie-break. Tam „Hubi” pokazał klasę – setbol wypracował precyzyjnym bekhendem, partię zamknął asem serwisowym.
Drugi set miał natomiast jeszcze bardziej wyrównany przebieg. Żaden z zawodników nie potrafił przełamać rywala, chociaż okazje do break pointów się pojawiały – najpierw u Tiafoe, potem u Hurkacza przy stanie 4:4. O wszystkim znów zadecydował tie-break, tym razem jednak przewaga była po stronie Amerykanina. Trzeci setbolem doprowadził do wyrównania stanu meczu.
Przełamanie przyszło w trzeciej partii, kiedy Hurkacz oddał serwis po nieudanym forhendu przy break poincie. Tiafoe objął prowadzenie 3:2 i nie pozwolił już Polakowi wrócić do gry w tej odsłonie, solidnie serwując i wykorzystując piłkę setową w dziesiątym gemie.
Czwarta odsłona przyniosła nerwowość, bo już na początku Hurkacz z trudem utrzymał podanie. Po kilku błędach, wydawało się, że Amerykanin przejmie inicjatywę, ale w decydującym momencie los się odmienił. Dziesiąty gem stał się zwrotnym punktem – „Hubi” popisał się bardzo mocnym bekhendem, ekwilibrystycznie rozgrywając break pointa i zdobywając przełamanie powrotne. Zaraz potem zdołał wybronić dwa break pointy i w tie-breaku prawie nie dał rywalowi pograć – oddał mu tylko jeden punkt.
W piątym secie górę wzięła wytrzymałość fizyczna i chłodna głowa. Przez kolejne gemy obaj pilnowali własnego serwisu. Wydawało się, że to Hurkacz jest lepiej przygotowany, ale Amerykanin zaskoczył Polaka agresywną grą z głębi kortu, a przy stanie 5:4 wypracował trzy piłki meczowe. To właśnie pierwszą z nich Tiafoe zamienił na zwycięstwo, popisując się forhendem po krosie, po czym wybuchł radością na korcie.
Zwycięski Frances Tiafoe melduje się w trzeciej rundzie Roland Garros, gdzie już w sobotę czeka go walka z Portugalczykiem Jaime Farią. Dla Huberta Hurkacza to koniec paryskiej przygody w tym sezonie, ale trudno mieć mu coś do zarzucenia po tak dramatycznej batalii.
II runda Roland Garros: Frances Tiafoe – Hubert Hurkacz 6:7(5), 7:6(5), 6:4, 6:7(1), 6:4