Pazdan nie wróci do Krakowa. Prezes Hutnika postawił sprawę jasno

Pazdan wróci do Krakowa? Padła jasna deklaracja prezesa

MECZ DECATHLON - KANAL SPORTOWY MICHAL PAZDAN
fot. Marcin Szymczyk
Avatar użytkownika Maciej Ziółkowski
25 sierpnia 2026 10:00
9 minut czytania

Michał Pazdan mógł tego lata wrócić do Krakowa. Drugoligowy klub kontaktował się z byłym reprezentantem Polski, ale na razie nic z tego nie wyszło. Prezes Artur Trębacz zdradził kulisy rozmów i jasno postawił sprawę. – Próbowaliśmy raz, drugi, trzeci. To jest Hutnik Kraków, więc też nie będziemy się prosić – powiedział.

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Wywiad został przeprowadzony 21 sierpnia.

W drugiej lidze jesteście już od pandemicznego sezonu, czyli od kilku lat. Cały czas utrzymujecie się na tym poziomie rozgrywkowym. Czy w tym sezonie pojawiają się apetyty, żeby w końcu powalczyć o coś więcej?

– Nie wyznaczamy sobie górnolotnych celów, bo wiemy, jakie drużyny występują w naszej lidze i jakimi dysponują budżetami. Musimy odnajdywać się w naszych realiach i możliwościach, które jesteśmy w stanie sobie stworzyć.

Nasze założenie, odkąd pamiętam, jest zawsze takie samo: zdobywać jak najwięcej punktów i grać atrakcyjną piłkę dla kibiców. Tutaj nic się nie zmienia. Nie zakładamy sobie konkretnych celów, że mamy być w pierwszej piątce czy pierwszej dziesiątce.

Wiadomo, że celem minimum jest utrzymanie i to jest oczywiste. Liga jest bardzo wyrównana. Poprzednie sezony pokazały również, że budżety nie zawsze mają tutaj decydujące znaczenie. Zdarzało się, że z ligi spadały drużyny z największymi budżetami.

Trudno więc pozycjonować się inaczej niż poprzez walkę przede wszystkim o utrzymanie. Jeżeli uda się osiągnąć coś więcej, oczywiście będzie to dla nas dużym plusem.

Na razie jesteście liderem drugiej ligi, więc start jest naprawdę dobry.

– Jesteśmy liderem po czterech kolejkach, więc na pewno się tym nie zachłystujemy. W zeszłym sezonie zajmowaliśmy 1. miejsce po sześciu kolejkach, a później nasze losy potoczyły się różnie. Był nawet moment, w którym byliśmy zagrożeni spadkiem.

Po czterech kolejkach bardzo trudno cokolwiek wyrokować. Oczywiście bardzo cieszymy się z tych meczów, które rozegraliśmy, i z dziesięciu zdobytych punktów, bo tego już nam nikt nie odbierze. To wymarzony początek sezonu. Miejmy nadzieję, że dalej również będziemy równie dobrze i skutecznie punktować.

Na pewno przyjdą trudniejsze momenty. Liczymy jednak na to, że zespół będzie dobrze prezentował się przede wszystkim na boisku, a punkty za tym przyjdą.

Dobrze prezentuje się między innymi Oskar Zawada, który strzelił już cztery gole w tym sezonie. Wiadomo, że jest u was na wypożyczeniu. Czy docierają do was już sygnały, że inne kluby są zainteresowane tym zawodnikiem?

– To dopiero początek sezonu. Oskar był jednym z naszych priorytetów transferowych, więc znamy i cenimy jego wartość. Cieszę się, że jego potencjał piłkarski cały czas rośnie. To młody zawodnik.

Mamy świadomość, że jest u nas na wypożyczeniu. W umowie mamy również wpisaną kwotę odstępnego. Jest ona jak na nasze realia duża, natomiast mamy pewną możliwość, żeby powalczyć o tego zawodnika.

Na tę chwilę przede wszystkim Oskar i my skupiamy się na tym, żeby jak najlepiej prezentował się na boisku. Co wydarzy się później, zobaczymy. Jeśli coś miałoby się wydarzyć, to pewnie nie wcześniej niż przed zimą.

