Masłowski o nowym Widzewie: struktura płacowa, debiut Stolarskiego i oferta za Koulourisa
Po remisie z Legią dyrektor sportowy Widzewa zdradził kulisy zmian trenerskich, ujawnił nieudaną próbę pozyskania Koulourisa i zapowiedział nowy model finansowy, który ma zmienić klub z Łodzi.
Remis z Legią w niedzielnym klasyku był jednocześnie debiutem Mateusza Stolarskiego na ławce Widzewa. Łukasz Masłowski, dyrektor pionu sportowego łódzkiego klubu, pojawił się w programie Liga+Extra na antenie Canal+ Sport i szczegółowo opowiedział o kulisach ostatnich tygodni.
Masłowski nie ukrywał zadowolenia z pierwszego meczu pod wodzą nowego szkoleniowca. Jego zdaniem Widzew zaprezentował inny model gry, był zespołem nieco lepszym od Legii i grał na własnych zasadach. Jako symboliczną scenę wskazał 94. minutę, w której Jordi Garcia przebiegł 70 metrów na pełnym gazie, by zaatakować bramkę rywala. „To jest Widzew, jaki chciałbym widzieć – grający do końca o wygraną” – mówił, cytowany przez WidzewToMy.
Decyzja o rozstaniu z Danielem Vukoviciem zapadła we wtorkowy wieczór, ale klubowi zależało na tym, by nie generować chaosu w trakcie mikrocyklu treningowego. Dlatego zwlekano z ogłoszeniem, aż dogadano następcę. Masłowski podkreślił, że Vuković nie był oceniany przez pryzmat jednego spotkania. Chodziło o szerszy kontekst, przede wszystkim o różnice w wizji pracy. „Dobrzycki zatrudnił mnie po to, bym budował drużynę bardziej według swoich zasad” – wyjaśniał dyrektor sportowy.
Dlaczego akurat Stolarski? Masłowski przyznał wprost, że kluczowy był styl gry. Proaktywna filozofia nowego trenera jest mu bliska, a parallela z historią Adriana Siemieńca z Jagiellonii nie jest przypadkowa. Obaj nie byli wybitnymi piłkarzami, nie funkcjonowali w kręgu medialnym, ale konsekwentną pracą doszli do poziomu Ekstraklasy.
Sporo miejsca w rozmowie zajęły finanse. Widzew przeprowadził gruntowną przebudowę struktury płacowej. Nowi zawodnicy przychodzą na kontrakty z solidną podstawą wynagrodzenia, ale uzupełnioną o bardzo wysokie bonusy, które Masłowski określił jako jedne z najlepszych w lidze. Chodzi o to, by piłkarze byli „cały czas głodni” i angażowali się w projekt. Z tego samego powodu klub nie przebił oferty za Koulourisa. Masłowski zdradził, że prezes Dobrzycki pisał do niego z pytaniem, czy nie warto powalczyć o napastnika, ale odpowiedź była jednoznaczna: konsekwencja w strategii finansowej jest ważniejsza.
Dyrektor sportowy odniósł się też do możliwości właściciela. Ma świadomość, że Dobrzycki dysponuje dużym budżetem, lecz najpierw trzeba było uporządkować kadrę. Widzew miał zbyt wielu piłkarzy na wysokich kontraktach, którzy nie pasowali do filozofii szatni. Do końca okna transferowego klub musiał wypożyczać graczy, by w ogóle zmieścić się na liście zgłoszeniowej. Najtrudniejszym ruchem był transfer Zeqiriego, który według Masłowskiego „zasiedział się” i nie pasował do nowego projektu.
Temat tak zwanego podatku za bycie Widzewem, czyli zawyżonych cen, jakich żądali sprzedający od bogatego klubu, Masłowski skwitował krótko: od 1 lipca ten podatek już nie istnieje.
Jeśli chodzi o rywalizację w ataku, sytuacja Sebastiana Bergiera jest utrudniona, bo Stolarski gra jednym napastnikiem. Masłowski zapewnił jednak, że rotacja będzie zależeć od formy, stylu meczu i przeciwnika, a Bergier swoich minut i bramek się doczeka.
Pomimo kontuzji kilku jakościowych piłkarzy dyrektor sportowy nie ma wątpliwości co do potencjału składu. „Nasza kadra jest naprawdę mocna” – powtórzył, zapowiadając jednocześnie dalszą aktywność na rynku transferowym. Pod warunkiem, że każdy ruch mieści się w nowej filozofii klubu.