Z Lecha do 1. Ligi, ale z jasnym celem. "Chcę wrócić do Poznania i dostać większą szansę"
Sammy Dudek przebywa obecnie na wypożyczeniu z Lecha do I-ligowej Unii Skierniewice. W rozmowie ze Stolicą Sportu opowiada o początkach przygody z piłką, debiucie w pierwszej drużynie, braku regularnych minut, kulisach transferu czasowego oraz planach na przyszłość. – Chcę wrócić do Poznania i dostać tam większą szansę – tłumaczy juniorski reprezentant Polski.
Urodziłeś się w Niemczech, w Baden-Baden. Na tyle, na ile znasz te historie z opowieści rodziny, jak to wszystko wyglądało?
– Tak naprawdę nic nie pamiętam, bo tylko się tam urodziłem. Mój tata wyjechał bardzo młodo do Niemiec, a potem zabrał ze sobą moją mamę. Pojechali tam do pracy. Mieszkaliśmy tam około dwóch lat, w Niemczech urodziła się jeszcze moja młodsza siostra, a potem wróciliśmy do Polski.
Tata zaszczepił w Tobie pasję do piłki?
– Tak, w dużej mierze, przede wszystkim przez telewizor. U nas w domu, kiedy tylko był jakiś mecz, zawsze leciał w TV i oglądaliśmy razem. Od razu czułem, że chcę wyjść na dwór i pokopać piłkę, więc ciągnąłem do tego mojego tatę. Tak to się zaczęło. Potem, gdy już miał mnie dość, wysłał mnie na treningi.
Zaczynałem w Diamencie Zduńska Wola. Tam stawiałem pierwsze kroki, miałem bardzo dobrych trenerów, dużo się nauczyłem i szybko się rozwijałem.
Kiedy w 2021 roku trafiłeś do Lecha Poznań, czułeś, że to jest pierwszy większy moment, w którym możesz osiągnąć w piłce coś więcej?
– Szczerze mówiąc, zawsze podchodziłem do tego ze spokojem. Nie miałem myśli, że będę nie wiadomo kim czy jakimś wielkim piłkarzem. Oczywiście było to moje marzenie, ale jakoś specjalnie o tym nie myślałem.
Kiedy przyszedłem do Lecha, byłem z tego bardzo dumny. To marzenie było coraz bliżej i wtedy właśnie poczułem, że może być to coś więcej niż tylko granie dla zabawy i przyjemności.
Pamiętasz początki w Lechu i aklimatyzację?
– Tak, pamiętam. Na pewno był to dla mnie stresujący okres. Rodzice wyjechali ze mną, ale trafiliśmy w zupełnie nowe miejsce. Poszedłem do Wronek od razu do rocznika 2007, czyli trenowałem ze starszymi o rok chłopakami.
Nikogo nie znałem, więc na początku ciężko było mi się zaaklimatyzować. Nie powiedziałbym też o sobie, że jestem ekstrawertykiem — jestem raczej osobą introwertyczną. Na początku trudno było mi złapać lepsze relacje z chłopakami, ale myślę, że po miesiącu czy dwóch już naprawdę fajnie się dogadywaliśmy. Kiedy zaczęła się szkoła, spędzaliśmy ze sobą jeszcze więcej czasu. Aklimatyzacja przebiegła pozytywnie, ale potrzebowałem trochę czasu.
Były momenty, w których chciałeś rzucić piłkę albo zrobić sobie od niej przerwę?
– Nie. W poprzednich klubach też nie miałem takich momentów, żeby mieć dość futbolu. To jest moja pasja, robię to z wyboru i dlatego, że kocham ten sport. Myślę, że nigdy nie przestanę go kochać. Nigdy nie miałem w głowie myśli, że jest tego dla mnie za dużo. Wręcz przeciwnie — zawsze chcę mieć jeszcze więcej piłki w swoim życiu.
Jesteś związany z Lechem od pięciu lat. Czujesz się już mocno zżyty z tym klubem?
– Na pewno przez ten czas wykształciły się we mnie pewne uczucia. Bardziej traktuję jednak klub jako miejsce, w którym mogę się rozwijać i czuć obustronne zaufanie. Chodzi mi po prostu o to, że nie jestem żywiołowym kibicem.
