Jelena Rybakina w finale WTA Finals po walce z Jessicą Pegulą
Jelena Rybakina wywalczyła awans do finału WTA Finals 2025 po znakomitym, pełnym dramaturgii meczu przeciwko Jessice Peguli. Pojedynek w Rijadzie toczył się w szalonym tempie, a spotkanie obfitowało w serie przełamań oraz zwroty sytuacji, które trzymały kibiców w napięciu do ostatnich piłek. Przegrany pierwszy set i kontuzjowany bark nie zniechęciły Rybakiny, która ostatecznie przełamała Amerykankę i wygrała 4:6, 6:4, 6:3.
Jelena Rybakina pokazała żelazne nerwy w spotkaniu półfinałowym WTA Finals z Jessicą Pegulą, choć to nie ona weszła w ten mecz najlepiej. Obie zawodniczki przywiozły do Rijadu znakomitą formę: Rybakina z serwisem jak armata i ogromną pewnością siebie po ograniu m.in. Igi Świątek w grupie, Pegula zaś błyszczała regularnością i fenomenalnym returnem. Statystyki i bezpośrednie starcia przemawiały za Amerykanką (3:1 przed tym meczem), lecz tenis to gra detali i dyspozycji dnia.
Pierwszy set faktycznie padł łupem Peguli. Jej return szybko okazał się kluczem do przełamań serwisu Rybakiny – niełatwego zadania, bo Kazaszka w całym sezonie praktycznie nie traciła podań. Amerykanka dwukrotnie urwała się z prowadzeniem, a choć raz od razu oddała przewagę, to przy kluczowym przełamaniu wytrzymała presję, wybroniła 40:40 i wygrała partię 6:4. W tym wszystkim Rybakina walczyła z bólem barku, który wyraźnie ją ograniczał, choć nie złamał ducha walki.
Początek drugiego seta zwiastował zmianę. Rybakina poprawiła jakość pierwszego podania i przestała popełniać proste błędy. Pegula natomiast nie utrzymała koncentracji – już na początku partii musiała bronić trzech break pointów i choć wtedy się wybroniła, to chwilę później nie uciekła spod topora. Straciła serwis na 1:2 i coraz częściej dawała upust frustracji. Wydawało się, że Kazaszka ma wszystko pod kontrolą, lecz serwując na seta przy stanie 5:3, nagle zaczęła się gubić. Podwójny błąd serwisowy, forhend w trybuny i Pegula odrobiła straty. Ale kolejny gem znów przyniósł przełamanie – tym razem fatalnie zagrała Amerykanka, nie wykorzystując dwóch piłek na remis. Rybakina doprowadziła do wyrównania, wygrywając 6:4.
Trzeci set to już gra nerwów, szybkie wymiany i coraz częstsze pomyłki. Od szóstego gema zaczęły się prawdziwe szachy – Rybakina prowadziła 30:0 przy podaniu rywalki, aż wreszcie wykorzystała słabe drugie podanie Peguli i przełamała ją na 4:3. Wydawało się, że to już koniec emocji, lecz Kazaszka natychmiast pogubiła się przy własnym gemie. Amerykanka jednak nie zdołała utrzymać przewagi; kolejne przełamanie, mnóstwo nerwów, aż w końcu Rybakina postawiła na swoim. Zakończyła mecz asem i dwoma wygrywającymi podaniami, wygrywając ostatecznie 4:6, 6:4, 6:3 po ponad dwóch godzinach walki.
Szczególnie w końcówce wyraźnie widać było, kto zachował więcej spokoju i lepiej wytrzymał fizycznie maraton wymian. Pegula rzucała rakietę, a Rybakina serwowała jak za najlepszych momentów sezonu – atakowała bekhendem, dobrze rozrzucała rywalkę po korcie, nie bała się też ryzykować bliżej siatki. I to ta odwaga pozwoliła jej jako pierwszej zameldować się w wielkim finale WTA Finals 2025.