Sensacyjna porażka Huberta Hurkacza w II rundzie Australian Open
Hubert Hurkacz po świetnej inauguracji Australian Open nie zdołał sprostać zadaniu w II rundzie turnieju. Polak był wskazywany jako zdecydowany faworyt konfrontacji z nieopierzonym Ethanem Quinnem, lecz właśnie Amerykanin zaskoczył wszystkim od pierwszych piłek. Hurkacz, który miał przeważać doświadczeniem, musiał pogodzić się z bolesną porażką już po niespełna dwóch i pół godzinie, mimo chwilowych przebłysków dobrej gry. Przegrana 4:6, 6:7(5), 1:6 w Melbourne odbiła się echem w tenisowym środowisku.
Hubert Hurkacz po wygranej w I rundzie Australian Open wychodził na pojedynek z Ethanem Quinnem jako zdecydowany faworyt. Wszystko wskazywało, że Polak zmierza po pewny awans, ale młody Amerykanin miał na ten mecz własny plan. Od początku był wyraźnie odważny, nie zamierzał robić miejsca renomowanemu oponentowi. Już w czwartym gemie obronił dwa break pointy, budując pewność siebie. Chwilę później przełamał Hurkacza do zera i wyszedł na prowadzenie 4:2. Tę przewagę utrzymał do końca seta, nie pozwalając Polakowi nawet złapać oddechu.
Widać było, że serwis – dotychczas potężna broń Hurkacza – tym razem nie funkcjonuje na najwyższym poziomie. Zmuszony do dłuższych wymian, szybko napotykał na regularność Quinna, który raz po raz wchodził w agresywne zagrania przy siatce, odbierając inicjatywę. W drugiej partii nie oglądaliśmy żadnego przełamania, choć przy 4:4 Hurkacz mógł odetchnąć z ulgą, kiedy return Quinna minimalnie minął linię przy break poincie.
W tie breaku emocje sięgały zenitu. Hurkacz ruszył najlepiej, zdobywając mini breaka po akcji przy siatce, ale Quinn momentalnie odrobił stratę. Końcówka należała do Amerykanina – od 4-5 szybko wyszedł na prowadzenie i przy swoim setbolu zobaczyliśmy zacięty forhend Polaka, który pofrunął w aut. Gdy Hurkacz zobaczył wynik, złapał się za głowę – mecz wymykał się spod kontroli.
Od trzeciego seta było już można wyczuć wyraźne podcięcie skrzydeł liderowi polskiego tenisa. Pięć przegranych gemów z rzędu na dzień dobry. Dopiero szósty gem przyniósł pierwszy punkt dla Polaka w tej odsłonie, lecz sprawa była już praktycznie przesądzona. Quinn wyczuł moment, by całkowicie zamknąć mecz. Swobodnie serwował pod presją, a ostatnią piłkę meczu zakończył asem – podkreślając pełną dominację.
Statystyki są wymowne. Hurkacz mimo starań nie wykorzystał żadnego z 8 break pointów. Zanotował 9 asów, 23 zagrania kończące, ale aż 31 niewymuszonych błędów. Quinn odpowiedział 12 asami, posłał imponujące 41 winnerów, przy czym miał 32 błędy własne – ale kluczowe momenty zawsze padały jego łupem.
Quinn w pełni zasłużył na awans do III rundy, gdzie sprawdzi swoje możliwości przeciwko rozstawionemu Jakubowi Mensikowi.
Ethan Quinn (USA) – Hubert Hurkacz (Polska) 6:4, 7:6(5), 6:1