Hubert Hurkacz zwycięża z Zizou Bergsem – relacja z 1. rundy Australian Open 2026 – StolicaSportu.pl

Australian Open 2026. Hubert Hurkacz wraca do gry i pokonuje Zizou Bergsa

Hubert Hurkacz
fot. Keith Allison (Wikimedia CC 2.0)
Domyślna grafika
Marlena
20 stycznia 2026 11:12
4 minuty czytania

Już w pierwszym swoim meczu wielkoszlemowym po długiej przerwie spowodowanej kontuzją kolana Hubert Hurkacz pokazał, że wrócił do światowej czołówki. Spotkanie z Zizou Bergsem obfitowało w dramaturgię, długie wymiany i twardą walkę do ostatniej piłki – Polak przeszedł przez dwa wymagające tie-breaki, a przełamania były jak na wagę złota. Od niepewnego otwarcia i niewykorzystanych szans po dominację serwisową – to był tenisowy rollercoaster, w którym Hurkacz ostatecznie postawił kropkę nad i.

Hubert Hurkacz długo kazał czekać kibicom na powrót po urazie kolana, który wykluczył go z niemal połowy poprzedniego sezonu. Spokój, który deklarował przed startem Australian Open 2026, był jednak widoczny już od pierwszych wymian.

Na otwarcie meczu z Zizou Bergsem (43. ATP) – debiutującym w bezpośrednim starciu z Hurkaczem – Polak błyskawicznie wygrał swój serwis, popisując się asem już w pierwszej akcji. Ale Belg nie pozostawał dłużny: w pierwszym swoim gemie serwisowym był bezbłędny, mimo prowadzenia Hurkacza 30:0. Po obu stronach królowała precyzja podania, a wymiany kończone były często mocnym forhendem czy uderzeniem przy siatce.

Nerwówka pojawiła się w dziewiątym gemie: Belg wygrał dwa pierwsze punkty i zapachniało przełamaniem. Hurkacz jednak wykazał się odpornością; zaserwował asa, dołożył bekhendowy slajs oraz efektowne minięcie. Breakpointów w tej partii w ogóle nie było – prowadziło to prosto do tie-breaka. W kluczowej chwili, mimo szybkiego mini-breaka po rewelacyjnym returnie, Polak oddał przewagę prostym bekhendem. Było nerwowo: szereg niewymuszonych błędów i podwójny błąd serwisowy przy setbolu sprawiły, że to Bergs zgarnął pierwszego seta, a Hurkacz nie przypominał tenisisty z formy z United Cup.

Drugi set – dramaturgia tie-breaka

W drugim secie Hurkacz wciąż miał problem z utrzymaniem wysokiego procentu pierwszego serwisu. Już w drugim gemie musiał bronić dwóch breakpointów, choć skutecznie wybrnął z opresji. Belg grał coraz pewniej, zmuszając Polaka do dłuższych wymian – tu mieszanka forhandów i defensywnych slajsów była absolutnie kluczowa. Choć Polak doczekał się wreszcie okazji do przełamania w siódmym gemie, Bergs wybronił się prostotą i pressingiem. Znów rozstrzygał tie-break – tym razem Bergs sprezentował Polakowi mini-breaka podwójnym błędem serwisowym. Hurkacz zbudował przewagę (3:0), ale decydujące piłki były walką nerwów: setbola przy 6:4 nie wykorzystał, bo Belg popisał się kapitalnym defensywnym slajsem. Ostatecznie Hurkacz zamknął tie-breaka przy 8:6.

Przełamanie w trzecim secie – zwrot akcji

Pewność siebie wróciła do Polaka. Kolejne podania wygrywał bez straty punktu, a rywal równie mocno trzymał się serwisu. Przełom nastąpił w siódmym gemie: dwa głębokie returny dały Hurkaczowi break pointa, ale to jeszcze nie wystarczyło. Prawdziwe przełamanie przyniosły dopiero kolejne dwa gemy, gdy wykorzystał drugą szansę i – po niemal dwóch i pół godzinach walki – wygrał pierwszego gema przy serwisie Belgia. Set zamknął dwiema potężnymi „bombami” z podania – skończyło się 6:3 dla Hurkacza.

Decydujący czwarty set – fizyczna wytrzymałość i presja

Po krótkiej przerwie i konsultacji medycznej Bergsa Polak przejął inicjatywę. Głębokie returny, odważny kros bekhendowy i wymuszanie błędów – tempo zmieniało się jak w kalejdoskopie. Bergs, mimo problemów fizycznych, w pierwszym gemie zdołał się wybronić, ale przy stanie 3:3 Hurkacz docisnął gaz do dechy i rozstrzygnął najważniejszy gem serią asów – łącznie aż cztery wygrane serwisem. Decydujące przełamanie pojawiło się w siódmym gemie – Polak wykorzystał niepewność rywala i ustalił przewagę, którą dowiózł do końca. Ostatecznie wygrał 6:7(6), 7:6(6), 6:3, 6:3 po niemal trzyipółgodzinnej walce pod presją.

Teraz przed Polakiem kolejne wyzwanie – starcie w drugiej rundzie z Amerykaninem Ethanem Quinnem.

Źródło: Eurosport

Wybrane dla Ciebie