Faberski wrócił na boisko po 220 dniach. „Jestem cięższy, silniejszy, szybszy”
Siedem miesięcy bez gry, operacja w Austrii, cztery miesiące rehabilitacji w Serbii. W 83. minucie meczu Jong Ajax z Vitesse 20-letni skrzydłowy znów poczuł pod stopami murawę. I po spotkaniu nie mógł zasnąć do trzeciej w nocy.
Kiedy w 83. minucie meczu Jong Ajax z Vitesse Jan Faberski wbiegł na murawę, zakończył najdłuższą przerwę w dotychczasowej karierze. Dokładnie 220 dni wcześniej, podczas marcowego spotkania reprezentacji Polski U-21 z Armenią, naderwał więzadło krzyżowe w prawym kolanie. Teraz, po operacji i miesiącach rehabilitacji, wrócił jako inny piłkarz.
„Przede wszystkim szczęście. Takie, którego nawet nie potrafię opisać” – powiedział Faberski w rozmowie z Łączy nas piłka, pytany o emocje po powrocie. „Tyle było we mnie emocji, że po meczu nie mogłem zasnąć, udało się chyba dopiero około trzeciej w nocy. Moja mama nawet nie była w stanie oglądać tego spotkania, tak bardzo wszystko przeżywała.”
Droga do tego momentu prowadziła przez trzy kraje. Faberski najpierw konsultował się z dr. Krzysztofem Koryszewskim w Białymstoku – mieście, w którym stawiał pierwsze poważne piłkarskie kroki w Jagiellonii, zanim w wieku 16 lat przeniósł się do akademii Ajaksu. Potem poleciał do dr. Ramona Cugata w Barcelonie, by ostatecznie zdecydować się na zabieg u dr. Christiana Finka w Austrii. „Doktor Fink przeprowadził operację w taki sposób, żeby jak najmniej ingerować w kolano i pozostawić jak najwięcej zdrowych tkanek. Dziś czuję je zupełnie normalnie, jak przed kontuzją” – relacjonował.
Kluczowym etapem okazała się Serbia. Faberski spędził około czterech miesięcy pod okiem Andreji Milutinovicia i nie ma wątpliwości, że to był przełomowy czas. „Najcięższa praca, jaką kiedykolwiek wykonałem, ale każdego dnia widziałem postęp” – przyznał. Efekty wykraczają poza subiektywne odczucia: przed kontuzją jego prędkość maksymalna wynosiła 34,7 km/h, teraz – 36,7. „Jestem cięższy, silniejszy i szybszy. Potraktowałem ten czas jako szansę, żeby wrócić jako lepszy piłkarz” – mówił 20-latek.
Zaskakuje przy tym deklarowana odporność psychiczna. Na pytanie o momenty zwątpienia Faberski odpowiedział: „Szczerze? Chyba ani jednego dnia. Od początku patrzyłem na tę sytuację trochę niestandardowo. Pomyślałem sobie, że to może być jedyny moment w mojej karierze, kiedy mam tyle czasu, żeby spokojnie popracować nad rzeczami, których wcześniej mi brakowało.”
Głośno zrobiło się o Faberskim po akcji w meczu młodzieżówki z Włochami – efektowna ruleta i asysta przy golu Wiktora Bogacza odbiły się echem także w Holandii. W sezonie 2024/25 rozegrał 34 spotkania w Jong Ajax, strzelił cztery gole i miał trzy asysty, a potem Ajax wypożyczył go do PEC Zwolle, gdzie zagrał 18 razy w Eredivisie. To właśnie w trakcie budowania seniorskiej pozycji przyszła kontuzja, która mogła wszystko cofnąć.
Teraz lewonożny skrzydłowy koncentruje się na odzyskaniu rytmu meczowego. „Fizycznie czuję się już w stu procentach zdrowy, potrzebuję tylko trochę czasu, żeby znów przyzwyczaić się do rytmu meczowego” – wyjaśnił. Ajax latem 2025 przedłużył z nim kontrakt do 2030 roku, a dyrektor sportowy Marijn Beuker publicznie chwalił go jako zawodnika, który w przyszłości może zaistnieć w pierwszym zespole. Sam Faberski nie ukrywa ambicji: „Cel jest jeden i cały czas ten sam: pierwsza drużyna. Będę po prostu dalej bardzo ciężko pracował, żeby dostać swoją szansę. Aż w końcu się uda!”