Lech ceni byłego trenera Rakowa. Talent Kolejorza o Tomczyku i współpracy z Piszczkiem
Bartłomiej Barański ma za sobą współpracę z Łukaszem Piszczkiem, a obecnie rozwija się pod okiem Łukasza Tomczyka. Ten drugi szkoleniowiec jest dobrze oceniany również przez Lecha Poznań, z którym pomocnik wciąż wiąże swoją przyszłość. W rozmowie ze Stolicą Sportu opowiada o pracy z oboma trenerami, swojej drodze do Kolejorza i planie na powrót do Poznania.
Zacznijmy w miarę chronologicznie, czyli od GKS-u Katowice, w którym zaczynałeś przygodę z piłką. Jak podsumowałbyś ten okres i dlaczego zdecydowałeś się odejść z klubu? Miałeś wtedy mniej więcej 14 lat.
— Dokładnie. Przygodę z piłką i zarazem z GKS-em Katowice zacząłem w wieku pięciu lat. Wtedy poszedłem na pierwszy trening w Akademii GKS-u. Mama zapisała mnie na zajęcia, spodobało mi się i trenowałem już cały czas. Z czasem pojawiały się turnieje, coraz lepsze występy i po prostu rozwijałem się jako zawodnik.
Przełomowym momentem w GKS-ie był czas, kiedy Sparta Zabrze się rozpadła i część zawodników razem z trenerami przyszła do nas. Wtedy powstał też SMS GKS-u Katowice, czyli Szkoła Mistrzostwa Sportowego. Nasza grupa z rocznika 2006/2007 została wtedy podzielona na grupę SMS-ową. Ja nie poszedłem do Szkoły Mistrzostwa Sportowego GKS-u Katowice, tylko zostałem w swojej szkole w Katowicach, do której wcześniej chodziłem. Trafiłem więc do grupy Sparty Zabrze.
Zacząłem dużo grać, przeszliśmy wtedy na grę 11 na 11, na duże boisko i większe bramki. Pojawił się jeden dobry sezon, później drugi. Następnie GKS zaczął walczyć o CLJ, ale wtedy pojawiła się możliwość odejścia do Lecha. Zdecydowałem się na ten krok, ponieważ razem z rodzicami poczuliśmy, że można już obrać trochę poważniejszy kierunek w piłce. Dobrze czułem się w tym sporcie, nieźle wyglądałem na boisku, więc uznaliśmy, że warto spróbować.
Obaw oczywiście trochę było, bo z Katowic do Poznania wcale nie jest blisko. Później mieszkałem też w internacie w Poznaniu. Przyszedłem jednak do Lecha przede wszystkim dlatego, że chciałem dalej rozwijać się sportowo i iść w kierunku profesjonalnej piłki. Wiedziałem też, że dobre występy i rozwój w Lechu mogą w przyszłości otworzyć mi drogę do seniorskiego grania, tak jak się później okazało.
Miałeś wtedy poczucie, że w GKS-ie osiągnąłeś już pewien poziom i trudniej będzie ci się dalej rozwijać?
— Trochę tak to wyglądało, chociaż przede wszystkim dostałem zaproszenie na testy do Lecha. To było chyba w listopadzie 2019 roku, mniej więcej pół roku przed moim przejściem do Akademii Kolejorza. Przyjechało około 40 chłopaków z całej Polski. Po tych testach, które opierały się głównie na grach piłkarskich, wyłoniono kilku zawodników, których zaproszono dalej. Wśród nich byłem ja.
W marcu następnego roku pojechałem już na kolejny, tygodniowy test do kategorii U-15, czyli do starszego rocznika, bo sam byłem wtedy jeszcze w U-14. Pracowałem z nimi przez pięć dni we Wronkach, w bazie treningowej Lecha. Później na dwa dni pojechaliśmy do Pragi, gdzie rozegraliśmy dwa sparingi — ze Slavią Praga i Banikiem Ostrawa, jeśli dobrze pamiętam. W pierwszym meczu strzeliłem gola, a w drugim miałem asystę. Od razu po tym weekendzie dostałem informację od trenerów Lecha, którzy później mieli prowadzić nasz rocznik U-15, że są zdecydowani, żeby mnie pozyskać. Powiedzieli, że jeśli ja również jestem zdecydowany, to zapraszają mnie do Wronek na nowy sezon.
