Aryna Sabalenka odpiera krytykę po meczu pokazowym z Nickiem Kyrgiosem
„Nie rozumiem, jak ludzie mogli znaleźć coś negatywnego w tym wydarzeniu” – mówi Aryna Sabalenka po kontrowersyjnym, pokazowym meczu z Nickiem Kyrgiosem. Pomimo zastosowania specjalnych zasad, spotkanie spotkało się z falą krytyki kibiców i ekspertów, uznających „bitwę płci” bardziej za rozrywkę niż autentyczną rywalizację sportową. Sabalenka przekonuje jednak, że widowisko przyciągnęło uwagę do tenisa i podkreśla swój profesjonalizm na korcie.
Aryna Sabalenka jeszcze przed zejściem z kortu w Dubaju wiedziała, że mecz z Nickiem Kyrgiosem przejdzie do historii jako coś więcej niż tylko pokazówka. Rozgrywane na specjalnych zasadach spotkanie ochrzczone mianem „bitwy płci” miało rozbudzić publiczność i przyciągnąć nowych fanów do tenisa. Zamiast wyłącznie braw, na Białorusinkę spadła nieoczekiwana fala krytyki.
Pojedynek rzeczywiście miał nietypowy charakter – kort po stronie Sabalenki został skrócony, a zarówno ona jak i Kyrgios serwowali tylko jeden raz, co miało teoretycznie wyrównać szanse. Sami organizatorzy dumnie zapowiadali wielkie emocje. W praktyce górą był Australijczyk, który ograł Sabalenkę 6:3, 6:3.
Mimo tego wyniku część środowiska tenisowego uznała wydarzenie za farsę. Wielu ekspertów, w tym była zawodniczka i komentatorka Rennae Stubbs, nie kryła swojego rozczarowania, sugerując, że cała konwencja miała wymiar wyłącznie marketingowy. W mediach społecznościowych przeważała opinia, że mecz niewiele miał wspólnego z prawdziwą rywalizacją na korcie.
Nie oglądałam ani jednego punktu, ale sądząc po pięciu minutach w internecie, bzdury pisane przez ludzi na ten temat są powodem, dla którego było to wydarzenie. Po co? Dla pieniędzy.
Nie tylko ona wyrażała sceptycyzm – Alize Cornet w rozmowie z francuskim radiem zasady meczu określiła wprost jako „kompletną głupotę”. Szczególne kontrowersje budził pomysł skracania kortu tylko dla jednej strony, co według wielu komentatorów zaburzało sens sportowej rywalizacji.
Aryna Sabalenka wyraźnie jednak nie zamierzała przyjmować takich zarzutów bez odpowiedzi. Po zakończeniu meczu podkreśliła, że „grała świetny tenis”, zwracając uwagę na widowiskowy przebieg i waleczność na korcie. Jednocześnie zauważyła, że rezultat wcale nie był tak jednostronny, jak mogłoby się wydawać:
– Nie rozumiem, jak ludzie mogli znaleźć coś negatywnego w tym wydarzeniu. Grałam świetny tenis. To był wciągający mecz i tak, on wygrał, ale pokazałam świetny tenis. To nie było 6:0, 6:0. To była świetna walka. Było to interesujące do oglądania. Przyciągnęło więcej uwagi do tenisa. Legendy oglądały ten mecz – skomentowała, cytowana przez sportskeeda.com.
Sabalenka przekonywała, że sam pomysł miał przypomnieć kibicom, że tenis może być także rozrywką, a nie tylko żelazną rywalizacją o punkty rankingowe. Jej zdaniem atmosfera i zainteresowanie wydarzeniem nie były wcale mniejsze niż podczas finałów Wielkiego Szlema: – Sądzę, że uwaga, którą zbudowaliśmy wokół tego wydarzenia, nie była mniejsza niż finał Wielkiego Szlema – podsumowała 27-letnia liderka światowego rankingu.
Przyjęcie tej inicjatywy w środowisku tenisowym pozostaje więc tematem otwartym, a Sabalenka, nawet przegrywając, nie zamierza rezygnować z promowania swojej dyscypliny w nietypowych formatach.