Raków pokonał Legię na jej terenie. Kwiatkowski bohaterem
Marek Papszun zaskoczył debiutem 16-letniego Stępniewskiego w wyjściowej jedenastce, ale to jego były klub zabrał z Łazienkowskiej komplet punktów. Druga połowa eksplodowała pięcioma golami w niespełna 20 minut.
Papszun zaskoczył przed tym meczem, umieszczając w podstawowym składzie Franciszka Stępniewskiego. Szesnastoletni ofensywny pomocnik debiutował w barwach Wojskowych, co samo w sobie nadało spotkaniu z Rakowem dodatkowy wymiar. Trener Legii zmierzył się z klubem, który prowadził przez lata, a jednocześnie postawił na nastolatka, którego nikt w wyjściowej jedenastce się nie spodziewał.
Początek niedzielnego meczu okazał się wyjątkowo spokojny. Legia dominowała w posiadaniu piłki i cierpliwie budowała ataki pozycyjne, ale to Raków wychodził z kontrami. Już w 3. minucie Mahir Emreli uderzył tuż obok bramki. W 21. minucie częstochowianie wyszli na prowadzenie – Patryk Makuch wygrał pojedynek sam na sam z Otto Hindrichem po podaniu Frana Tudora.
Raków mógł odskoczyć jeszcze przed przerwą. Makuch niecelnie przymierzył z dystansu, potem dobijał w słupek po strzale Emrelego obronionym przez Hindricha. Po drugiej stronie Łukasz Zjawiński trafił w boczną siatkę. Szwarga zareagował w 32. minucie, ściągając kontuzjowanego Lamine'a Diaby-Fadigę – na boisku pojawił się Oliwier Kwiatkowski, który potem odmienił obraz tego meczu.
Druga połowa rozpoczęła się od zmian u gospodarzy – Stępniewski ustąpił miejsca Wahanowi Biczachczjanowi. W 56. minucie Legia wyrównała. Rafał Augustyniak zagrał z autu w pole karne, Kacper Chodyna dopadł do odbitej piłki i bez przyjęcia, z czternastu metrów, precyzyjnie uderzył na dalszy słupek. Stadion na chwilę odżył.
Odpowiedź Rakowa była błyskawiczna i brutalna. Hindrich niedokładnie podał, częstochowianie przejęli piłkę, bramkarz Legii wprawdzie jeszcze obronił strzał Makucha, lecz Emreli odzyskał futbolówkę i zagrał do Ericka Otieno. Kenijczyk skutecznie wykończył akcję z lewej strony pola karnego, uderzając od słupka – 1:2 w 58. minucie. Zaledwie trzy minuty później było już 1:3. Otieno dośrodkował ze skrzydła, a wbiegający Kwiatkowski zamknął akcję klatką piersiową. Rezerwowy Rakowa nie potrzebował wiele czasu, żeby stać się bohaterem.
Biczachczjan szybko odrobił część strat. W 63. minucie Bohdan Wjunnyk wycofał do niego piłkę, a Ormianin oddał celny strzał z szesnastu metrów – znów od słupka do bramki, 2:3. Kilka chwil później Robert Deziel Junior skutecznie główkował po dośrodkowaniu Damiana Szymańskiego z rzutu rożnego, lecz po interwencji VAR-u gol nie został uznany. To był moment, który mógł odwrócić losy spotkania, a zamiast tego pogrzebał resztki nadziei warszawian.
W 72. minucie Kwiatkowski przypieczętował wygraną Rakowa. Emreli został zablokowany, piłka trafiła pod nogi rezerwowego, a ten z bliska uderzył pod poprzeczkę – 2:4 i drugie trafienie wchodzącego z ławki pomocnika.
Dla Papszuna to bolesna porażka z klubem, z którym budował markę w Ekstraklasie.