Gleb Kuczko: od Białorusi do Wisły. Raków chciał piłkarza

Raków chciał piłkarza Wisły. "Było jeszcze kilka klubów"

Gleb Kuczko
fot. Wisła Płock
Avatar użytkownika Maciej Ziółkowski
8 września 2026 08:05
11 minut czytania

Gleb Kuczko miał kilka opcji, gdy jako 17-latek trafiał do Polski. Wśród zainteresowanych był Raków Częstochowa, ale zawodnik wybrał Wisłę Płock. Dziś ma za sobą udany sezon w Miedzi, debiut i gola w reprezentacji Białorusi. W rozmowie ze Stolicą Sportu opowiedział o swojej drodze, transferowych kulisach i planach na przyszłość.

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Urodziłeś się na Białorusi, więc zakładam, że od początku chciałeś reprezentować swój kraj. Skąd w takim razie pomysł na polski paszport?

Mam polskie korzenie. Po stronie mojego taty – babcia, pradziadek i prababcia – wszyscy są z Polski. Dzięki tym korzeniom udało nam się znaleźć odpowiednie dokumenty i uzyskać Kartę Polaka. To z kolei pozwoliło mi szybciej otrzymać między innymi stały pobyt w Polsce.

Jak zaczęła się twoja przygoda z piłką na Białorusi? Ktoś namówił cię do uprawiania tego sportu?

– Wszystko zaczęło się zupełnie naturalnie, tak jak chyba u większości dzieciaków. Grałem na podwórku z kolegami, od rana do wieczora. Nikt mnie do tego nie namawiał ani nie prowadził — po prostu była piłka i futbol z kolegami.

Później moi rodzice zapisali mnie do małej szkółki. Pamiętam jak przyjechałem na pierwszy trening, a mama z tatą wspierali mnie na boku boiska. A następnie trafiłem do większego klubu, BATE Borysów. Jestem jego wychowankiem, spędziłem tam ponad trzy lata. To był bardzo dobry okres, zwłaszcza że BATE w tamtym czasie regularnie grało w europejskich pucharach, między innymi w Lidze Mistrzów i Lidze Europy. Właśnie wtedy byłem w ich akademii.

Później trafiłem do ABFF, czyli białoruskiej federacji piłkarskiej. Organizowano tam testy dla dzieci w wieku 12–13 lat w różnych miastach, a następnie wybierano najlepszych zawodników. Grałem tam przez dwa lata. Następnie przeniosłem się do Dinama Brześć, które również miało bardzo dobrą akademię. Stamtąd trafiłem już do Polski, do Wisły Płock.

Trafiłeś do Wisły Płock w wieku 17 lat, ale przez dziewięć miesięcy czekałeś, żeby w ogóle móc zagrać.

– Tak, to prawda. Kiedy przyjechałem do Polski, miałem 17 lat i właśnie podpisywałem pierwszy kontrakt za granicą, z Wisłą Płock. Na początku było ciężko, bo przede wszystkim w ogóle nie mówiłem po polsku. Musiałem najpierw nauczyć się języka, żeby móc porozumiewać się z chłopakami w szatni i normalnie funkcjonować w nowym otoczeniu. To było naprawdę trudne.

Później doszły jeszcze kwestie formalne, przez które przez dziewięć miesięcy nie mogłem grać. Trenowałem, czekałem i właściwie nie wiedziałem, kiedy to wszystko się skończy. Pamiętam swój pierwszy mecz — wtedy rezerwy grały w czwartej lidze. Bardzo dobrze wyglądałem na treningach i byłem nawet brany pod uwagę do pierwszego składu. Byłem wtedy najmłodszy albo jednym z najmłodszych zawodników. Przed pierwszym oficjalnym meczem w czwartej lidze trener podszedł do mnie po treningu i powiedział, że nie jestem zgłoszony. Byłem w szoku, bo nie zdawałem sobie jeszcze sprawy, że sprawa potrwa aż tak długo. Trenerem rezerw był wtedy Bartłomiej Kondracki, który często brał mnie na indywidualne rozmowy i bardzo mi pomagał w trudnym momencie. Czułem, że nie jestem sam i że w drużynie na mnie czekają.

Myślałem, że wszystko wyjaśni się maksymalnie w ciągu trzech–czterech tygodni. Później praktycznie co tydzień pytałem, jak wygląda sytuacja. Byliśmy w kontakcie z prezesem Wisły — zarówno ja, jak i tata. Pytaliśmy, na jakim etapie jest sprawa, bo wszystko zależało od decyzji FIFA.

