Liga Mistrzów. Arsenal demoluje Atletico! Zabójcze sześć
Arsenal w drugim kwadransie drugiej połowy wjechał w Atletico Madryt z impetem, strzelając aż trzy gole w sześć minut. Madrytczycy przez moment wyglądali jeszcze na groźnych, ale w kolejnych akcjach rozklejała ich każda ofensywa gospodarzy. Rywale Diego Simeone do przerwy potrafili zamknąć wynik na 0:0, jednak po zmianie stron nastąpiła kanonada, która na długo zapadnie w pamięć kibicom w Londynie.
Spotkanie Arsenalu z Atletico Madryt zapowiadało się na jedno z ciekawszych starć tej kolejki Ligi Mistrzów. Obie drużyny do tej pory nie zaznały jeszcze porażki w fazie grupowej i liczyły na podtrzymanie tej serii. Pierwsza połowa przyniosła sporo walki, niewiele klarownych sytuacji — od początku tempo podkręcali Saka i Eze, ale londyńczycy długo nie potrafili zamienić inicjatywy na bramki. Najsolidniejsza okazja pojawiła się po rykoszecie i strzale Eze, lecz piłka ostatecznie obiła tylko poprzeczkę, a dobitka Rice’a została zablokowana.
Emocje kipiały jednak nie tylko na trybunach — w 25. minucie to Atletico mogło sprawić sensację, kiedy Raya popełnił błąd przy linii bocznej, a Alvarez próbował wykorzystać pustą bramkę. Gospodarze odetchnęli, bo piłka minęła słupek. Chwilę później Martinelli pokonał bramkarza madrytczyków, lecz sędzia od razu odgwizdał spalonego. Do przerwy utrzymał się więc bezbramkowy remis, choć już wtedy zwiastowało to pianie się napięcia.
Po zmianie stron tempo podkręciło się, a goście z Hiszpanii doszli do groźnej sytuacji — Alvarez huknął w poprzeczkę z okolicy szesnastki. Arsenal jednak nie zamierzał tylko odpowiadać, a w 53. minucie Gyokeres był już blisko pokonania Oblaka. Kluczowy moment przyszedł jednak dokładnie pięć minut później.
W 57. minucie Gabriel Magalhaes oderwał się w polu karnym rywali po świetnym dośrodkowaniu Rice’a i otworzył wynik. To był sygnał do ataku. Atletico kompletnie się pogubiło, a „Kanonierzy” wrzucili piąty bieg: w 64. minucie Lewis-Skelly popędził odważnie, dograł do Martinellego, który nie dał szans Oblakowi. Dziewięćdziesiąt sekund później z lewej strony piłkę do Gyokeresa wyłożył Eze — Szwed tylko dołożył nogę i było już 3:0.
Niewiele później Gyokeres dołożył drugą bramkę, zamykając skuteczną akcję po rzucie rożnym. Atletico prezentowało się już fatalnie, nie mogąc złożyć choćby jednej sensownej akcji zaczepnej, a londyńczycy ciągle polowali na kolejne gole.
W końcówce jeszcze Gallagher próbował uratować honor madrytczyków, lecz piłka przeleciała obok słupka, a i tak był na pozycji spalonej. Wynik nie zmienił się do ostatniego gwizdka, a kibice Kanonierów mogli długo oklaskiwać swoich ulubieńców.
Przed zespołem Mikela Artety kolejny mecz z czeską Slavią Praga, natomiast Atletico w następnej kolejce spróbuje przełamać się przeciwko Royale Union Saint-Gilloise. Oba spotkania już 4 listopada, a po takim pokazie siły ze strony Arsenalu w Londynie nikt nie myśli o kalkulacjach — celem pozostaje pewny awans do fazy pucharowej.
Arsenal - Atletico 4:0 (0:0)
1:0 Gabriel Magalhaes 56
2:0 Gabriel Martinelli 64
3:0 Viktor Gyokeres 67
4:0 Viktor Gyokeres 70'
Arsenal: David Raya - Jurrien Timber (82. Ben White), Willam Saliba, Gabriel Magalhaes (72. Cristhian Mosquera), Myles Lewis-Skelly - Declan Rice, Martin Zubimendi (73. Christian Norgaard), Eberechi Eze (73. Ethan Nwaneri) - Bakayo Saka, Viktor Gyokeres (82. Mikel Merino), Gabriel Martinelli
Atletico: Jan Oblak - Marcos Llorente, Jose Maria Gimenez (63. Alex Baena), Robin Le Normand, David Hancko, Giuliano Simeone (72. Antoine Griezmann), Pablo Barrios, Koke (63. Conor Gallagher), Nico Gonzalez (63. Matteo Ruggeri) - Alexander Sorloth (72. Thiago Almada), Julian Alvarez