Kulisy rozstania Legii z Iordanescu. Klub miał inne plany wobec Rumuna
Edwarde Iordanescu miał poprowadzić Legię przynajmniej do zimy. Plan jednak się zmienił. O kulisach przesądziła seria słabych wyników i niepewność w klubie.
Rozstanie Legii Warszawa z Edwardem Iordanescu narobiło sporego zamieszania w klubie, a drobiazgów całej historii nie znali nawet wszyscy piłkarze. Jak ujawnił Łukasz Olkowicz w programie Meczyki.pl, Wojskowi mieli wobec Rumuna zupełnie inne plany niż tylko gwałtowną zmianę na ławce trenerskiej. Zespół dosłownie do ostatniej chwili żył w przekonaniu, że szkoleniowiec poprowadzi ich przynajmniej do zimowej przerwy.
Sezon dla Legii od początku nie układał się najlepiej. Iordanescu, ściągnięty do Warszawy przed sezonem, nie zdołał zbudować zwycięskiej serii i poprowadził drużynę do zwycięstwa zaledwie w jedenastu z dwudziestu czterech spotkań. Ostatni raz widziano go na ławce po przegranej z Pogonią Szczecin w Pucharze Polski — to właśnie wtedy zapadła decyzja o rozstaniu.
Wcześniej sam Rumun sugerował, że nie widzi dużych szans na poprawę gry zespołu. Sugerował nawet gotowość do odejścia, ale Legia próbowała go zatrzymać. Działacze przekonali go, by dokończył rundę, a trener miał zgodnie z tymi ustaleniami dotrwać przynajmniej do zimy. Zresztą tuż przed meczem z Szachtarem Donieck otwarcie powiedział o tym szatni, podkreślając, że to decyzja zarządu.
Sytuacja zmieniła się jak w kalejdoskopie. Po ograniu Szachtara jeszcze pojawiło się przekonanie, że w Legii może się odwrócić karta. Gdy jednak przyszły kolejne rozczarowania — bezbramkowy remis z Lechem Poznań i bolesna porażka z Pogonią — nerwy w klubie zaczęły puszczać. Władze Legii robiły wszystko, żeby mieć czas na znalezienie nowego szkoleniowca, więc formalnie zwlekały z decyzją o pożegnaniu. Ostatecznie stery tymczasowo przejął Inaki Astiz, a wśród kandydatów do stałej pracy wymienia się m.in. Nenada Bjelicę, byłego trenera Lecha Poznań.