Tomasz Marzec, ówczesny prezes Wisły, zrobił bardzo wiele i udzielił znaczącej pomocy. Wykonał wówczas naprawdę ogromną pracę. Cały klub nam w tym pomagał, a my po prostu czekaliśmy. Ostatecznie po dziewięciu miesiącach udało się mnie zgłosić i mogłem wreszcie zagrać.

Nie żałujesz mimo wszystko, że trafiłeś właśnie do Wisły? Na początku było przecież sporo perturbacji i problemów.

– Myślę, że to doświadczenie sprawiło, że stałem się twardszy i nauczyłem się cierpliwości, która w piłce jest czasami bardzo potrzebna. Oczywiście przez te dziewięć miesięcy pojawiały się różne myśli, ale z perspektywy czasu uważam, że to była dla mnie cenna lekcja.

Zresztą prawdopodobnie miałbym podobną sytuację w każdym klubie. Niezależnie od tego, czy przyjechałbym do Polski, czy do innego kraju, musiałbym czekać na zgodę FIFA, ponieważ byłem niepełnoletni. To właśnie z tego wynikały problemy z rejestracją.

Miałeś w tym czasie jakieś momenty zwątpienia? Pojawiały się myśli, żeby odpuścić piłkę?

– Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, można by pomyśleć, że tak, ale ja naprawdę nie miałem takich momentów. Oczywiście było ciężko, bo przyjechałem do nowego kraju i zupełnie innego otoczenia. Musiałem się zaadaptować, ale od początku miałem jasno określony cel.

Bardzo chciałem tutaj grać w piłkę. Najpierw zacząć od drugiej drużyny, a później przebić się do pierwszego zespołu. To było moje założenie i tego się trzymałem.

Po około trzech miesiącach zdarzało się nawet, że trenowałem z pierwszą drużyną. Jednocześnie grałem w trzecim zespole, który później rozpoczynał ligę i w tym czasie rozgrywał jeszcze sparingi. Bywało więc tak, że przez cały tydzień trenowałem z jedynką, a później jechałem na mecz trzeciego zespołu. Nie było to łatwe, ale musiałem sobie z tym radzić. Najważniejsze było dla mnie to, żeby cały czas pracować, grać i robić swoje.

Kiedy trafiałeś do Wisły Płock, miałeś jeszcze inne opcje?

– Tata był w kontakcie z klubami. Z tego, co pamiętam, było ich kilka. Oprócz Wisły Płock, na pewno był Raków Częstochowa i również Polonia Warszawa.

Dlaczego wybrałeś Wisłę?

– Wybrałem Wisłę, ponieważ bardzo konkretnie podszedł do tego Arek Stalmach, skaut, który do dziś pracuje w klubie. Skontaktował się z moim tatą i to właśnie Wisła przedstawiła nam najbardziej konkretny plan.

Najpierw przyjechałem na testy, bodajże w marcu. Klub od razu dokładnie rozpisał, jak będzie wyglądał mój pobyt — na ile dni przyjeżdżam, przez jaki czas będę trenował i z którą drużyną. Organizacyjnie wszystko było bardzo dobrze przygotowane. Wisła zapewniła nam z tatą hotel i transport na treningi.

Pamiętam, że miałem nawet dwa treningi dziennie. Na początku ćwicyłem z drużyną U-17, czyli ze swoim rocznikiem, ale po dwóch–trzech dniach przeniesiono mnie do rezerw. Po tych testach klub podjął decyzję, że chce podpisać ze mną umowę latem. Musiałem najpierw wrócić na Białoruś, skończyć szkołę i wypełnić obowiązujący jeszcze kontrakt z klubem z Brześcia, który wygasał w czerwcu. Dlatego wróciłem do Polski na początku lipca, i wtedy już oficjalnie dołączyłem do Wisły.

W Wiśle stopniowo łapałeś kolejne minuty. W minionym sezonie zostałeś wypożyczony do Miedzi Legnica. Miałeś też inne opcje?

– Tak, były inne propozycje. W tamtym momencie uznałem, że potrzebuję jeszcze jednego pełnego sezonu w pierwszej lidze, żeby zdobyć doświadczenie i regularnie grać. Przede wszystkim szukałem drużyny, w której będę występował na skrzydle, czyli na swojej naturalnej pozycji.

Zainteresowanych klubów było kilka jak mówił mi agent. Problem polegał na tym, że większość chciała mnie wypożyczyć z opcją wykupu. Wisła nie chciała się na to zgodzić, a ja również szukałem klubu, który weźmie mnie tylko na wypożyczenie, bez możliwości transferu definitywnego.

