Chwalińska prowadziła 40-0 w trzecim secie, ale Parks odwróciła mecz w Monterrey

Chwalińska z nieba do piekła

Maja Chwalińska
fot. Nuță Lucian, Wikimedia Commons
Domyślna grafika
Marlena
27 sierpnia 2026 08:00
3 minuty czytania

Bezbłędny pierwszy set, prowadzenie 40-0 w kluczowym gemie trzeciej partii i narastająca frustracja. Maja Chwalińska w Monterrey doświadczyła jednego z najbardziej bolesnych scenariuszy w tenisie – odwrócenia losów meczu przez rywalkę, która w otwarciu popełniła 20 niewymuszonych błędów.

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Alycia Parks weszła na kort w Monterrey jako dzika karta i przez całego pierwszego seta wyglądała, jakby nie wiedziała, po co tu jest. Amerykanka popełniła 20 niewymuszonych błędów w zaledwie dziewięciu gemach, a przy serwisie Chwalińskiej zdobyła raptem jeden punkt. Polka, rozstawiona z „trójką” po wycofaniach wyżej notowanych zawodniczek, wygrała premierową odsłonę 6:3, nie notując ani jednego niewymuszonego błędu. Nie musiała wiele robić. Wystarczyło czekać na kolejne pomyłki rywalki.

Przełom nadszedł już w pierwszym gemie drugiego seta. Parks nagle zaczęła trafiać w kort, a po błędzie Polki wypracowała break pointy przy stanie 40-0. Choć pierwszą szansę zmarnowała, przy drugiej Chwalińska posłała piłkę za linię. To przełamanie zmieniło charakter meczu.

Amerykanka zaczęła serwować agresywnie, nie wstrzymując ręki nawet przy drugim podaniu. Paradoksalnie jej drugie serwisy funkcjonowały lepiej niż pierwsze. Wkradały się podwójne błędy, ale nie hamowały rozpędzonej Parks. Chwalińska tymczasem wpadała w coraz większe tarapaty, aż w siódmym gemie za sprawą własnych pomyłek straciła podanie przy stanie 2:5. Do końca seta nie wypracowała ani jednego break pointa. Parks wyrównała na 1:1.

Przed decydującą partią Polka wzięła przerwę toaletową, próbując się zresetować. Niewiele to dało. W drugim gemie trzeciego seta pojawiła się szansa, gdy serwowała Amerykanka i doszło do wyrównanej walki, ale Parks utrzymała podanie. A potem przyszedł gem, który zdecydował o losach meczu.

Chwalińska serwowała w trzecim gemie i prowadziła 40-0. Trzy piłki przewagi, pełna kontrola nad sytuacją. I przegrała tego gema. Przełamanie przy takim stanie to jeden z najbardziej frustrujących scenariuszy w tenisie, bo zawodnik traci nie tylko punkt, ale przede wszystkim wiarę w to, że mecz jest jeszcze do wygrania.

Od tego momentu Polka się myliła coraz częściej. Parks odskoczyła na 3:1, posyłając między innymi dwa asy serwisowe, i powiększyła przewagę kolejnym przełamaniem. W swoich gemach serwisowych była nie do ruszenia. Choć przez cały mecz zanotowała mnóstwo niewymuszonych błędów, to po fatalnym pierwszym secie zdecydowanie częściej trafiała i grała z inicjatywą, która Chwalińską dosłownie przygniotła.

Parks zamknęła mecz wynikiem 3:6, 6:2, 6:2. Zeszłoroczna półfinalistka turnieju w Monterrey po raz drugi z rzędu odwróciła losy spotkania w tej imprezie i wyeliminowała turniejową „trójkę”. W kolejnej rundzie zmierzy się ze swoją rodaczką Ann Li.

Źródło: Sportowe Fakty

Wybrane dla Ciebie