Fermin Lopez: Chcemy dotrzeć do finału i go wygrać
„Był moment, gdy myślałem: kurczę, jeszcze dwa i pół roku temu grałem w Linares, a dziś mam na koncie tyle tytułów z Barceloną. Wszystko dzieje się błyskawicznie” – przyznał Fermin Lopez, wracając pamięcią do swojego wyjątkowego 2025 roku.
Odwiedziny rodzinnych stron podczas przerwy świątecznej nie przeszkodziły Ferminowi Lopezowi w szczegółowej rozmowie podsumowującej rok pełen sukcesów. Pomocnik FC Barcelony, który świętował pierwsze tytuły zarówno z klubem, jak i kadrą narodową, nie ukrywa, że minione miesiące bardzo go zmieniły. „Musiałem szybciej dorosnąć, wszystko dzieje się w takim tempie, że nie zawsze masz czas docenić to, co osiągnąłeś. Dopiero w domu, będąc w łóżku, dociera do mnie, jak wiele się spełniło” – wyznał wychowanek La Masii.
Wspomnienia z parady mistrzowskiej mają dla niego szczególną wartość. „To był jeden z najlepszych momentów w 2025 roku – nie da się nawet opisać tej radości. Widziałem płaczących kibiców, poczucie wspólnego triumfu po latach posuchy. Bez wątpienia coś, czego się nie zapomina.” Jednak nie brakowało też rozczarowań – najboleśniejsze przyszło po półfinałowej porażce w Lidze Mistrzów z Interem Mediolan. „Cały klub i kibice żyli tym, że możemy wrócić do finału. To bolało szczególnie, gdy w tak krótkim czasie wszystko się rozmyło.”
„Jesteśmy bardzo konkurencyjni i spróbujemy ponownie. Chcemy wrócić do finału i wygrać. To nasze marzenie i cel – zdobyć Ligę Mistrzów”
Całkiem nowy wymiar otrzymała praca drużyny pod wodzą Hansiego Flicka. Fermin zwraca uwagę na spokój i konsekwencję Niemca w podejściu do zespołu: „Trener zawsze przekazuje pozytywne przesłanie, bez względu na okoliczności. Najważniejsze jest trzymać się razem i robić to, na co nas stać”.
Lopez ceni sobie zaufanie Flicka: „Wyznacza jasne zadania – intensywność, pressing, odwaga, ale i spokój w rozgrywaniu. To daje mi pewność, czuję się u niego bardzo komfortowo.”
Uniwersalność pozwoliła Lopezowi zaliczyć mecze praktycznie na każdej ofensywnej pozycji, choć przyznaje bez ogródek, że najbardziej lubi grać tuż za napastnikiem: „Po prostu cieszy mnie sama gra – czy to skrzydło, napastnik, czy dziesiątka. Ale to właśnie jako ofensywny pomocnik najpełniej wykorzystuję swoje atuty”.
Rywalizacja wewnątrz kadry jest odczuwalna, lecz według Fermina działa jedynie na korzyść drużyny. „Każdy daje z siebie wszystko, by przekonać trenera do siebie, ale panuje dobra atmosfera. To wzmacnia cały zespół.” W jego ocenie właśnie po porażkach z Realem Madryt i Chelsea drużyna zaczęła grać z większym charakterem, wracając do poziomu sprzed roku. „Takie dołki się zdarzają, sezon jest długi. Ważne, że reagujemy i idziemy dalej razem.”
Lopez nie ukrywa, jak kluczowa była powrotna obecność Raphinhi: „On kipiał energią, zarażał nią resztę. Widać było różnicę, gdy nie było go na boisku.” Grając obok takich zawodników jak Raphinha, Pedri czy Lamine Yamal, łatwiej pokazać swoje umiejętności – zdaniem Fermina to czysta przyjemność współpracy z piłkarzami tej klasy.
Z dystansem podchodzi do określania Barcelony mianem faworyta w La Lidze: „Nie patrzę na innych, skupiamy się na swoich zadaniach. Rywalizacja z Realem Madryt, jasne, zawsze jest wyjątkowa. Ale jeśli utrzymamy poziom, wyniki przyjdą na koniec sezonu.”
Cel na przyszły rok jest prosty: „Chciałbym, by 2026 był równie udany albo jeszcze lepszy. Marzy mi się kolejna Liga Mistrzów, walka o mistrzostwo świata i kolejne trofea.” Trofeum Champions League pozostaje marzeniem nie tylko Fermina, ale i wszystkich culés: „Ma w sobie coś wyjątkowego – klub czeka na nią od lat i wszyscy o niej śnimy. Siła kibiców, wiara, to nas jeszcze bardziej motywuje.”
Perspektyw na zmianę barw klubowych nie bierze nawet pod uwagę. „Chcę zostać w Barcelonie jak najdłużej” – deklaruje bez zastanowienia.