Miałem już okazję zobaczyć bazę we Wronkach i wszystko obejrzeć na żywo, więc nie miałem większych obaw sportowych. Uznałem po prostu, że w Lechu będę miał większe możliwości rozwoju. Było tam więcej możliwości, lepsze warunki i przede wszystkim już wtedy funkcjonowała drużyna w CLJ, podczas gdy GKS dopiero walczył o awans do tych rozgrywek w kategorii U-15. To również miało znaczenie przy podejmowaniu decyzji.
Wspomniałeś o Lechu i testach. Czy pojawiały się wtedy również propozycje z innych klubów?
— Nie, szczerze mówiąc, nie pamiętam, żeby coś takiego się pojawiało. Tak jak wspomniałem, wszystko zaczęło się w listopadzie i z każdymi kolejnymi testami coraz bardziej skupialiśmy się na Lechu.
Spędziłeś w Lechu dwa sezony. To stosunkowo krótko, zważywszy, że trafiłeś tam jako 14-latek. Dlaczego tak się stało i czemu w 2022 roku zdecydowałeś się na Ruch Chorzów?
— Spędziłem najpierw sezon w U-15, który uważam za bardzo dobry, a później kolejny w U-17. Po tym czasie pojawiła się propozycja kontraktowa ze strony Lecha, ale po prostu nie dogadaliśmy się w kilku kwestiach dotyczących umowy. Dokładnie nie pamiętam już, o co chodziło. W każdym razie nie doszliśmy do porozumienia, a później też zacząłem trochę mniej grać. Z racji tego, że poprzednie dwa sezony wyglądały w moim wykonaniu dobrze, razem z agencją, z którą współpracowałem, zaczęliśmy szukać innych możliwości.
Pojawiła się opcja Ruchu Chorzów. Był też temat Warty Poznań, ale temat ostatecznie się wysypał. Z tego, co pamiętam, zmienił się dyrektor sportowy, chyba również trener i do transferu nie doszło.
Wybrałem Ruch. Uznałem, że choć będzie to duży krok, wejście do seniorskiej piłki w wieku 15 lat może być dla mnie dobrą furtką do poważnego futbolu i rozpoczęcia seniorskiej kariery. Nie zakładałem oczywiście, że od razu będę dużo grał, ale samo wejście do seniorskiej piłki było dla mnie bardzo ważne.
Duże znaczenie miało też to, że Ruch był blisko mojego domu. Pochodzę z Katowic, więc miałem tam około pół godziny drogi. Dzięki temu mogłem być na miejscu, korzystać ze współpracy z trenerem przygotowania motorycznego, a w razie potrzeby mieliśmy też z rodzicami dużo łatwiejszy kontakt. Było to więc dla mnie komfortowe rozwiązanie, a jednocześnie duży i ważny krok w świecie seniorskiej piłki.
Przeszedłeś do Ruchu i w pierwszej rundzie dostałeś bardzo mało minut. Później jednak trafiłeś na wypożyczenie do Odry Wodzisław Śląski. Patrząc z perspektywy czasu, chyba był to strzał w dziesiątkę?
— Generalnie wiedzieliśmy, że nie będę od razu dużo grał w Chorzowie. Po pierwsze ze względu na wiek, a po drugie dlatego, że musiałem się jeszcze trochę obyć z seniorskim futbolem. Dostałem debiut, później jeszcze jeden występ, a także zagrałem w Pucharze Polski. Były to jednak ogony.
Później pojawiło się wypożyczenie do Odry. To był dla mnie kolejny fajny krok, bo mogłem regularniej grać w seniorskiej piłce. Była to wtedy trzecia liga. Co prawda sezon nie skończył się dla nas dobrze, bo spadliśmy z ligi, ale indywidualnie uważam, że był to bardzo dobry etap i kolejny krok w moim rozwoju.
Wróciłeś do Ruchu. Sezon 2023/24 był jeszcze trochę zapoznawczy, ale kolejny — 2024/25 — miałeś już kapitalny – 25 występów i sześć goli. To chyba najlepszy sezon w twojej dotychczasowej karierze?
— Tak, dokładnie. Sezon 2023/24 był ekstraklasowy, bo Ruch wywalczył awans, kiedy byłem na wypożyczeniu w Odrze. Po powrocie udało mi się jednak złapać siedem meczów, z czego chyba dwa czy trzy od pierwszej minuty.
Strzeliłem też wtedy pierwszego gola w barwach Ruchu w Ekstraklasie, przeciwko Radomiakowi. To był moment, który bardzo mnie napędził. Uświadomiłem sobie, że skoro jestem w stanie trafić do siatki w najwyższej lidze w Polsce, to przy dalszej pracy i jeszcze większym zaangażowaniu mogę osiągnąć więcej.
