Szymon Łyczko: urodzony w USA skrzydłowy trafił do Zagłębia Lubin

Szymon Łyczko: Powołanie do kadry USA? Odmówiłbym, bo jestem Polakiem

FORTUNA I LIGA  ZNICZ PRUSZKOW - STAL RZESZOW JAKUB WOJCICKI  SZYMON LYCZKO
fot. Marcin Szymczyk
Avatar użytkownika Maciej Ziółkowski
3 minuty czytania

Trenton w stanie New Jersey, Grunwald Budziwój, Stal Rzeszów, wreszcie Zagłębie Lubin. Dziewiętnastolatek z amerykańskim paszportem i polskim sercem przeszedł długą drogę, zanim dotarł do Ekstraklasy – i nie zamierza na niej kończyć.

Dziewiętnaście lat, dwa paszporty i jedno marzenie – tak w skrócie wygląda historia Szymona Łyczki, skrzydłowego Zagłębia Lubin. Urodzony 10 lutego 2006 roku w Trenton w stanie New Jersey, pierwszy kontakt z piłką miał jednak już w Polsce, dokąd jego rodzina wróciła po zaledwie dwóch latach za oceanem.

„Moi rodzice wyjechali do Stanów Zjednoczonych, jak to było wtedy powszechne. Szukali lepszego miejsca do pracy, żeby zarobić na życie. Urodziłem się tam, ale spędziłem w USA tylko dwa lata, zanim wróciliśmy do Polski. Od 2008 roku nie byłem w Ameryce ani razu” – opowiadał Łyczko w rozmowie z beIN SPORTS, prowadzonej przez Filipa Zielińskiego. Dodał, że z tamtych lat nie pamięta nic, choć czasem przegląda rodzinne zdjęcia.

Piłkarska droga Łyczki zaczęła się w Grunwaldzie Budziwój. Wiosną 2019 roku, w wieku trzynastu lat, trafił do akademii Stali Rzeszów, gdzie przeszedł kolejne szczeble szkolenia i w końcu przebił się do pierwszego zespołu. Debiut przyszedł na początku sezonu 2023/2024, w meczu z Odrą Opole – wszedł z ławki i już po siedmiu minutach na boisku zdobył bramkę, choć Stal przegrała tamto spotkanie 2:5. Ten moment dobrze oddaje charakter zawodnika: bezpośredni, odważny, niespecjalnie przejmujący się okolicznościami.

Łącznie w barwach rzeszowskiego klubu rozegrał 93 oficjalne mecze, strzelił 11 goli i miał 11 asyst. W ostatnim sezonie w pierwszej lidze – 2025/2026 – rozegrał 30 ligowych spotkań z dorobkiem trzech trafień i pięciu asyst. Gdy jego kontrakt ze Stalą wygasł, Zagłębie Lubin nie wahało się długo. 18 czerwca 2026 roku klub oficjalnie ogłosił pozyskanie Łyczki na zasadzie wolnego transferu. Umowa obowiązuje do końca czerwca 2028 roku.

Przejście do Ekstraklasy to dla niego wyraźny skok jakościowy i sam otwarcie o tym mówi. „Dystans między pierwszą ligą a Ekstraklasą jest spory. Standard Ekstraklasy znacząco wzrósł, szczególnie w ostatnim roku. Wiedziałem, że muszę się dostosować do stylu gry. Są obszary, w których muszę się poprawić” – przyznał. W nowym zespole szybko odnalazł się w szatni, w której kilku kolegów zna z młodzieżowych reprezentacji, a doświadczenie wnoszą gracze pokroju Damiana Dąbrowskiego czy Michała Nalepy.

Nominalnie prawoskrzydłowy, Łyczko może grać również jako ofensywny pomocnik lub na lewym skrzydle. Ta elastyczność czyni go użytecznym narzędziem w rękach trenera Leszka Ojrzyńskiego, o którym mówi ciepło: „Dużo wymaga, ale jest wyrozumiały. Zawsze można z nim porozmawiać i dostać radę”.

Temat podwójnego obywatelstwa pojawia się w rozmowach o Łyczce nieuchronnie. Ma amerykański paszport, teoretycznie mógłby reprezentować Stany Zjednoczone. Nie zamierza. „Pewnie byłbym pochlebiony, że ktoś mnie zauważył, ale odmówiłbym, bo jestem Polakiem” – ucina krótko. W 2023 roku wystąpił na mistrzostwach świata U-17 w Indonezji, gdzie Polska mierzyła się w grupie z Japonią, Senegalem i Argentyną i awansowała do fazy pucharowej. Później grał też w kadrach U-18 i U-19. Teraz celuje w powołanie do reprezentacji U-21, a w perspektywie – w seniorską kadrę.

Źródła: beIN SPORTS, Filip Zieliński, StolicaSportu.pl

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Wybrane dla Ciebie