Alexander Isak przechodzi do Liverpoolu za rekordowe 130 mln funtów

Jest porozumienie! Liverpool rozbija bank na Isaka

Alexander Isak
fot. Rolandhino1 (Wikimedia CC 4.0)
Domyślna grafika
Eryk
1 września 2025 10:30
4 minuty czytania

Alexander Isak żegna się z Newcastle United i już niebawem podpisze kontrakt z Liverpoolem – za sumę, która bije wszystkie dotychczasowe rekordy na angielskich boiskach. Saga ciągnęła się całe lato, a kulisy negocjacji i bunt napastnika wywołały burzę w obu klubach. Mimo twardego stanowiska Newcastle, determinacja Liverpoolu i samego Isaka okazały się kluczowe. Teraz transfer za 130 milionów funtów przeszedł do historii Premier League.

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Liverpool własnie wyrywa ze stajni Newcastle United Alexandra Isaka za astronomiczną kwotę, która śmiało przebiła dotychczasowe rekordy transferowe Anglii. Szwed w poniedziałek przejdzie testy medyczne, by sfinalizować wieloletni kontrakt – warunki to aż 130 milionów funtów (w tym opłaty solidarnościowe), co oznacza, że bezpośrednio z klubowej kasy z Merseyside wypłynie 125 milionów funtów. Tym samym Isak przebił wynik Enzo Fernandeza, którego Chelsea ściągnęła z Benfiki za 106 milionów w 2023 roku.

Ten transfer kończy wielomiesięczną sagę – Newcastle przez całe lato zapewniało, że Isak nie jest na sprzedaż, mimo że Liverpool napierał z coraz wyższymi ofertami. Pierwszą – 110 milionów funtów – odrzucono bez mrugnięcia, chociaż na pewnym etapie klub z północno-wschodniej Anglii dawał sygnały gotowości zaakceptowania już 120 milionów. Negocjacje wyraźnie przyspieszyły tuż przed końcem okna, a jak podaje „The Athletic”, w tych ostatnich dniach wszyscy już czuli, że ruch jest nieunikniony.

Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy Szwed najpierw zniknął z okresu przygotowawczego Newcastle, nie wybiegł ani w sparingach, ani w trzech pierwszych meczach nowego sezonu – także przegranego 2:3 z Liverpoolem na St James’ Park. Po stronie Newcastle dominowało przekonanie, że piłkarz postawił sprawę na ostrzu noża. Isak trenował indywidualnie z byłymi klubowymi kolegami z Realu Sociedad, a 19 sierpnia publicznie zakomunikował, że „dalsza współpraca z Newcastle nie ma sensu”.

Klub zareagował chłodno, podkreślając pełne otwarcie na jego powrót, ale tylko jeśli zostaną spełnione „konkretne warunki finansowe”. Kulminacją była wizyta delegacji zarządu Newcastle, z udziałem mniejszościowego właściciela Jamie'ego Reubena oraz przedstawicieli PIF, u Isaka w jego domu – rozmowa miała wyjaśnić wzajemne oczekiwania, a trener Eddie Howe mówił już otwarcie: „Całą energię poświęcam tym, którzy chcą grać dla Newcastle. Potrzebujemy jasności i chcemy zmienić narrację, bo ten sezon dopiero się zaczyna”.

Patrząc z perspektywy Liverpoolu, poszli na całość. Od samego początku priorytetem był Isak, nie rozważano żadnego planu awaryjnego – czekali cierpliwie, wyczuwając determinację piłkarza. Anfield stało się wreszcie realnym kierunkiem, a kiedy Newcastle złamało się pod presją, Liverpool błyskawicznie dopełnił formalności i za jednym zamachem ustanowił rekord Premier League.

Dla samego Isaka to szansa, by pokazać pełny potencjał, a dla Liverpoolu – okazja na zdobycie „dziewiątki” kompletnej i przygotowanej do gry na najwyższym poziomie. W zeszłym sezonie Szwed zdobył aż 27 bramek w 42 meczach pod wodzą Eddiego Howe’a, ustępując jedynie Mohamedowi Salahowi w klasyfikacji najlepszych strzelców najwyższej ligi angielskiej.

Liverpool tego lata po raz kolejny nie szczędził grosza – do klubu trafili już Hugo Ekitike, Florian Wirtz, Milos Kerkez, Jeremie Frimpong i Giovanni Leoni. Sezon zaczęli z przytupem: 4:2 z Bournemouth, 3:2 z Newcastle oraz skromne 1:0 na wyjeździe z Arsenalem dają im pozycję startową w obronie tytułu.

Poczucie, że Newcastle „w końcu się ugięło”, przebiło się moim zdaniem nawet mocniej niż narzekania na wybujałe ceny. Klub długo utrzymywał, że Szwed nie jest na sprzedaż, ale w obliczu pogłębiającego się rozdźwięku nie miał już wyboru. Co ciekawe, pierwszym warunkiem miało być znalezienie solidnego następcy, stąd Woltemade pojawił się na Tyneside – lecz drugi napastnik nie został jeszcze pozyskany.

Jak zawsze, najwięcej do naprawienia ma Eddie Howe, który musi pozbierać drużynę po długiej i męczącej operacji transferowej. Bez względu na to, czy był to moment przełomowy na lepsze, czy zapowiedź nowych problemów – Newcastle zamyka wyjątkowo burzliwe lato, w którym nawet własne deklaracje traciły na znaczeniu.

Źródła: The Athletic, lfc.pl

Wybrane dla Ciebie