Pamiętam, że na początku pojawił się ŁKS Łódź. Było jeszcze kilka innych drużyn z pierwszej ligi. Najważniejsze było dla mnie to, żeby trafić do zespołu, w którym będę miał szansę regularnie grać na skrzydle i zbierać minuty.

Ostatecznie zgodziła się na to Miedź. Po dwóch czy trzech kolejkach zmienił się tam trener i wtedy zadzwonił do mnie trener Niedźwiedź. Przedstawił mi swoją wizję, długo rozmawialiśmy — chyba około godziny — i opowiedział mi, jak widzi moją rolę w zespole.

Na początku nie byłem do końca przekonany do jego pomysłu, bo nie chciałem grać na wahadle. Jestem bardziej ofensywnym zawodnikiem i wolałem występować wyżej. Trener jednak mnie przekonał, zaufałem mu i dzisiaj na pewno tego nie żałuję.

Mimo że grałem na wahadle, nauczyłem się tam bardzo dużo. Zdobyłem doświadczenie, wyciągnąłem wiele wniosków i rozwinąłem się jako zawodnik. Ogólnie jestem z tego wypożyczenia bardzo zadowolony. Myślę, że gdybym nie miał po drodze dwóch mikrourazów, mógłbym rozegrać jeszcze więcej minut, ale i tak trafiłem do bardzo dobrej, dobrze zorganizowanej drużyny i pod skrzydła trenera, od którego naprawdę wiele się nauczyłem.

Miałeś dobry sezon w Legnicy. Czy Miedź, mimo braku opcji wykupu, próbowała cię zatrzymać?

– Tak, ta kwestia była poruszona, ale nie znam wszystkich szczegółów i jak widać wróciłem do Wisły. Byłem cały czas w kontakcie z dyrektorem i już w trakcie sezonu pojawiał się temat mojej przyszłości. Z jednej strony klub myślał o tym, żeby mnie zatrzymać, a z drugiej ja również brałem to pod uwagę, bo bardzo dobrze czułem się w Miedzi.

To był dla mnie naprawdę dobry sezon. Do tego doszły występy w reprezentacji, więc zarówno w klubie, jak i w kadrze udało mi się zrobić kolejny krok. Wiedziałem jednak, że mam ważny kontrakt z Wisłą Płock i najprawdopodobniej będę musiał tam wrócić.

Zainteresowanie innych klubów oczywiście było. Szczególnie dużo kontaktów pojawiło się po moim golu w reprezentacji. W kolejnym miesiącu dostałem naprawdę sporo telefonów, SMS-ów i zapytań.

Jakie były to propozycje?

– Nie mogę o tym mówić. Tak jak wspominałem, pojawiało się zainteresowanie, dostawałem telefony, SMS-y i zapytania, ale nie mogę zdradzać szczegółów. Z jakich krajów były to propozycje? Też nie mogę tego zdradzić.

Masz kontrakt z Wisłą do końca obecnego sezonu. Pojawiły się już pierwsze rozmowy dotyczące jego przedłużenia?

– Tak, klub wstępnie wyszedł z propozycją nowego kontraktu. Rozmawiamy, trwają negocjacje i zobaczymy, jak to wszystko się potoczy.

Masz jakieś konkretne marzenia związane z dalszą grą w Polsce? Chciałbyś za jakiś czas trafić do większego klubu?

– Myślę, że każdy zawodnik, który zna polską ligę i wie, jak wygląda Ekstraklasa, chciałby kiedyś grać w większym albo największym klubie w Polsce. Nie ukrywam, że dla mnie również jest to jeden z celów.

Jednocześnie patrzę też w kierunku zagranicy. Gra w reprezentacji i dobre występy w klubie otwierają przede mną więcej możliwości — zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami.

W rozmowie z mediami Wisły Płock mówiłeś kiedyś, że po zakończeniu kariery chętnie zamieszkałbyś w Warszawie, ogólnie w dużym mieście. Dlaczego akurat Warszawa? Urzekło cię to miasto?

– Jeśli chodzi o Warszawę, wspomniałem o niej przede wszystkim dlatego, że urodziłem się w Mińsku na Białorusi. To duże miasto, liczące ponad dwa miliony mieszkańców, i jest pod pewnymi względami bardzo podobne do Warszawy.

Długo mieszkałem w Mińsku, bardzo lubię to miasto i chętnie tam wracam. Warszawa jest od niego bardziej nowoczesna, ale również duża i ma podobny klimat. Po prostu bardzo mi się podoba — uważam, że to fajne i ładne miasto.

Źródło: Stolica Sportu

Wybrane dla Ciebie