Mateusz Klich szczerze po czerwonej kartce w derbach Krakowa. "Głupota"
„Emocje wzięły górę” – Mateusz Klich bez ogródek ocenił swoją czerwoną kartkę w pamiętnych derbach Krakowa. Wisła prowadziła z Cracovią, gdy w samej końcówce Klich zdecydował się na brutalny faul, za co od razu wyleciał z boiska. Pomocnik nie krył, że nie miał innej opcji na zatrzymanie rywala, choć jako doświadczony zawodnik powinien postąpić inaczej. "Nie chciałem, żeby strzelili trzeciego gola" – podkreślił. Po meczu nie próbował się tłumaczyć, przyznając, że to był po prostu głupi błąd.
Mateusz Klich nie owijał w bawełnę, gdy przyszło do komentowania swojego ostatniego występu w derbach Krakowa. W samej końcówce spotkania pomiędzy Wisłą Kraków a Cracovią – przy stanie 2:1 dla gospodarzy – pomocnik „Pasów” zdecydował się na bardzo ostry, wręcz brutalny faul na pędzącym Jeremiem Guillemenocie.
W 93. minucie, gdy Wisła mogła wykończyć kontratak, Klich nie kombinował: po prostu kopnął rywala, przerywając akcję bez pardonu. Sędzia Szymon Marciniak nawet się nie wahał i od razu odesłał doświadczonego pomocnika do szatni z czerwoną kartką.
Chwilę po końcowym gwizdku Klich nie kluczył: emocje wzięły górę. – Chciałem zatrzymać kontrę, emocje wzięły górę. Było, wydarzyło się – przyznał przed kamerami. Wprost zaznaczył, że jako zawodnik z takim doświadczeniem nie powinien podejmować takich decyzji, ale – co tu kryć – nie widział innego sposobu na zatrzymanie przeciwnika. Nie chciał dopuścić do sytuacji, w której 'Biała Gwiazda' zdobyłaby trzeciego gola.
Nie powinienem tego zrobić, jestem doświadczonym zawodnikiem. Ale też nie miałem innej okazji, żeby go zatrzymać. Nie chciałem, żeby strzelili nam trzeciego gola. Nie ma, co tu komentować. Każdy widział, że to była głupota
Klich podsumował, że do tej pory radził sobie dobrze podczas derbów i trzymał nerwy na wodzy, lecz w tej jednej chwili zwyciężył instynkt.
Po tej konfrontacji Cracovia zajmuje dopiero trzynaste miejsce w tabeli. Po przerwie reprezentacyjnej piłkarzy czeka wyjazdowy mecz z Jagiellonią – i pewne jest, że Klicha tam nie zobaczymy.