Fatalna Lechia znowu wysoko przegrywa
Lechia Gdańsk jeszcze nie może pozbierać się po spadku z Ekstraklasy i w I lidze dostaje kolejne bolesne lekcje. Tym razem przeciwnikiem była Warta Poznań, która błyskawicznie otworzyła wynik i do przerwy prowadziła już 3:0. Młodzieżowy skład gospodarzy nie był w stanie wytrzymać naporu poznaniaków, którzy właściwie robili na boisku, co chcieli. Chociaż po przerwie Lechia próbowała szukać honorowego trafienia, znowu zabrakło skuteczności. Warta co rusz była blisko kolejnych goli, ale tym razem obyło się bez dalszego pogrążania rywala.
Kto liczył, że Lechia Gdańsk na własnym stadionie sprawi niespodziankę w starciu z Wartą Poznań, musiał błyskawicznie zejść na ziemię. Goście narzucili mocne tempo od pierwszych minut i już po kwadransie prowadzili, a ich przewaga nie podlegała żadnej dyskusji. Podopieczni z Poznania wykorzystali doświadczenie, podczas gdy gospodarze znów zagrali niezwykle młodym, zupełnie nierozgranym składem — zwłaszcza defensywa w składzie aż z trzema juniorami nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki.
Pierwszy gol padł po 14 minutach, gdy po uderzeniu Karola Łysiaka piłka przypadkowo znalazła się pod nogami Mateusza Stanka, a ten z bliska bez problemów pokonał bramkarza Lechii. Już osiem minut później było 0:2 — rzut karny wykorzystał Marcel Stefaniak, a cała sytuacja była wynikiem prostego, wręcz dziecięcego faulu Wojciecha Madeja, którego przewinienie sędzia zauważył dopiero po analizie VAR. Na tym nie koniec, bo jeszcze przed przerwą, w 37. minucie, Arkadiusz Najemski błyskawicznie podwyższył wynik na 3:0 dla gości po zamieszaniu pod bramką. Gospodarze w tym czasie kompletnie nie radzili sobie z ofensywą przeciwnika.
Ciekawostką były zachowania zawodników Warty. Przy takim wyniku pozwalali sobie na niecodzienną nonszalancję – zagrania piętą, podania z pierwszej piłki, a nawet widowiskowe akcje zespołowe. Gdyby do przerwy przewaga wyniosła pięć bramek, nikt nie mógłby mieć o to żalu. Lechia miała ogromne szczęście, że skończyło się zaledwie na trzech trafieniach, bo okazje mieli m.in. Aleksander Wołczek, który zamiast strzelać próbował wymusić jedenastkę, i Jakub Kendzia, który spudłował z kilku metrów.
Druga połowa przyniosła pewne zmiany w składzie Lechii: na boisku pojawili się Camilo Mena i Rifet Kapić, który był witany każdorazowym gwizdem przez kibiców. Mimo tych roszad gospodarze zaczęli grać nieco odważniej i w końcu zaczęli zagrażać bramce przeciwnika. Warta Poznań została zepchnięta do defensywy, a Lechia starała się stwarzać sytuacje podbramkowe i całkiem możliwe, że zasłużyła na honorowe trafienie. Koniec końców — piłka nie znalazła drogi do siatki, a wynik z pierwszej połowy nie uległ już zmianie.
Zespół z Poznania miał jeszcze kilka wyśmienitych okazji, dołożył sporo niepotrzebnych strat i niewykorzystanych szans, ale nie przyniosło to żadnych konsekwencji. Pełna dominacja w pierwszej połowie pozwoliła spokojnie kontrolować mecz do ostatniego gwizdka. Bilans Lechii po dwóch kolejkach I ligi naprawdę wygląda nieciekawie.
Lechia Gdańsk - Warta Poznań 0:3 (0:3)
0:1 Mateusz Stanek 14
0:2 Marcel Stefaniak 22-karny
0:3 Arkadiusz Najemski 37