Jeśli chodzi o obecne okno transferowe, jesteście zadowoleni z dotychczasowych ruchów? Planujecie jeszcze jakieś transfery — przychodzące albo wychodzące?

– W piątek ogłosiliśmy jeszcze jeden transfer defensywnego pomocnika, zawodnika pozyskanego z KSZO – Filipa Laskowskiego. Generalnie, patrząc na tabelę, liczbę punktów, a także sposób gry, trudno być niezadowolonym z tych transferów. Na tę chwilę wygląda na to, że po raz kolejny udało nam się zakontraktować zawodników, którzy może nie dla wszystkich byli oczywistymi wyborami, natomiast przez nas zostali dobrze ocenieni pod kątem swojego potencjału.

Zawodnicy pokazują się z dobrej strony. Mam nadzieję, że utrzymają taką dyspozycję. Czekamy jeszcze na niektórych zawodników, ponieważ cały czas kontuzjowany jest Dudczenko, który nie zdążył jeszcze zaprezentować się naszym kibicom. Są więc jeszcze pewne rezerwy. Wydaje się, że okno było dobre, ale na jego pełne podsumowanie przyjdzie czas w dalszej części sezonu.

A macie jeszcze jakieś potrzeby? Jest pozycja, którą chcielibyście wzmocnić?

– Na tę chwilę, patrząc na to, jak gramy, prezentujemy się dobrze. Wiadomo jednak, że dobrych zawodników nigdy za wiele.

Niepewna, a raczej zmierzająca w kierunku odejścia, jest przyszłość Prusińskiego. Może się więc okazać, że będziemy potrzebowali jeszcze wzmocnienia w linii napadu. Z drugiej strony widać po pierwszych meczach, że bez niego również sobie radzimy. Strzelamy gole, można powiedzieć, że nawet sporo. Znaleźliśmy alternatywne rozwiązania, które pozwalają nam go zastąpić.

Na tę chwilę nie ma więc pozycji, którą musielibyśmy natychmiast wzmacniać. Oczywiście będziemy analizować rynek transferowy. Jeżeli pojawi się ciekawa kandydatura, z pewnością pochylimy się nad takim zawodnikiem.

Prusiński ma już ofertę?

– Tak, z pierwszej ligi. Dopóki nie dopniemy tego transferu, nie chciałbym wychodzić przed szereg. Myślę, że sprawa wyjaśni się na dniach i wtedy informacje będą już ogólnie dostępne.

Jesteście może w kontakcie z byłymi piłkarzami Hutnika, którzy mogliby wrócić do klubu?

Pewnie ma pan na myśli Michała Pazdana. Rozmawiałem z nim, również Krzysiek Świątek. Michał udzielił jednak później kilku wywiadów, z których jasno wynika, że druga liga nie za bardzo wchodzi w jego przypadku w grę. Wskazuje dwie drogi – Ekstraklasę lub 1. Ligę, albo zakończenie kariery. Dla nas jest to więc temat zamknięty.

Na razie pozostaje bez klubu. Zakładając, że jeszcze przez tydzień czy dwa będzie wolnym zawodnikiem, spróbujecie raz jeszcze?

– Próbowaliśmy raz, drugi, trzeci. To jest Hutnik Kraków, więc też nie będziemy się prosić. Daliśmy sygnał. Jeżeli druga strona nie wyraża większego zainteresowania, trudno. Żeby coś doszło do skutku, obie strony muszą tego chcieć. Dla nas temat się zamyka.

A czy był ktoś, kogo chcieliście pozyskać w tym oknie, ale ostatecznie się nie udało? Nie licząc Pazdana.

Oczywiście rozważaliśmy różne kierunki i było wielu zawodników, z którymi się kontaktowaliśmy. Nazwisk nie będę wymieniał. Było ich sporo. Jestem zadowolony z piłkarzy, których udało nam się pozyskać, więc w tym momencie nie ma sensu wracać do tych, których ostatecznie nie udało się sprowadzić.

Czy spoglądacie również na młodszych zawodników z większych polskich klubów, którzy mogliby trafić do was na wypożyczenie?

– Mamy takich zawodników. Jest Pietruszka z Rakowa, jest też młody obrońca Nweke z Górnika Zabrze. Takich piłkarzy również bierzemy pod uwagę. Zespół musi być jednak odpowiednio zbilansowany.