Czyli gdyby kiedyś odezwała się do ciebie Legia z propozycją transferu, mógłbyś rozważyć taki ruch?
– Z szacunku do Lecha, na pewno nie rozważyłbym takiej oferty, ale nie powiedziałbym, że jestem w Kolejorzu zakochany po uszy. Mam do tego klubu wielki szacunek i jestem wdzięczny, że otrzymałem szansę na rozwój oraz poznałem wiele wspaniałych osób.
Miałeś już do tej pory jakieś oferty z innych większych polskich klubów?
– Tak naprawdę nie zajmuję się przeglądaniem ofert. Teraz podpisałem nowy kontrakt, a wiadomo, że kiedy poprzednia umowa dobiegała końca, pojawiło się kilka ofert z różnych klubów.
Jeśli dobrze pamiętam, bardziej były to kluby zagraniczne i na takich ofertach się skupialiśmy. Ostatecznie zdecydowaliśmy się zostać w Lechu i tutaj kontynuuję swoją przygodę z piłką.
Pamiętasz nazwy zagranicznych klubów, które chciały cię pozyskać?
– Nie chciałbym o tym mówić, wolałbym zostawić to dla siebie.
Chociaż jakiś kierunek albo kraj możesz zdradzić?
– Niemcy.
To były oferty przede wszystkim do akademii któregoś z klubów czy na przykład do rezerw?
– Różne to były oferty, jeśli mam być szczery. Nie były też aż tak konkretne, więc nie chciałbym czegoś pomylić. Tak naprawdę nie byłem osobą, która je czytała czy się nimi zajmowała.
Przedłużyłeś kontrakt z Lechem do 2028 roku. Jaki jest plan na ciebie w Poznaniu? Miałeś już jakieś większe rozmowy na temat tego, jak krok po kroku ma wyglądać twoja kariera przy Bułgarskiej?
– Szczerze mówiąc, nie miałem żadnej takiej rozmowy. Półtora roku temu, kiedy trafiłem do pierwszej drużyny, wszystko fajnie się zaczęło. Od razu zadebiutowałem, wpadło kilka minut. Potem dostawałem zaufanie od trenerów. Jeździłem na mecze, jeśli nie wchodziłem, byłem na ławce. Później udało się jeszcze raz pojawić na boisku w rundzie wiosennej.
W kolejnym sezonie tych minut praktycznie nie było. Przez cały sezon uzbierałem ich tylko kilka. Miałem też drobne urazy i kontuzje, co trochę utrudniało sytuację. Na tę chwilę nie dostałem poważnej szansy w Lechu. Teraz jestem na wypożyczeniu i walczę o to, żeby wrócić do Poznania i pokazać, że przez ten rok w Unii bardzo się rozwinąłem.
Cztery mecze i dwa mistrzostwa Polski brzmią fajnie — jedno trofeum na dwa spotkania — ale regularnej gry ci brakowało. Pojawiła się frustracja pod koniec poprzedniego sezonu i chęć zmiany?
– Nie jest trudno zauważyć, kiedy trzeba zmienić środowisko i po prostu spróbować gdzieś indziej. W tamtym sezonie praktycznie nie dostawałem szans w Lechu i wiedziałem, że kolejny spędzę na wypożyczeniu. Po prostu tego chciałem.
Były różne propozycje z pierwszej ligi, ale Unia była najkonkretniejsza. Wcześniej razem z moim agentem upatrzyliśmy sobie trochę ten klub, bo uważam, że jego model i styl gry są dla mnie bardzo dobre i że się w nim odnajdę.
Dlatego już pod koniec minionego sezonu myśleliśmy o Unii pod kątem wypożyczenia. Na szczęście stało się tak, że teraz tutaj jestem i mogę się rozwijać.
Kiedy odchodziłeś na wypożyczenie, była może jakaś rozmowa z zarządem Lecha, na przykład z dyrektorem Rząsą?
– Szczerze mówiąc, wszystko działo się trochę szybko. Nie było do końca czasu, żeby porozmawiać o tym, co będzie w sezonie 2026/27. Byliśmy na obozie we Wronkach i tam zapadła decyzja, że mogę już jechać. Dyrektorzy rozmawiali z moim agentem o tym, jaki jest plan na mnie na ten sezon i na mój powrót. Tak to się potoczyło.
