Obrońcy rozstrzelali Everton. Arsenal dogonił Manchester City
Potknięcie Manchesteru City na Villa Park otworzyło drzwi, a Arsenal nie potrzebował nawet swoich napastników, żeby przez nie przejść. Dwa gole środkowych obrońców wystarczyły do dziewiątego z rzędu domowego zwycięstwa.
Ezri Konsa (na zdjęciu) potrzebował zaledwie siedmiu minut, żeby wpisać się na listę strzelców Arsenalu po raz pierwszy od letniego transferu. Zanim piłka wpadła do siatki, Arsenal zdążył rozegrać rzut rożny, Martin Odegaard dośrodkował w pole karne, Gabriel Magalhães uderzył głową w poprzeczkę, a Everton nie potrafił wybić piłki. Konsa dobił ją z bliskiej odległości i pokonał Jordana Pickforda.
Kilka godzin wcześniej Manchester City niespodziewanie przegrał 1:2 z Aston Villą. Mikel Arteta wiedział więc dokładnie, co stoi na szali. Dokonał pięciu zmian w składzie po środowym remisie 2:2 z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów, ale jego drużyna od pierwszego gwizdka dominowała na Emirates Stadium. Stałe fragmenty gry były największym zagrożeniem dla Evertonu, a okazje mieli też Eberechi Eze i Noni Madueke. Bramkarz David Raya miał spokojny wieczór, bo goście praktycznie nie potrafili zagrozić jego bramce. Thierno Barry pozostawał kompletnie odcięty od podań.
Drugi cios przyszedł w 68. minucie i znów za sprawą obrońcy. Ben White posłał precyzyjne dośrodkowanie z prawej strony, a Gabriel wygrał powietrzną walkę w polu karnym i głową zamknął mecz. Dwa gole stoperów, czyste konto z tyłu i dziewiąte z rzędu domowe zwycięstwo.
Arsenal zrównał się punktami z Manchesterem City na szczycie tabeli Premier League. Skuteczność londyńczyków nie zachwycała, ale tego wieczoru liczyło się przede wszystkim jedno: nie zmarnować prezentu, który kilka godzin wcześniej przyszedł z Birmingham.
Arsenal – Everton 2:0 (1:0)
1:0 Ezri Konsa 7
2:0 Gabriel Magalhaes 68