Xabi Alonso pod ścianą w Realu Madryt. Jeden mecz może zadecydować o jego losie
Alarm w Madrycie – Xabi Alonso może pożegnać się z Realem, jeśli nie pokona Alaves w najbliższym meczu. Po serii rozczarowujących wyników i utraconej przewadze w tabeli, presja zarówno ze strony kibiców, jak i wewnątrz szatni sięga zenitu. Dodatkowo, relacje z młodymi zawodnikami oraz zarządzanie drużyną wzbudzają coraz więcej kontrowersji. Czy minimalne potknięcie przesądzi o dalszych losach Baska w Madrycie?
Xabi Alonso znajduje się w sytuacji nie do pozazdroszczenia – jak donosi José Luis Sánchez w programie „Jugones La Sexta”, jeśli Real Madryt nie wygra w niedzielę z Deportivo Alaves, Bask może stracić pracę niemal z dnia na dzień. W ostatnich dniach atmosfera na Santiago Bernabeu zrobiła się naprawdę gorąca – porażki z Celtą i Manchesterem City u siebie rozbudziły niepokój na najwyższych szczeblach klubu.
Mimo niezłej postawy przeciwko ekipie Guardioli, Real ciągle nie jest drużyną, która przekonuje. Zwłaszcza fatalny występ z Celtą nie spodobał się kibicom – praktycznie brakowało sytuacji podbramkowych, drużyna nie miała pomysłu na grę. To nie pierwszy taki przypadek w tym sezonie. Zespół wpada w kryzys właśnie podczas najważniejszych spotkań. Jedyne wyraźne przebudzenie przyszło w Klasyku, który pozwolił Realowi odskoczyć na 5 punktów od Barcelony. Tyle że przewaga stopniała – teraz Królewscy są już 4 punkty za ekipą z Katalonii.
Bask doskonale rozumie, jak ogromne są oczekiwania w Madrycie. W końcu zna te realia z czasów, gdy sam był zawodnikiem Realu. Po przegranej z City wprost przyznał: „Jestem skoncentrowany na następnym spotkaniu, a nie myślę o mojej przyszłości. Najważniejszy jest Real Madryt – to nie jest kwestia jednej osoby, a całego zespołu. Dziś graliśmy z zaangażowaniem, w dobrym tempie i praktycznie bez dużych błędów. Chłopakom można tylko kazać walczyć do końca, wypruwać się i patrzeć do przodu z tym, co mamy”.
Porażki w starciach z Atlético Madryt (2:5), Liverpoolem (0:1), Manchesterem City (1:2), remisy z Rayo Vallecano, Elche czy Gironą, do tego ostatni blamaż z Celtą. Kibice mają już tego dość, ale ciekawostka – wielu z nich wciąż trzyma stronę trenera, skandując po meczu z City „Jesteśmy z tobą Xabi, bardzo cię kochamy”.
Z jednej strony to wsparcie może dodać otuchy szkoleniowcowi, ale narasta też krytyka dotycząca pracy z młodymi piłkarzami. Sytuacje takie jak ta z Endrickiem czy Gonzalo pokazują wyraźnie, że Alonso nie zawsze najlepiej radzi sobie z zarządzaniem kadrą. Zarówno Brazylijczyk, jak i wychowanek Realu pojawiają się na boisku rzadko, ale gdy tylko mają czas – błyskawicznie przyciągają uwagę. Gonzalo zabłysnął w Klubowych Mistrzostwach Świata, lecz po turnieju dostał od trenera niewiele szans. Z kolei Endrick miał epizody – jedenastominutowy występ w rozbiciu Valencii czy dziesięć minut z Manchesterem City, gdzie zresztą jego debiutancki strzał zatrzymał się na poprzeczce Donnarummy. Kibice nie mają wątpliwości – Bask nie był wobec niego do końca sprawiedliwy.
Napięcia w szatni i eksperymenty Xabiego Alonso
Bask przejął Real z wizją, że wniesie do zespołu więcej energii, a „rockandrollowy” styl gry rozrusza Bernabeu. Miały nadejść zmiany po epokach Carlo Ancelottiego, ale rzeczywistość okazała się bardziej złożona. Spora część ekipy nie była zachwycona jego metodami, zarówno intensywnością treningów, jak i analizami wideo przed spotkaniami. Po miesiącach codziennej pracy szatnia nadal nie jest przekonana.
Do tego dochodzą trudne momenty w zarządzaniu zespołem. Głośny był przypadek Federica Valverde – Alonso wystawił go na prawej obronie, mimo że Urugwajczyk przyznał publicznie, iż tam grać nie chce. Trener musiał później tłumaczyć się osobiście i podczas konferencji prasowej, a Valverde demonstracyjnie przestał się rozgrzewać przed meczem w Ałmaty. Konflikty nie ominęły też Viniciusa, który wielokrotnie siadał na ławce w lidze i w pierwszej kolejce Champions League, a po zmianie w Klasyku wyraźnie dał upust frustracji opuszczając boisko prosto do szatni. Co ciekawe, gdy napastnik publikował przeprosiny dla całego zespołu, celowo nie wspomniał w nich o swoim trenerze.
Xabi Alonso zdaje sobie sprawę, jak trudnym miejscem do pracy jest Real Madryt. Tutaj nie ma zbyt wiele czasu na wprowadzanie własnych pomysłów i na powolne dostosowanie się do szatni pełnej gwiazd i ludzi, którzy wygrali wszystko. Jednak to właśnie trener musi pokazać charakter, wyznaczać zasady i nie pozwolić, by to piłkarze narzucali warunki. Jeżeli już, Xabi musi stawiać na swoim – nawet za cenę, że przegra tę walkę po swojemu.