Szywała o Slavii Praga: „Treningi są zdecydowanie bardziej intensywne niż w Polsce”
Bartosz Szywała, jeden z najciekawszych polskich piłkarzy rocznika 2009, opowiedział w Kanale Sportowym o przeprowadzce do Czech, grze w młodzieżowej Lidze Mistrzów i różnicach między szkoleniem we Wrocławiu a w Pradze.
Bartosz Szywała miał 16 lat, kilka ofert na stole i poczucie, że pora zrobić krok naprzód. Latem 2025 roku opuścił Śląsk Wrocław i przeniósł się do Slavii Praga, podpisując kontrakt do końca czerwca 2028. Dyrektor sportowy praskiego klubu Jiří Bílek mówił wówczas, że o młodego Polaka zabiegała europejska konkurencja. Półtora roku później Szywała pojawił się w Kanale Sportowym, żeby opowiedzieć, jak wygląda jego codzienność w Czechach.
„Miałem kilka różnych ofert, ale wybrałem Slavię, ponieważ chciałem zrobić krok do przodu” — tłumaczył. Znaczenie miała też geografia. Szywała pochodzi z Bolkowa, niewielkiego miasteczka niedaleko Jeleniej Góry, skąd do Pragi jedzie się około trzech godzin. „Zależało mi, żeby nadal być blisko rodziny. W tym wieku zmiana całego otoczenia jest trudna, dlatego bliskość najbliższych była dla mnie bardzo ważna. Nadal bardzo mi to pomaga”.
W Slavii od razu włączono go do drużyny rezerw występujących na drugim poziomie czeskich rozgrywek i jednocześnie do ekipy U-19 rywalizującej w Młodzieżowej Lidze Mistrzów. W październiku 2026 roku strzelił gola w wygranym 3:0 spotkaniu z Sabah FK.
„Młodzieżowa Liga Mistrzów to jedne z najlepszych, jeśli nie najlepsze rozgrywki w piłce młodzieżowej” — ocenił Szywała. Przyznał, że w poprzednim sezonie był w tym gronie najmłodszy, teraz dochodzą kolejni rówieśnicy, ale regularność występów utrzymuje. W Pradze ma też kontakt z pierwszym zespołem — razem z Oskarem Kubiakiem i Wiktorem Nowakiem podróżuje z seniorami na wszystkie mecze. „Rozmawiamy na lotnisku i przy innych okazjach. Nie mogę się doczekać, aż będę mógł dzielić z nimi szatnię, ale wiem, że na to przyjdzie czas”.
Najciekawszy fragment rozmowy dotyczył różnic między szkoleniem w Polsce a w Czechach. Szywała nie owijał w bawełnę: „Treningi są zdecydowanie bardziej intensywne niż w Polsce. Widzę to również po wynikach, jakie osiągam w meczach w danych GPS-owych. W porównaniu z tym, jak grałem we Wrocławiu, różnica jest wyraźna”. Efekt przenosi się na boisko — rywale, jak mówił, mają problem, żeby dotrzymać tempa zwłaszcza w końcówkach spotkań.
Poza samą intensywnością zwrócił uwagę na rozbudowany sztab szkoleniowy, w którym każdy trener odpowiada za inny obszar, oraz na kulturę pracy nad detalem. Szczególny nacisk kładzie się na reakcję po stracie piłki. „Każdy zawodnik musi natychmiast zareagować po stracie i jest to tutaj na naprawdę wysokim poziomie. Wiem, że Slavia chce mieć w zespole właśnie takich piłkarzy, którzy rozumieją, jak istotny jest ten element gry”.
Sam siebie opisuje jako uniwersalnego zawodnika — obecnie gra na prawym wahadle, wcześniej częściej na lewym skrzydle, potrafi też zejść do środka pomocy albo zagrać na pozycji numer dziewięć. „Myślę, że wyróżnia mnie uniwersalność. Jestem zawodnikiem, który może występować na kilku pozycjach, a przy tym być nieprzewidywalny dla rywala”. W reprezentacji Polski U-17, gdzie ma na koncie 19 meczów i siedem bramek, ta elastyczność też się przydaje.
Slavia jasno przedstawiła mu ścieżkę rozwoju i nie wymaga, żeby się spieszył. Szywała wydaje się to rozumieć — i akceptować. „Nie muszę się spieszyć, żeby jak najszybciej trafić do pierwszej drużyny. Muszę się do tego odpowiednio przygotować, przede wszystkim mentalnie i fizycznie”.