Klopp nie chce, żeby Wirtza oceniano przez bramki i asysty. „Musimy dać mu poczucie, że to wystarczy”
Selekcjoner reprezentacji Niemiec zmienia optykę wokół jednego z najdroższych transferów ostatnich lat. Florian Wirtz ma pomagać drużynie, a nie gonić za efektownymi akcjami w każdym meczu.
Florian Wirtz trafił latem 2025 roku do Liverpoolu za pakiet sięgający 116 mln funtów. Kontrakt do 2030 roku, status jednego z najdroższych piłkarzy w historii ligi angielskiej i oczekiwania na miarę ceny. Tymczasem nowy selekcjoner reprezentacji Niemiec Jürgen Klopp mówi wprost: przestańcie mierzyć tego chłopaka wyłącznie golami i asystami.
„Musimy odejść od oczekiwania, że w każdym meczu zobaczymy od niego specjalne momenty. On ma nam pomagać jako drużyna” — powiedział Klopp, zdradzając jednocześnie, że z Wirtzem pozostaje w stałym kontakcie. Selekcjoner zwrócił uwagę na fakt, który łatwo przeoczyć w dyskusjach o statystykach ofensywnych: Wirtz pokonał w tym sezonie najwięcej kilometrów ze wszystkich piłkarzy Liverpoolu. Gotowość do pracy jest więc bezsprzeczna.
Klopp poszedł dalej. Wprost opisał sytuację, której chce unikać.
„Musimy być zadowoleni, gdy Flo Wirtz rozegra mecz, w którym dał z siebie wszystko, ale nie zanotował bramki ani asysty. Musimy po prostu dać temu chłopakowi poczucie: «To było więcej niż wystarczające. Pomogłeś nam jako drużyna. Wygraliśmy 1:0 albo 2:0». A potem wszyscy eksperci świata siadają i dyskutują, dlaczego on wciąż nie działa. Jest dokładnie tyle samo powodów, by powiedzieć: «Działa doskonale». Teraz zróbmy razem kolejne kroki”.
To zaskakująco odważna deklaracja w kontekście piłkarza, którego wartość rynkowa od lat była budowana na liczbach. W Bayerze Leverkusen Wirtz zadebiutował jako 17-latek i zdążył rozegrać 197 spotkań, strzelając 57 goli i dokładając 64 asysty. Właśnie ta produkcja ofensywna napędzała transferową machinę, która ostatecznie przeniosła go na Anfield.
Klopp chce jednak zbudować w kadrze środowisko, w którym pressing, kreowanie przestrzeni i łączenie gry mają taką samą wagę jak trafienie do siatki. I nie zamierza ograniczać tego podejścia do jednego zawodnika. Cała kadra ma zrozumieć, że zbiorowy wysiłek stoi ponad indywidualnymi statystykami.
Dla Wirtza to może być psychologiczne odciążenie. Zamiast gonić za momentem, który potwierdzi jego wartość, dostaje od selekcjonera jasny komunikat: rób swoje, a reszta przyjdzie.