Alvaro Arbeloa wraca do wspomnień z Realu Madryt. „Zawsze będę wdzięczny”
Już na starcie nowego sezonu głośno zrobiło się o Alvaro Arbeloi. Dziś szkoleniowiec Fulham, kiedyś pierwszy trener Realu Madryt, nie owija w bawełnę i ujawnia, że jego więź z „Królewskimi” tylko się wzmocniła - mimo wyjazdu do Londynu.
Alvaro Arbeloa nie kryje emocji, patrząc wstecz na swoją przygodę z Realem Madryt. Choć dziś pracuje nad nowym projektem w Fulham, jego serce nadal mocno bije dla białej części Madrytu. Już pierwszy odcinek nowego sezonu programu Premier Corner by Guinness 0.0 na DAZN przynosi jasny przekaz – żaden wyjazd nie zmaże dwudziestoletniego związku ze „Stadionem Santiago Bernabeu”.
Trener Fulham, nawet na odległość, szczerze podkreśla: „Jestem Madridistą i zawsze będę. Nawet bardziej, gdy mam dziś przyjaciela, który prowadzi drużynę”. Mimo, iż minione miesiące jako pierwszy szkoleniowiec nie zawsze układały się jak w bajce, Arbeloa nie szuka wymówek. Przyznaje wręcz, że „prowadzenie Madrytu było ogromną lekcją i przeżyciem. Chciałbym, żeby poszło lepiej, dla klubu i kibiców, ale stało się, jak się stało” – samokrytyka, której w piłkarskim świecie ostatnio jak na lekarstwo.
Właśnie to silne przywiązanie wzmacnia także kształt nowego Fulham. Arbeloa dokłada tam kolejne cegiełki, budując zespół na młodych talentach gotowych do ciężkiej pracy. Szczególnie ceni zawodników, „którzy chcą się rozwijać i stawiają sobie wysokie wymagania”. Dlatego nieprzypadkowo na Craven Cottage trafił Gonzalo Garcia oraz Cesar Palacios – obaj to produkty madryckiej akademii. Nowy trener widzi w nich „niesamowity potencjał, ale też ambicję i charakter, jakiego wymaga od młodych w swoim projekcie”.
Nowe życie w Anglii to spore wyzwanie. Arbeloa nie ukrywa, że Premier League działa na wyobraźnię – to „liga najbardziej konkurencyjna i najczęściej oglądana na świecie”. Co skłoniło go do wyboru Fulham? Nastawienie władz klubu, jasny plan oraz chęć budowania ambitnej ekipy o ostrej, ofensywnej tożsamości. Arbeloa chce, by Fulham grało bezkompromisowo – z naporem po stracie piłki i odwagą w wysokim pressingu. Pierwszy mecz ligowy pokazał, że nie rzuca słów na wiatr – pokonał przecież Chelsea prowadzoną przez Xabiego Alonso.