Sezon 2024/25 w pierwszej lidze był już dla mnie przełomowy. Na początku również nie dostawałem zbyt wielu szans, ale później przyszedł do nas trener Szulczek. Pierwsza bramka otworzyła worek z kolejnymi golami.
I wtedy pojawił się temat transferu do Lecha. Kiedy usłyszałeś, że Kolejorz jest zainteresowany i że ten transfer może dojść do skutku, jakie były twoje pierwsze myśli? Byłeś od razu na tak czy pojawiły się jakieś obawy?
— Nie będę ukrywał, że kiedy odchodziłem z Akademii Lecha, nie zakładałem, że kiedyś może pojawić się możliwość powrotu. Byłem bardzo zaskoczony, a z drugiej strony – szczęśliwy.
To bardzo duży klub, jeden z największych w Polsce. Grają tam zawodnicy z naprawdę wysokim poziomem i dużym doświadczeniem, jak Ishak czy Palma. Sama możliwość trenowania z nimi i rywalizowania o miejsce w składzie była dla mnie czymś bardzo pozytywnym.
Chciałem dostać szansę, pokazać coś od siebie i przede wszystkim rozwijać się. Grając i trenując z lepszymi od siebie zawodnikami, też można zrobić duży krok do przodu.
Miałeś możliwość treningów z pierwszym zespołem, dostałeś nawet debiut w eliminacjach Ligi Europy, ale pierwsze pół roku spędziłeś głównie w rezerwach. Nie było lekkiego zawodu, że nie dostałeś więcej szans w pierwszej drużynie?
— Nie, nie było zawodu. Trochę plany pokrzyżowała mi kontuzja, zaraz po obozie przygotowawczym. Wcześniej dochodziły do mnie sygnały z różnych stron, że bardzo fajnie wyglądam i dobrze się odnalazłem.
Niestety po obozie naderwałem mięsień czworogłowy, przez co pauzowałem około miesiąca, a nawet trochę dłużej. Później zaczęły się już rozgrywki pucharowe i mecze co trzy dni, więc powrót po kontuzji był trochę trudniejszy. Grałem głównie w rezerwach i ciężko było mi ponownie wbić się do pierwszego zespołu po takim urazie, szczególnie że kadra była już skompletowana. Tak to po prostu wyglądało.
Pomysł wypożyczenia do GKS-u Tychy wyszedł ze strony Lecha, twojej czy był to wspólny pomysł? Jak to wyglądało?
— Pojawił się sygnał, że trzeba będzie szukać dla mnie wypożyczenia. Wtedy do Tychów przychodził trener Piszczek i rozmawialiśmy z nim razem z agencją.
Wiedziałem, jaka jest sytuacja w GKS-ie i że w tamtym momencie nie było najlepiej w tabeli, ale jednocześnie wiedziałem, że będzie to możliwość zagrania kolejnego sezonu w pierwszej lidze. Chciałem zdobyć kolejne doświadczenie, dołożyć trochę liczb i przygotować się w ten sposób do następnego sezonu, żeby walczyć w Lechu o minuty.
Oczywiście odbywały się rozmowy między klubami, a także między mną a jednym i drugim klubem. Tak naprawdę wszystko było dokładnie przegadane i ustalone.
Jak współpracowało ci się z trenerem Piszczkiem?
— To był krótki okres, ale trener Piszczek na pewno przekazał mi dużo wiedzy czysto piłkarskiej. Pomógł mi też pod kątem mojej pozycji — między innymi w kwestii ustawiania się w konkretnych sytuacjach czy różnych zachowań na boisku. Ogólnie wspominam tę współpracę pozytywnie.
A jak wyglądało to w szatni? Trener próbował tłumaczyć gorszą dyspozycję zespołu? Szukaliście przyczyn, analizowaliście, dlaczego wynikowo nie wszystko funkcjonuje?
— Jasne, że tak. Analizowaliśmy wiele różnych rzeczy. Były rozmowy indywidualne z poszczególnymi zawodnikami, ale też spotkania zespołowe.
Generalnie chyba nikt z tamtego zespołu nie jest w stanie jednoznacznie powiedzieć, co dokładnie poszło nie tak. Nikt z nas przecież nie chciał przegrywać. Wszyscy chcieliśmy dawać z siebie maksimum i zacząć wygrywać.
Kilka punktów uciekło nam też w pechowy sposób, między innymi w meczu ze Śląskiem Wrocław. Czasami po prostu jest tak, że jak nie idzie, to nie idzie i tyle.
Po powrocie do Lecha znowu nie było perspektywy, żebyś dostał więcej szans w pierwszej drużynie, stąd wypożyczenie do Odry Opole?
