Marcin Borski: polscy sędziowie na równi pochyłej. „Środowisko się nie zreformowało”
Marcin Borski nie gryzie się w język, oceniając obecną kondycję polskiego sędziowania. Były arbiter międzynarodowy twierdzi, że środowisko sędziowskie znajduje się w poważnym kryzysie. „To równia pochyła, a błędy i konflikty tylko się mnożą” – mówi w rozmowie z WP SportoweFakty. Jego zdaniem powodem „zatrważającej liczby pomyłek” nie są dziś przestępstwa, a skostniałe struktury i brak otwartości na zmiany. Borski nie szczędzi słów krytyki zarówno dawnym, jak i obecnym liderom Kolegium Sędziów. Przez długie lata – jak podkreśla – marginalizowano zaangażowanych sędziów, a środowisko pozostaje zamknięte dla świeżych pomysłów.
Tak źle z sędziowaniem w polskiej piłce nie było od dawna – stwierdza Marcin Borski, wytykając narastające błędy i wewnętrzne spory wśród arbitrów. W rozmowie z Jarosławem Kolińskim dla WP SportoweFakty, były międzynarodowy sędzia nie owija w bawełnę: środowisko sędziowskie znalazło się na ostrym zakręcie, choć powody kryzysu nie przypominają już czasów afer korupcyjnych.
Borski zwraca uwagę, że rządy kolejnych szefów Kolegium Sędziów – od Zbigniewa Przesmyckiego po Tomasza Mikulskiego i obecnego Marcina Szulca – opierały się na zamkniętym, konserwatywnym modelu: „Mentalność wykuta w latach 90. i podejście, w którym władza spływa z góry od działaczy, nie pasuje już do dzisiejszego futbolu i wymagań młodych sędziów czy kibiców”. Borski nie ma wątpliwości, że skostniała struktura oraz powielanie tych samych schematów przez lata skutkują marazmem i brakiem gotowości do zmian.
Jego zdaniem nawet szkolenia – które za kadencji Szulca stały się powszechniejsze – nie wystarczą, jeśli nie idzie za nimi otwartość na dialog i realne kompetencje menedżerskie u liderów. Ostra selekcja wewnętrzna sprawia, że z Kolegium Sędziów usuwano ludzi nieskłonnych do konformizmu. Borski opowiada chociażby o Dawidzie Piaseckim czy Arturze Ciecierskim, którzy – wypchnięci ze środowiska – radzą sobie dziś znakomicie poza nim, bo jak mówi, „w tych ludziach została zabita pasja, ale paradoksalnie dziś funkcjonują lepiej”.
Przyczyny swojego odejścia Borski tłumaczył jawnym konfliktem z Przesmyckim i Mikulskim, podkreślając chęć reformy systemu szkoleniowego i wprowadzenia spójności z przepisami UEFA. Odpowiedzią – jak przyznaje – było wykluczanie go z prestiżowych meczów, notoryczne utrudnianie obowiązków czy nawet nękanie pod przykrywką mobbingu. Ujawnia też zaniedbania i niejasności przy finansowaniu koleżeńskiego funduszu pośmiertnego oraz naciski, by pozbyć się go ze struktur na Mazowszu.
W rozmowie pada jedna wymowna liczba – podczas jego kariery środowisko sędziowskie liczyło dziesięć tysięcy osób. Dziś – według Borskiego – ubyło nawet 30 procent arbitrów, a coraz więcej młodych zniechęca się do tej roli. Mecze młodzieżowe coraz częściej odbywają się bez sędziów, a sędziowanie staje się zawodem nieatrakcyjnym i źle kojarzonym. Dodatkowo pojawiają się kolejne oskarżenia – jak te wysuwane przez Arkadiusza Kamila Wójcika o mobbing czy krytyka Pawła Sokolnickiego wobec obecnych metod szkolenia – co dobitnie pokazuje, że zjawiska patologiczne przestały być tematem tabu.
„Powiem inaczej: skostniała struktura, która się nie zreformowała i działa wciąż w ten sam sposób. (...) Przez lata środowisko sędziowskie było niechcianym dzieckiem, poletkiem, którego nikt nie chciał uprawiać”
Borski uważa, że prawdziwą reformę może przeprowadzić jedynie osoba spoza środowiska, ktoś z zewnątrz, kto nie jest uwikłany w istniejące układy. Przykładem ma być choćby Andrzej Strejlau, którego jako szefa Kolegium Sędziów wspomina najlepiej. Zaznacza jednak otwarcie – niewielu gotowych byłoby podjąć się tej roli, biorąc pod uwagę istniejące układy i presję zarządu PZPN.
Byłemu arbiterowi nie umyka też fakt, że Kolegium Sędziów Ekstraklasy to zamknięte grono, gdzie awans wymaga nie tylko umiejętności, ale też konformizmu i „wkupienia się” w grupę. Taka atmosfera przekłada się bezpośrednio na brak świeżej krwi, a co za tym idzie – odtwarzanie tych samych, nieskutecznych wzorców zarządzania.
Ostatecznie, mimo osobistych sympatii i lat spędzonych na boisku, Borski bez złudzeń zaznacza, iż aktualna sytuacja to równia pochyła – nawet jeśli nie wszystkie jednostki zasługują na krytykę, model sprawowania władzy musi się po prostu zmienić.