Infantino ma rywala przed wyborami w 2027 roku
Były obrońca Tottenhamu i reprezentant Szwajcarii formalnie zgłosił chęć ubiegania się o schedę po Giannnim Infantino. To jego drugie podejście do tematu – w 2015 roku wycofał się tuż przed startem.
Ramon Vega formalnie wszedł do gry o fotel prezydenta FIFA. Były szwajcarski obrońca, który w trakcie kariery klubowej występował m.in. w Tottenhamie, Watfordzie i Cagliari, ogłosił kandydaturę w wyborach zaplanowanych na 18 marca 2027 roku. Tym samym jako pierwszy rzucił wyzwanie urzędującemu szefowi organizacji Gianniemu Infantino.
55-latek nie pojawia się w tym kontekście zupełnie znikąd. Już w 2015 roku przymierzał się do startu w wyborach, lecz ostatecznie się wycofał. Od zakończenia kariery piłkarskiej w 2003 roku budował pozycję w biznesie, inwestując w branżę hotelarską i jubilerską. W 2009 roku próbował przejąć Portsmouth, ale nie zdołał wykazać wystarczającego zabezpieczenia finansowego i transakcja nie doszła do skutku.
Ten epizod dobrze ilustruje problem, z jakim mierzy się kandydatura Vegi patrząc na nią czysto analitycznie. Wybory w FIFA to nie plebiscyt popularności wśród kibiców, lecz głosowanie 211 federacji członkowskich. Infantino przez dziewięć lat u władzy systematycznie budował sieć sojuszy, rozszerzał turnieje (Klubowe Mistrzostwa Świata z 32 drużynami, mundial z 48 zespołami) i zwiększał redystrybucję środków do mniejszych federacji. To fundament jego pozycji. Vega nie dysponuje ani porównywalnym zapleczem politycznym, ani udokumentowanym doświadczeniem w zarządzaniu strukturami piłkarskimi.
W swoim oświadczeniu Vega postawił na retorykę reformatorską:
„Piłka nożna należy do ludzi. Zero tolerancji dla tych, którzy sponiewierali pasję pięciu miliardów ludzi kochających piłkę nożną.”
Zapowiedział „fundamentalną zmianę” i „nową erę w futbolu”, podkreślając, że jego motywacją jest odpowiedzialność, a nie osobista ambicja. Hasła są szerokie, ale na tym etapie brakuje konkretnego programu, który mógłby przekonać niezdecydowane federacje.
Sam fakt zgłoszenia kontrkandydatury ma jednak pewną wartość. W 2023 roku Infantino został ponownie wybrany bez kontrkandydata, co spotykało się z krytyką części środowiska. Obecność choćby jednego rywala wymusi przynajmniej minimalną debatę o kierunku rozwoju FIFA. Do wyborów zostało blisko dwa lata i nie można wykluczyć, że pojawią się kolejni pretendenci z mocniejszym zapleczem niż były stoper Spurs.