Iga Świątek utrzymała 2. miejsce w rankingu WTA po Australian Open
Iga Świątek przez moment musiała liczyć się z możliwością utraty miejsca w czołówce światowego rankingu. Polka zakończyła udział w Australian Open na etapie ćwierćfinału, ale porażka Amandy Anisimovej pozwoliła jej zachować wiceliderkę WTA. Na szczycie wciąż bezdyskusyjnie rządzi Aryna Sabalenka. W tle nie zabrakło ciekawych szachów punktowych i walki o przetasowania tuż za plecami liderki.
Iga Świątek wjeżdżała do tegorocznego Australian Open ze świadomością, że musi bronić pokaźnej puli punktów za zeszłoroczny półfinał. W tym roku marsz Polki zatrzymała kapitalnie grająca Jelena Rybakina, która w ćwierćfinale odprawiła ją w zaledwie dwóch setach – najpierw 7:5, potem rozbiła 6:1. Ta porażka oznaczała dla Świątek konkretne skutki w rankingu WTA: odjęto jej 350 punktów, co daje obecnie sumę 7978 punktów.
Nie był to jednak koniec emocji dla polskich kibiców. Po tym jak Świątek przegrała, jej pozycja wiceliderki nie była przesądzona – do wyprzedzenia Polki potrzebny był jednak wielki sukces Amandy Anisimovej. Amerykanka mogła zepchnąć naszą tenisistkę na trzecią lokatę tylko w przypadku wygrania całego turnieju. Skończyło się jedynie na ćwierćfinale, bo Anisimova musiała uznać wyższość Jessiki Peguli (2:6, 6:7(1)). Oznacza to, że Świątek oddycha z ulgą – jej pozycja nie jest zagrożona, choć przewaga nad goniącymi zawodniczkami nieco się zmniejszyła.
Teraz po piętach depczą jej z jednej strony Rybakina – Kazaszka może wskoczyć na trzecie miejsce, jeśli zamelduje się w finale, a Pegula powalczy o jeszcze wyższą lokatę, gdyby zdobyła tytuł Australian Open. Tymczasem absolutną liderką klasyfikacji pozostaje Aryna Sabalenka, która ma już 10470 zgromadzonych punktów. Jeżeli Białorusinka ponownie dojdzie do finału, podbije ten rezultat do 10990, a zdobycie mistrzostwa dałoby jej imponujące 11690 oczek.
Gra punktami w rankingu WTA, podsycaną przez zmieniającą się formę tenisistek i wyniki w Melbourne, sprawia, że nawet zwycięstwo czy porażka w jednym meczu okazuje się mieć ogromną stawkę. Tym razem dla Świątek skończyło się dobrze – drugi stopień podium WTA na razie nie był dla niej zagrożony.