Jeremy Sochan w G League: debiut w Texas Legends

Sochan przed debiutem w G League: „Dlaczego miałbym się wściekać?”

Jeremy Sochan
fot. www.nba.com
Domyślna grafika
Jordi
2 minuty czytania

Pierwszy Polak z pierścieniem mistrza NBA szykuje się do gry na zapleczu ligi. Jeremy Sochan, wybrany z numerem jeden draftu G League przez Texas Legends, mówi o odkrywaniu siebie na nowo i nie zamierza użalać się nad utratą miejsca w najlepszej koszykówce świata.

Jeremy Sochan stanął przed dziennikarzami w nowej roli. Nie jako zawodnik NBA, lecz jako numer jeden draftu G League i gracz Texas Legends, klubu satelickiego Dallas Mavericks. W nocy z 8 na 9 listopada po raz pierwszy od wejścia do ligi w 2022 roku rozpocznie sezon poza najwyższym poziomem rozgrywkowym.

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Polski skrzydłowy nie zamierza jednak traktować tego jako degradacji. „Nie mogę się doczekać, żeby w jakimś sensie odkryć siebie na nowo. Ostatnie cztery lata to dla mnie wiele wzlotów i upadków. Dużo pozytywów, ale i negatywnych rzeczy” — powiedział 23-latek, cytowany przez DLLS Sports. Zadeklarował też, że w nowym zespole chce pełnić rolę lidera szatni.

Temat rozstania z Portland Trail Blazers Sochan skwitował krótko. Po podpisaniu niegwarantowanego kontraktu zdążył zagrać zaledwie cztery mecze przedsezonowe, po czym został zwolniony. „Dlaczego miałbym więc się wściekać na to, że zostałem zwolniony? Przejmować się tym, nad czym nie mam kontroli?” — pytał retorycznie.

Kluczowym obszarem do poprawy pozostaje rzut z dystansu. Przez cztery sezony w NBA Sochan trafił 142 z 497 prób zza łuku, co przekłada się na 28,6 procent skuteczności. Zapytany o aspekt gry, który chciałby natychmiast ulepszyć, nie wahał się ani sekundy. „Rzut. Chciałbym stać się takim strzelcem jak Stephen Curry, co byłoby niesamowite” — dodał z uśmiechem.

Droga Sochana do G League była kręta. W 2022 roku San Antonio Spurs wybrali go z dziewiątym numerem draftu. W kolejnych sezonach stopniowo tracił minuty, aż wypadł z rotacji. Przenosiny do New York Knicks przyniosły mu pierścień mistrza NBA jako pierwszemu Polakowi w historii, lecz rola w zespole była marginalna — 44 mecze sezonu zasadniczego ze średnimi 3,6 punktu i 2,4 zbiórki. Teraz w Legends będzie walczył o to, by ktoś z NBA znów po niego sięgnął. „Chciałbym ten etap wspominać jako największe błogosławieństwo dla mojej kariery” — oznajmił.

Źródło: DLLS Sports

Wybrane dla Ciebie