Barcelona rezygnuje z poszukiwań napastnika. Raphinha zostaje na dziewiątce
Trzy gole i asysta w dwóch pierwszych kolejkach La Liga. Brazylijczyk odpowiedział na boisku, zanim ktokolwiek zdążył zakwestionować decyzję Flicka o przesunięciu go na pozycję środkowego napastnika.
Julian Alvarez miał być tym brakującym elementem barcelońskiej układanki w ataku. Transfer z Atletico Madryt nie wypalił, a mimo to na Camp Nou nikt nie wpadł w panikę. Hansi Flick miał gotową odpowiedź: Raphinha na pozycji numer dziewięć.
Według „Diario Sport” to nie awaryjny plan B, lecz przemyślana decyzja. Niemiecki szkoleniowiec od dłuższego czasu przygotowywał Brazylijczyka do gry w centralnym sektorze ataku, dając mu coraz więcej swobody w środku boiska. Szybkość, ruchliwość i umiejętność wykańczania akcji sprawiają, że Raphinha oferuje zupełnie inny profil napastnika niż klasyczna dziewiątka, ale niekoniecznie gorszy.
I trudno z Flickiem polemizować, patrząc na liczby. Dwa pierwsze mecze sezonu 2026/27 w La Liga przyniosły Raphinhi trzy trafienia oraz asystę. Bramki padały zarówno przeciwko Elche, jak i Athletic Bilbao. Jak na kogoś, kto jeszcze niedawno operował przede wszystkim na skrzydle, to start wręcz idealny.
Barcelona nie zamierza też na finiszu letniego okna transferowego wykonywać nerwowych ruchów. Klub uznał, że kadra daje wystarczające zabezpieczenie pozycji środkowego napastnika. W razie potrzeby mogą tam zagrać Anthony Gordon, Hamza Abdelkarim czy Karim Adeyemi. Żaden z nich nie jest klasycznym snajperem, ale katalońska filozofia od lat faworyzuje mobilność nad statyczne czekanie w polu karnym.
O ile więc nie wydarzy się coś niespodziewanego w ostatnich dniach okna, Raphinha pozostanie pierwszym wyborem Flicka na dziewiątce. Argentyńczyk z Atletico przepadł, a Brazylijczyk najwyraźniej postanowił udowodnić, że nikogo szukać nie trzeba.