Wisła Kraków szykuje ruch na rynku. Królewski zdradza szczegóły poszukiwań
Jarosław Królewski nie owija w bawełnę: Wisła Kraków już wytypowała kandydatów na pozycję numer sześć. Jak przyznaje szef krakowskiego klubu, rozmowy trwają, ale nie zamierza się spieszyć tylko po to, by wzmocnić skład na siłę.
Już od startu sezonu w PKO BP Ekstraklasie Wisła Kraków nie traci czasu – po dwóch zwycięstwach i dwóch porażkach apetyty kibiców są rozbudzone, ale zarząd nie zamierza wprowadzać nerwowej rewolucji. W rozmowie na kanale Studio Reymonta Jarosław Królewski jasno określił plany transferowe klubu oraz stan drużyny na początku zmagań.
Najpilniejszą potrzebą Wisły pozostaje środek pola. Szef klubu odsłonił kulisy poszukiwania zawodnika na newralgiczną pozycję numer sześć. Według Królewskiego, lista potencjalnych transferów już powstała, a rozmowy z piłkarzami, ich menedżerami oraz klubami ruszyły z kopyta. Jak ujął prezes, "Wisła ma wyskautowanych zawodników na słynną pozycję ‘6’. Jestem w kontakcie z tymi zawodnikami, ich klubami i agentami. Natomiast są jeszcze kwestie charakterologiczne, finansowe, długości kontraktu, oczekiwań – to musi być zawodnik, który chce grać w Wiśle" – podkreślając, że transfer nie zostanie sfinalizowany za wszelką cenę.
Właśnie te wymagania – nie tylko boiskowe, ale również charakterologiczne i kontraktowe – mają decydować o ruchach kadrowych. Jak przyznał Królewski, widoczne jest dążenie do składu, który będzie nie tylko mocny sportowo, ale także spójny mentalnie z projektem Wisły. W kontekście serii wyników po powrocie do Ekstraklasy prezes zachowuje spokój, uznając brak powodów do paniki i oceniając, że drużyna „walczy, jak równy z równym”, niezależnie od wahań formy.
Kibice mogą być więc pewni jednej rzeczy: Wisła Kraków bardzo uważnie waży każdy potencjalny ruch. Jeśli pojawi się opcja sprowadzenia zawodnika idealnie skrojonego pod oczekiwania sportowe i finansowe, władze klubu są gotowe działać.