WTA Waszyngton. Magdalena Fręch postraszyła Jessikę Pegulę
Od pierwszych piłek Magdalena Fręch podniosła ciśnienie wszystkim tym, którzy obstawiali pewny awans Jessiki Peguli. Polka niespodziewanie wygrała pierwszego seta z trzecią rakietą świata, rozpalając nadzieje na sensację. Jednak Amerykanka szybko włączyła wyższy bieg i losy drugiej rundy WTA w Waszyngtonie obróciły się o 180 stopni.
Kibice Magdaleny Fręch mogli poczuć dreszcz emocji od samego początku starcia z Jessicą Pegulą podczas turnieju WTA 500 w Waszyngtonie. Polka, stając naprzeciw trzeciej zawodniczki światowego rankingu, nie zamierzała ograniczać się do roli statystki.
Fręch odważnie rozpoczęła spotkanie, prezentując solidną grę z głębi kortu i skutecznie zmuszając Amerykankę do błędów na forehandzie. Gemy początkowe należały do bardzo wyrównanych, lecz to polska zawodniczka wywalczyła przełamanie na 4:2, nie marnując szansy na swoją korzyść.
W tym momencie Pegula zaczęła wyglądać na lekko zagubioną. Jej serwis przestał być tak regularny, bekhend nie miał już tej precyzji, a Fręch spokojnie wykorzystywała każdą okazję, by wyjść na prowadzenie. Pierwszy set padł łupem Polki 6:3, a ci, którzy patrzyli na kursy bukmacherów, przecierali oczy ze zdumienia.
Rozpoczęcie drugiej partii przyniosło już jednak inny obraz gry. Pegula zaczęła znacznie lepiej czytać grę Fręch, regularnie posyłała precyzyjne uderzenia w linię i coraz częściej wywierała presję przy siatce. Wyrównane gemy zamieniły się w coraz szybsze przejęcie inicjatywy przez Amerykankę, która przełamała serwis Fręch już na początku seta.
Imponujące returny oraz pewność w grze defensywnej sprawiły, że Pegula nie tylko odrobiła stratę, ale sama zaczęła dyktować tempo, z którym Fręch nie mogła już sobie poradzić. Mimo ambitnej walki Polka przegrała drugi set 3:6, a decydująca partia wypadła dla niej zdecydowanie najgorzej.
Set trzeci to już absolutna dominacja trzeciej rakiety świata. Pegula nie pozwoliła Fręch na wygranie choćby jednego gema – jej precyzyjne, mocne zagrania z głębi kortu oraz aktywność przy siatce robiły różnicę. Błędy wymuszone i niewymuszone mnożyły się po stronie Polki, broni nie pomogły nawet mocne podania czy szybkie nogi na korcie. Ostatecznie Fręch musiała uznać wyższość rywalki, przegrywając tę odsłonę 0:6. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:6, 6:3, 6:0 na korzyść Amerykanki, chociaż przez chwilę polscy kibice mogli śnić o sporej niespodziance w stolicy USA.