Historyczny finał WTA Finals. Jelena Rybakina lepsza od Aryny Sabalenki
W Rijadzie doszło do finału, który jeszcze przed pierwszym gemem elektryzował kibiców tenisowych na całym świecie. Jelena Rybakina i Aryna Sabalenka wyszły na kort w atmosferze godnej najważniejszych momentów sezonu. To Kazaszka, która jeszcze na początku turnieju nie uchodziła za faworytkę, zaskoczyła wszystkich niezwykłą dyspozycją serwisową i skutecznością w kluczowych momentach. Sabalenka, mimo wysokiego miejsca w rankingu i wcześniejszych prestiżowych zwycięstw, nie zdołała znaleźć odpowiedzi na twardą grę rywalki. Ostatecznie Rybakina sięgnęła po swój pierwszy tytuł WTA Finals w karierze, zapisując się w historii tego turnieju.
Atmosfera w hali w Rijadzie przed rozpoczęciem finału WTA Finals przypominała wielkie tenisowe święto. Wygaszone światła, okazały puchar ustawiony przy końcowej linii, a potem wyjście najpierw Jeleny Rybakiny, następnie Aryny Sabalenki – to wszystko podkręcało jeszcze emocje przed meczem dwóch najlepszych tenisistek tej edycji.
Choć patrząc na początek turnieju wydawało się, że faworytka jest jedna – obecna liderka rankingu, Sabalenka – szybka transformacja formy Kazaszki przywróciła równowagę na szali szans. Rybakina, po trudnych fazach grupowych i walce w półfinale z Jessicą Pegulą, zdołała wrócić do swojego bezlitosnego stylu gry. Jej imponujące serwisy i płaskie forhendy wywierały ogromną presję na każdej rywalce.
Obie tenisistki wciąż miały przed sobą szansę na pierwszy tytuł w „Turnieju Mistrzyń”. Sabalenka już pięciokrotnie próbowała przełamać tę barierę, a w pamiętnym finale trzy lata temu w Fort Worth uległa własnym nerwom i rywalce. Teraz prezentuje stabilność, która pozwoliła jej triumfować w największych imprezach, ale i tak w Rijadzie czekał ją poważny sprawdzian.
Decydujące momenty: serwis Rybakiny i przełamania
Przed pierwszą piłką sędzina Marija Čičak przeprowadziła tradycyjne losowanie, które wygrała Rybakina i od razu wybrała serwis. To był, jest i pewnie długo jeszcze pozostanie jej największy atut – gdy Kazaszka trafia pierwszym podaniem, większość tenisistek na świecie praktycznie zostaje bez argumentów. Tak właśnie rozpoczęła mecz, pewnie wygrywając pierwsze serwisowe gemy.
W trzecim gemie pojawił się jednak pierwszy zgrzyt – Sabalenka miała okazję na przełamanie, ale wypuściła szansę, co pozwoliło rywalce odskoczyć na 3:2. Niedługo potem to Rybakina „złamała” liderkę rankingu, wywalczyła breaka i obroniła przewagę mimo dużej presji ze strony Sabalenki. Ta wyglądała na zaskoczoną siłą i skutecznością przeciwniczki, która jeszcze niedawno przegrywała z nią bez większej historii w Wuhanie.
Po niespełna godzinie na tablicy z wynikami pojawiło się 6:3 dla Kazaszki. Jej statystyki – aż 16 winnerów i tylko 10 niewymuszonych błędów – stanowiły argumenty nie do podważenia.
Próby powrotu Sabalenki i bezbłędny tie-break Rybakiny
Między setami Sabalenka udała się do szatni – rzadki ruch z jej strony, sygnalizujący emocjonalny ciężar sytuacji. Na korcie próbowała zmieniać taktykę, ale Rybakina nie zamierzała zwalniać. W jej własnych gemach serwisowych traciła ledwie pojedyncze punkty. Dopiero w końcówce tej partii Sabalenka potrafiła odrobić fragment przewagi, doprowadzając do tie-breaka.
Prawdziwy popis dała tam jednak Rybakina. Już w pierwszej akcji uzyskała mini breaka, potem punktowała niemal bezbłędnie. Tie-break zakończyła wynikiem 7:0, a Sabalenka – słynąca przecież z odporności w decydujących momentach – nie zdobyła w nim nawet punktu. Takiego scenariusza nie przewidziałby chyba nikt.
Po dwóch setach w Rijadzie to Jelena Rybakina sięgnęła po swoje pierwsze zwycięstwo w WTA Finals, przełamując nie tylko liderkę rankingu, ale i własne napięcia sprzed tygodni.