Radomiak rozbił Cracovię 3:0. Koncert pod batutą Feio
Cracovia zanotowała lodowaty prysznic w starciu z Radomiakiem Radom. Gospodarze właściwie nie zostawili złudzeń, rozkładając Pasy na czynniki pierwsze i wygrywając bardzo pewnie 3:0. Zespół Jacka Zielińskiego nie miał żadnych argumentów – wystarczy przytoczyć, że do przerwy nie oddał nawet celnego strzału, a najaktywniejsi ofensywni gracze całkowicie zniknęli na tle szczelnej obrony rywala.
Zespół Cracovii wpadł ewidentnie w dołek. Ledwie jedno ligowe zwycięstwo w sześciu ostatnich spotkaniach – wylicza to bezlitośnie bilans, a przecież jeszcze niedawno krakowski klub zaskakiwał wszystkich ofensywną werwą. Tym razem na stadionie Radomiaka rzeczywistość okazała się bardzo brutalna. Goście nie istnieli pod bramką gospodarzy, a Radomiak krok po kroku narzucał swój styl gry.
W pierwszej połowie Cracovia właściwie nie trafiła nawet w światło bramki – zero celnych prób, zero konkretów. Zawodnicy, na których liczono w ataku, jak Stojilković, nie potrafili się odnaleźć, a duet Klich – Hasić kompletnie nie istniał. Z potencjalnej przewagi zostało tylko rozczarowanie, bo choć można by się spodziewać energicznego naporu, Pasy przypominały raczej ekipę z przypadku. Chyba nawet sam Hasić nie spodziewał się, że zostanie odesłany do pionu przez Kingue, który wypunktował go w kluczowej sytuacji jak doświadczony profesor.
Kibice mogli się zastanawiać, czy goście nie będą tłumaczyć się terminarzem – kończyli poprzednią kolejkę w poniedziałek, grali już w piątek. Usprawiedliwienie jednak nie tłumaczy tak bezbarwnej postawy. Zwłaszcza, że Radomiak, pod wodzą trenera Feio, wiedział doskonale, czego chce.
Pierwszy gol to pokaz wykorzystania boiskowych atutów – błyskawiczny Capita aktywnie wyprowadził akcję, a po chwili gospodarze cieszyli się z prowadzenia. Na tym nie poprzestali: doświadczony Alves obsłużył wrzutką Grzesika, który z zimną krwią podwyższył prowadzenie. Cracovia w tym czasie wyglądała, jakby grała pod prąd – nie tylko nie była w stanie odpowiedzieć, ale momentami wręcz nie wiedziała, co robić z piłką.
To, co zdarzyło się dalej, tylko potwierdziło ten obraz: rzut karny na zakończenie, mogło być nawet wyżej, bo po mocnym strzale Kingue gości ratował jeszcze Madejski, a Capita zaprzepaścił dogodną okazję po centrze Ouattary. W całym meczu Pasy poruszały się chaotycznie, było widać brak pomysłu zarówno w ataku, jak i obronie. Końcówka upłynęła pod znakiem niezgrabnych dośrodkowań i rozpaczliwych prób, które tylko pogłębiły wrażenie bezradności.
Powrót trenera Feio do Ekstraklasy wypada więc aż nadto udanie. Po zwycięstwie nad Lechią przyszedł czas na pewne ogranie Cracovii – i to bez żadnych kontrowersji. Zespół Radomiaka wygląda na dobrze poukładany, a Pasy muszą poszukać nowych rozwiązań, bo ten mecz obnażył ich bolączki do bólu dosadnie.
Radomiak Radom - Cracovia 3:0 (0:0)
1:0 Capita 48
2:0 Jan Grzesik 64
3:0 Roberto Alves 90+2-karny
Radomiak: Filip Majchrowicz - Zie Ouattara, Steve Kingue, Adrian Dieguez (87' Jeremy Blasco), Jan Grzesik - Vasco Lopes (72' Abdoul Tapsoba), Ibrahima Camara (72' Michał Kaput), Roberto Alves, Rafał Wolski (61' Romario Baro), Capita (72' Elves Balde) - Maurides.
Cracovia: Sebastian Madejski - Dominik Piła, Bosko Sutalo (74' Brahim Traore), Gustav Henriksson, Oskar Wójcik, Mauro Perković - Otar Kakabadze (46' Martin Minczew), Mateusz Klich, Mikkel Maigaard (62' Amir Al-Ammari), Ajdin Hasić (61' Michał Rakoczy) - Filip Stojilković (79' Kahveh Zahiroleslam).
Żółte kartki: Roberto Alves, Tapsoba (Radomiak) oraz Piła, Traore (Cracovia).