Co było dla ciebie najtrudniejsze w przestawieniu się z Lecha na Unię?
– Na początku miałem problem z tym, że tutaj gramy trochę inaczej niż w Lechu. Przez ostatnie parę lat byłem przyzwyczajony do modelu gry Kolejorza. Mimo że oba modele nie różnią się aż tak bardzo — są nastawione na utrzymanie się przy piłce, wysoki pressing i budowanie akcji krótkimi podaniami — to jednak w Unii mam się poruszać trochę inaczej jako jedna z „szóstek”, niż robiłem to w Poznaniu. Na początku było to dla mnie dosyć trudne. Po meczu z Arką Gdynia poczułem jednak, że już dokładnie wiem, jak to robić. Wtedy zrozumiałem ten model gry i poczułem, że jestem gotowy na 100 procent.
Masz na ten sezon jakieś konkretne cele, jeśli chodzi o minuty czy liczby?
– Chciałbym uzbierać jak najwięcej minut. Początek był dobry, zagrałem dwa mecze ligowe. Niestety, później doznałem małego urazu i nie mogłem wystąpić w dwóch kolejnych spotkaniach. Teraz jestem już w pełni zdrowy i gotowy. Chciałbym wejść w rytm i po prostu się rozwijać, bo wiem, że jest to dla mnie możliwe.
Pracuję też z trenerem motorycznym nad siłą i tym, żeby łapać jak najmniej drobnych kontuzji, bo to był mój problem w ostatnim czasie. Jest ich coraz mniej i jestem gotowy, żeby grać co tydzień i uzbierać dużo minut w tym sezonie.
Liczysz, że po udanym wypożyczeniu w Unii, dostaniesz wreszcie poważniejszą szansę w Lechu?
– Oczywiście, że tak. Bardzo na to liczę. Tak naprawdę wszystko jest w moich rękach i teraz to ja decyduję o tym, jak będę grał. Jeśli będę dostawał szanse, postaram się wykorzystać je w 100 procentach. Jeśli Lech skorzysta ze mnie w przyszłym sezonie, będę bardzo szczęśliwy. Wtedy pałeczka będzie już po stronie zarządu i trenerów, którzy zdecydują, co będzie ze mną dalej.
– Na pewno chciałbym za rok wrócić do Lecha i dostać tam większą szansę. To jest najlepszy klub w Polsce i myślę, że każdy zawodnik w Polsce chciałby grać właśnie w Kolejorzu.
W czym czujesz się lepszy albo w czym możesz być lepszy od innych defensywnych pomocników Lecha? Co jest twoim atutem?
– Szczerze mówiąc, nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób. Uważam jednak, że jestem bardzo intensywnym i wszechstronnym zawodnikiem. Umiem pójść do przodu, ale potrafię też grać w obronie.
Cały czas się rozwijam. Brakuje mi doświadczenia, ale zawsze nadrabiam zaangażowaniem, intensywnością i spokojem w grze. Uważam, że potrafię też trochę regulować tempo meczu.
W jednym z wcześniejszych wywiadów mówiłeś, że najpierw chciałbyś zaistnieć w Lechu, a później trafić do Bundesligi i Hiszpanii. Te kierunki nadal są aktualne?
– Tak naprawdę nic się nie zmieniło. Chciałbym wrócić do Lecha i tam zaistnieć. Jedną z zagranicznych lig, w których najbardziej chciałbym zagrać, jest Bundesliga.
Dlaczego akurat Bundesliga? Przez to, że urodziłeś się w Niemczech, czy jest jakiś inny powód?
– Kiedy byłem młodszy, oglądaliśmy z tatą Bundesligę i bardzo mi się podoba ta liga. Uważam, że jest mocna i bardzo intensywna.
Grałeś już w reprezentacjach Polski U-16, U-17, U-18, a teraz U-19, w której byłeś nawet kapitanem. Chciałbyś kiedyś zaistnieć w pierwszej kadrze?
– Oczywiście, że tak. To tak naprawdę marzenie każdego chłopaka, który gra w piłkę. Dla mnie również jest to cel, który będę krok po kroku starał się realizować.