— Rozmawiałem z Lechem od razu po zakończeniu sezonu i pojawił się pomysł kolejnego wypożyczenia. Tym razem chodziło o to, żeby trafić do klubu, w którym będę w stanie regularnie grać w piłkę.
Trenerem Odry jest obecnie Łukasz Tomczyk i bardzo go cenię. Z tego, co wiem, Lech również uważa go za naprawdę dobrego szkoleniowca. Rozmawialiśmy więc między sobą i uznaliśmy, że będzie to dla mnie dobra opcja.
Tak miało być w Tychach, ale niestety nie udało się tego zrealizować. Mam nadzieję, że ten sezon będzie zdecydowanie lepszy i że moja dyspozycja, która mam nadzieję jeszcze trochę urośnie, otworzy mi furtkę do regularnego łapania minut w Lechu w następnym sezonie.
Czyli jesteś w stałym kontakcie z Lechem i rozmawiacie również o tym, co ma wydarzyć się później?
— Ogólnie wszystko odbywa się bardzo profesjonalnie. Były różne rozmowy dotyczące tego sezonu, ale też przyszłego sezonu i mojego powrotu do Lecha. Przede wszystkim zależy mi teraz na tym, żeby rozegrać cały sezon, zdobyć kolejne doświadczenie, zrobić trochę liczb i wrócić wtedy do Poznania w pełni gotowym. Zobaczymy, co się wydarzy.
Jakieś inne kluby pytały jeszcze o ciebie?
— Jakieś zapytania były, ale już nie pamiętam. Jednym z bardziej konkretnych tematów był Chrobry Głogów, ale ostatecznie poszliśmy w kierunku GKS-u Tychy.
Wspomniałeś o trenerze Tomczyku. Często rozmawiacie? Dostałeś od niego jakieś szczególnie ciekawe wskazówki?
— Tak, odbywamy rozmowy indywidualne. Można powiedzieć, że każdy z zawodników miał już kilka takich spotkań, bo są one organizowane regularnie, co tydzień, z wybranymi. Trener Tomczyk bardzo mocno stawia na rozwój piłkarzy, dużo podpowiada i na pewno pomaga nam pod względem sportowym.
Na tę chwilę jesteś zadowolony z transferu do Lecha? Nie masz obaw, że te pół roku w GKS-ie Tychy było trochę stracone albo że transfer do Kolejorza wydarzył się za szybko? Czy raczej czujesz, że to wszystko jeszcze się odbije i zaistniejesz przy Bułgarskiej?
— Niczego nie żałuję, Nie uważam, że pół roku w GKS-ie było stracone. Praktycznie cały czas grałem, więc zdobyłem kolejne doświadczenie na poziomie pierwszej ligi.
Jeśli chodzi o sam transfer do Lecha, również nie żałuję tej decyzji. Miałem okazję zobaczyć, jak wygląda ten futbol na wyższym, także międzynarodowym poziomie, i naprawdę przekonać się, z czym się to wiąże. Teraz wszystko zależy ode mnie i od mojej dyspozycji. To, jak będę się prezentował, będzie decydowało o tym, co wydarzy się dalej.
Lech stawia na młodych zawodników – część z nich opuszcza Polskę za wielkie pieniądze. Też chciałbyś się wypromować, a później trafić do jeszcze lepszej, zagranicznej ligi?
— Jasne, że tak. Po prostu gra się w piłkę po to, żeby gdzieś wypłynąć na, nazwijmy to, głębsze wody. Taki jest cel.
Reprezentacja – masz takie marzenia? Grałeś już w U-19, teraz jesteś w U-20. Liczysz na to, że stopniowo dojdziesz do U-21, a później może pierwszej reprezentacji?
— To też jest jedno z moich marzeń. Jeśli będzie taka możliwość, będę robił wszystko, żeby do tego dojść.
Oczywiście znaczenie będzie miało też to, ile i gdzie będę grał. Regularne występy są bardzo ważne.
Co twoim zdaniem musisz poprawić, żeby znaleźć się na radarze selekcjonera U-21, a później ewentualnie pierwszej reprezentacji?
— Na pewno chciałbym dorzucić trochę więcej liczb, szczególnie ze względu na moją pozycję, czyli „dziesiątkę”. Poza tym chcę po prostu cały czas robić swoje i ciężko pracować. Jeśli będą za tym szły liczby i dobra gra, to myślę, że prędzej czy później mogę znaleźć się na radarze selekcjonera. W piłce czasami naprawdę nie jest to taka długa droga.