Swojej młodzieży również mamy sporo. Nasza filozofia budowania kadry zakłada grę młodymi zawodnikami, ale przede wszystkim chcemy stawiać na swoich piłkarzy. Zawodników sprowadzanych z zewnątrz traktujemy więc nie jako uzupełnienie kadry, ale jako realne wzmocnienia.

Oskar Zawada jest dobrym przykładem takiego rozwiązania. Jest młody i został do nas wypożyczony. Wydaje się, że kadra jest już odpowiednio zbilansowana.

Brakowało nam jeszcze defensywnego pomocnika, ale po piątkowym zakontraktowaniu Laskowskiego można powiedzieć, że ta luka również została wypełniona. Na tę chwilę kadra liczy 26 zawodników, więc jest naprawdę szeroka. Nie ma potrzeby sprowadzania kogoś na siłę. Jeżeli jednak pojawiłaby się naprawdę ciekawa kandydatura, na pewno byśmy się nad nią pochylili.

A czy po poprzednim sezonie chcieliście zatrzymać któregoś z zawodników, ale ostatecznie się nie udało?

W zasadzie każdy z zawodników dostał od nas propozycję przedłużenia kontraktu, oczywiście w granicach naszych możliwości. Część z nich się na to nie zdecydowała. Widać, którzy zawodnicy odeszli, a ewentualnie może do nich dołączyć jeszcze Prusiński.

Kilku ważnych zawodników opuściło klub. Daniel Hoyo-Kowalski jeszcze w trakcie sezonu podpisał kontrakt z Tychami. Odeszli również Kieliś i Urbańczyk, który zakończył karierę. Generalnie udało nam się utrzymać trzon zespołu i z tego jesteśmy zadowoleni. Widać, że dodanie do kadry nowej krwi na razie daje dobre rezultaty.

Ma pan jako prezes jakieś marzenie transferowe? Na przykład zawodnika, którego bardzo chciałby pan zobaczyć w Hutniku?

Powiem tak: nie chodzi o zawodników. Bardziej zależy mi na rozwoju całego klubu. Chciałbym, żebyśmy jako organizacja się rozwijali i byli w stanie wydostać się z drugiej ligi. Nie ukrywam, że chcemy to zrobić, ale nie możemy osiągnąć tego za wszelką cenę. Musimy bardzo mocno pilnować budżetu.

Jesteśmy w innej sytuacji niż praktycznie wszystkie pozostałe kluby w naszej lidze, ponieważ nie mamy bezpośredniej dotacji z miasta ani takiej finansowej „kroplówki”, która w dużej mierze podtrzymuje funkcjonowanie większości klubów. My musimy się bilansować i bardzo pilnować finansów.

Z tego wynikają nasze rozwiązania i taka, a nie inna strategia budowania zespołu. Nie wyklucza ona jednak ambicji sportowych. Takie ambicje oczywiście mamy. Chcielibyśmy przynajmniej awansować do pierwszej ligi, a w dalszej perspektywie również przypomnieć się w Ekstraklasie.

Wiadomo, że będzie to bardzo trudne, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Pokazały to również zespoły z naszej ligi, dysponujące niezbyt dużymi budżetami, które potrafiły się z niej wydostać. My również chcielibyśmy pójść tą drogą.

To słowo o budżecie. Ile obecnie wynosi?

– Podawaliśmy kwotę około 2,8 miliona złotych. Budżet klubu jest jednak rzeczą dość płynną, ponieważ zależy od wielu czynników, które rozstrzygają się dopiero w trakcie sezonu. Mam na myśli wpływy od sponsorów czy nie do końca przewidywalne przychody z praw telewizyjnych, które w drugiej lidze również są wypłacane, choć oczywiście w niewielkiej kwocie.

Dochody pojawiają się również z zakładów bukmacherskich. Tego typu wpływy nie są do końca znane i czasami mogą być dla klubów pewnym zaskoczeniem — pozytywnym albo negatywnym. Mniej więcej tak skrojone są jednak nasze koszty, że zakładamy, iż te 2,8 miliona złotych powinno nam wystarczyć.

Źródło: Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie